VLADIMIR YAROSHENKO

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

[quote4f="Ali"]Zobacz koniecznie jego Tezeusza-Oberona, ja mam to już za sobą i wciąż brak mi słów. Z pewnością nie pożałujesz...[/quote4f]
Nie wątpię, ale mogę jeszcze pożałować, jeśli nie dostanę biletu :wink: Póki co - strona TW nie otwiera mi się przez cały dzień, więc nie wiem nawet, jak wygląda sytuacja.
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

Nie zdezerterowałem w „swoim” wątku. Przeciwnie, czekałem na jakiś punkt zaczepienia. Konwencja forum lubi wszak ton polemiczny, a Vladimir Yaroshenko wzbudził tym razem podziw lub zainteresowanie wszystkich bez wyjątku – jako Tezeusz-Oberon w recenzjach, a jako Lizander – tymczasem u Ewy J. na forum, z którą zgadzam się w pełni. Ledwie dostrzegalny i raczej niepewny ślad jakiegoś niedosytu znalazłem tylko w artykule p. Katarzyny Gardziny-Kubały: http://www.taniecpolska.pl/tekst/175 :
[quoteb1="Kasia G"]Partneruje jej (Yuce Ebiharze) piękny i wspaniale prezentujący się na scenie Vladimir Yaroshenko jako Tezeusz/Oberon. Artysta bardziej podobał mi się w drugiej z tych ról – silnego, a momentami nawet brutalnego króla elfów, nie pozbawionego jednak męskiego wdzięku. Gdy przemieniał się w eleganckiego Tezeusza jakby nieco tracił z tej pewności, jaką miał w scenach onirycznych, co odbijało się na wykonaniu – mimo to weselny, trudny duet z Ebiharą zatańczył brawurowo. [/quoteb1]
Chwytam się więc choćby tego, przyznaję - trochę na siłę... Że „tracił” coś, gdy „przemieniał się w Tezeusza”? Rozumiem, że mowa jest o jedynej „przemianie” z Oberona w Tezeusza (bo wcześniej było na odwrót), czyli po scenie snu, w II akcie, kiedy Tezeusz pojawia się już jako uosobienie czystego liryzmu. Rzecz jasna, że nie było tam już miejsca na „tę pewność ze scen onirycznych”. Ale żeby „coś odbijało się na wykonaniu”? Wykonaniu czego mianowicie? Czy jego rozmarzonego wejścia do sypialni Hipolity, refleksyjnego kontaktu z różą upuszczoną u łoża i czułego potem duetu miłosnego z na pół śpiącą jeszcze narzeczoną? A może w tej uroczej interpretacji sceny, gdy przepojony własnym szczęściem książę Tezeusz udziela podwójnego błogosławieństwa Hermi z Lizandrem i Helenie z Demetriuszem? Czy w wykonaniu kolejnego pięknego duetu kochanków rozpromienionych miłosnym spełnieniem? Szczerze mówiąc nie zauważyłem, aby coś odbijało się na wykonaniu tych wszystkich scen przez Yaroshenkę. Oczywiście mogłem czegoś nie zauważyć, choć obejrzałem go w tych rolach dwa razy.

W istocie, od pierwszego wejścia w prologu Vladimir stworzył piękną postać księcia Tezeusza, posągowo arystokratyczną, o wspaniałej prezencji, z lekka uwodzicielską, wytworną w każdym kroku, geście, spojrzeniu, używając słów Kasi – także tutaj pełną „męskiego wdzięku”. Potem, już jako Oberon w I akcie – był faktycznie silny, władczy, momentami nawet brutalny – zwłaszcza w ostrym dialogu tanecznym z zazdrosną o elfa Tytanią, niezwykle wyrazisty w swym niejednoznacznym stosunku do urokliwego, acz niesfornego Puka, a przy tym wspaniale wystylizowany plastycznie przez Neumeiera jako król elfów. Wreszcie powrócił znów jako Tezeusz w II akcie, zmieniony jednak nie do poznania po nocy w zaczarowanym lesie – na wskroś liryczny, czuły, skruszony miłością do bezgrzesznej Hipolity. A na koniec był rzeczywiście stylowo „brawurowy” i idealnie zespolony z Yuką Ebiharą w promiennym pas de deux weselnym, poprzedzającym ich ponowne, ale jakże odmienne teraz w nastroju, liryczne spotkanie finałowe jako pogodzonych już na trwałe Tytanii i Oberona.

Osobiście nie dostrzegłem słabych momentów w tej najtrudniejszej, bo wielobarwnej i wieloznacznej u Neumeiera partii. Porównywalnej pod tym względem jedynie z równie doskonałą w każdym względzie Hipolitą-Tytanią pięknej Yuki Ebihary. Tezeusz-Oberon to moim zdaniem największe z dotychczasowych osiągnięć artystycznych Vladimira Yaroshenki na naszej scenie, a było ich już niemało.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Podoba mi się bardzo to jak opisujesz najświeższe dokonanie Yaroshenki - choć nie oglądałam, mam wrażenie, że jego ostatnia duża rola jest niemałym osiągnięciem artystycznym. Zazdroszczę dwukrotnego obejrzenia, co prawda sama jestem sobie winna, że nie dopilnowałam - cóż, przeliczyłam się, myślałam, że będę miała szczęście jak zawsze i dostanę bilet.
Mogę tylko powiedzieć, że wczorajszy krótki reportaż, gdzie można było zobaczyć zaledwie migawki ze spektaklu, wzbudziły we mnie takie emocje, jakie opisujesz. To zaskakujące, ale wydaje mi się, że trzeba stworzyć naprawdę pełną wyrazu i artystycznej mocy postać, żeby w kilka, czy kilkanaście sekund zdołać zaabsorbować całą uwagę widzę i wywrzeć na nim jakieś wrażenie. Oczywiście oceniać mogą jedynie ci, którzy obejrzeli cały spektakl, ja mam tylko przeczucie, ale kształtuje się też na podstawie obserwacji ścieżki rozwoju artysty. A mi sama rola Lizandra uświadomiła, że Yaroshenko rozwinął się bardzo (i przeobraził) - przez długi czas miałam wrażenie, jakbym oglądała nowego tancerza w naszym zespole, ewentualnie kogoś, kto przeszedł całkowitą metamorfozę. Odczuwałam do tej pory mniejszy lub większy, ale jednak dystans, czy nawet chłód emocjonalny wobec tego tancerza, był mi w jakiś sposób obcy, a teraz z kogoś dalekiego stał się nagle i całkiem nieoczekiwanie bardzo bliski. To dziwne doświadczenie, zupełnie nie spodziewałam się takiej przemiany - pewnie będziesz Ali polemizował, a mnie być może trudno będzie się bronić, bo niełatwo mi teraz zwerbalizować nie do końca jeszcze wykrystalizowane spostrzeżenia. Może rzecz w tym, że wcześniej - mimo że był na scenie, zdawało mi się, jakby go nie było, a jego ostatnie wcielenie było tak soczyste, przesycone różnorodnymi, wielobarwnymi emocjami i świadomością tego, co ma na scenie pokazać, ze trudno było go nie wyróżnić.
Co do Tezeusza/Oberona dzięki urywkom nabrałam przeświadczenia, że silnie zaakcentował dwoistość i różnorodność swojej podwójnej roli, a przy tym - jedność w odmienności. Może brzmi to niezbyt logicznie, ale rozumiem to tak, jakby każdy reprezentował dwa odmienne, jednak uzupełniające się obrazy męskości. Wiem, to brzmi śmiesznie, bo widziałam łącznie może.. 3 minuty, więc można uznać, że plotę trzy po trzy, ale naprawdę zostawiły na mnie silne wrażenie. Mam skłonność do pochopnych ocen, ale często nie chybię;)
Rozwinę to, o czym wcześniej napomknęłam - tak samo rzuciła mi się w oczy wzruszająca czułość Tezeusza, jego wrażliwość, potrzeba kobiecej bliskości i otwartość w okazywaniu uczuć (zapadł mi w pamięć moment, kiedy układa głowę na kolanach Hipolity, był to pełen czułości, a zarazem subtelny gest), a z drugiej strony - męska siła i władczość Oberona, myślę, że również słowo "brutalność" którego użyłeś jest tutaj bardzo na miejscu, ale rozumiane raczej jako podkreślenie mocy tych wcześniej wymienionych cech, chęci męskiej dominacji, niż skłonności do przemocy.
Nagrałam i dlatego obejrzałam już wiele razy obraz zamykający dzieło - Yaroshenko był w nim po prostu genialny. Całe napięcie zostało skumulowane w jego powolnym wejściu na scenę, Tezeusz i Oberon stopili się w jedno przez ukazaną wspólnotę cech charakterystycznych przedtem dla jednej z dwóch odrębnych postaci - erotyzm, zmysłowość i męska siła z jednej strony, z drugiej czułość i subtelność. O Ebiharze mogłabym powiedzieć to samo, jednak tym razem prawie cała moja uwaga skoncentrowała się na bohaterze męskim.
Finał, czyli - pozorne zatarcie granic między światem realnym, a rzeczywistością snu, czy jak kto woli, powrót do tego drugiego. Jednak teraz, mam wrażenie - metafora osiągnięcia kresu psychicznej drogi, jaką przeszła dwójka bohaterów, kiedy z tezy i antytezy rodzi się synteza. A prościej - pogodzenie się jednostki z dwoma światami, w których musi funkcjonować - rzeczywistością norm i ładu społecznego oraz rzeczywistością instynktów, z której często pochodzą pragnienia rugowane z tej powszechnie akceptowanej sfery ludzkiego doświadczenia.
Tak, to wyda się zabawne - ale tych kilka ujęć, w tym zbliżenia, które zobaczyłam wczoraj, pozwoliły mi otworzyć oczy szerzej. Bo co innego czytać, lub słyszeć różne rzeczy, a co innego samemu naprawdę zrozumieć - no i czyja w tym była nieoceniona zasługa, łatwo się domyślić - choreograf, mistrz i jego wizja to jedno, ale dopiero wyjątkowa interpretacja wieńczy dzieło :wink: Szkoda mi tylko bardzo, że muszę teraz czekać do listopada..
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quotec9="Ewa J."]...był mi w jakiś sposób obcy, a teraz z kogoś dalekiego stał się nagle i całkiem nieoczekiwanie bardzo bliski. To dziwne doświadczenie, zupełnie nie spodziewałam się takiej przemiany - pewnie będziesz Ali polemizował...[/quotec9]
Z czym tu polemizować Droga Ewo? Mnie to Twoje osobiste „odkrycie” sprawiło zwyczajnie dużą radość. :smile: Też mam za sobą taki proces, bo ten tancerz przybył do nas zupełnie nieznany, z daleka. Obserwowałem uważnie jego rozwój, bo wyczuwałem talent. Dlatego właśnie starałem się tu niejednokrotnie rzucić na niego światło naszego zainteresowania. Czy to coś dało? Nie wiem, bo jednak najważniejsze jest osobiste przekonanie każdego z nas i dokonania samego artysty. Czasem jest jednak tak, że ulubieni tancerze tak przykuwają nasz wzrok, iż tracimy z pola widzenia całość przedstawienia i nie zauważamy artyzmu innych. Właśnie dlatego warto wybrać się na spektakl baletowy parokrotnie i szerzej otworzyć oczy. Zalecałbym to zwłaszcza krytykom, bo oni także miewają swoich ulubieńców, a wtedy nie zawsze są sprawiedliwi wobec innych. Sama widzisz, studiując parokrotnie wspomniany reportaż, jak zmienia się wtedy ogląd dzieła lub jego elementów. To trochę tak jak byśmy wracali do galerii, by patrzeć wielokrotnie na ulubiony obraz. Zawsze odkryjemy w nim coś nowego. A balet jest jednak przede wszystkim obrazem trwającym w czasie, ruchomym obrazem, wypełnionym żywymi ludźmi i ich kreacjami.

„Wydaje mi się - piszesz, że trzeba stworzyć naprawdę pełną wyrazu i artystycznej mocy postać, żeby w kilka, czy kilkanaście sekund zdołać zaabsorbować całą uwagę widza i wywrzeć na nim jakieś wrażenie”. Celna myśl, a przy okazji wielki komplement dla Vladimira Yaroshenki. Z dużą uwagą wczytywałem się w Twoją wnikliwą analizę obu ról tego artysty. I choć znałem już wcześniej Twoją spostrzegawczość jako widza, to wciąż podziwiam Twoją wrażliwość na wszelkie niuanse interpretacji tanecznej. To wielka satysfakcja czytać takie wpisy na tym forum.

PS. A przy okazji, czy zauważyłaś Ewo, że snując nasze refleksje nt. „Snu” Neumeiera i Tezeusza-Oberona Yaroshenki, ani razu nie wymądrzaliśmy się o technicznych niuansach i wyczynach, choć one tam były bez wątpienia – nawet w większym niż kiedykolwiek nasileniu. To dla mnie jeszcze jedno świadectwo, że mieliśmy do czynienia z wielką Sztuką.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

[quote52="Ali"]A przy okazji, czy zauważyłaś Ewo, że snując nasze refleksje nt. „Snu” Neumeiera i Tezeusza-Oberona Yaroshenki, ani razu nie wymądrzaliśmy się o technicznych niuansach i wyczynach, choć one tam były bez wątpienia – nawet w większym niż kiedykolwiek nasileniu. To dla mnie jeszcze jedno świadectwo, że mieliśmy do czynienia z wielką Sztuką.[/quote52]
Zauważyłam ;) Wbrew pozorom nie jestem taka wyrywna do drobiazgowych analiz strony technicznej:) Mam to szczęście, że mój kierunek studiów pozwala mi na pisanie trochę o tańcu, zwracam wtedy chętnie uwagę na intertekstualne związki tańca i innych sztuk, danego spektaklu baletowego (przyjemności pisania o Neumeierze również nie mogłam sobie odmówić;) analizuję tak, jak powyżej, a o technice baletowej co najwyżej napomykam, tam, gdzie wydaje mi się to konieczne - jednak forum nie wszystko zniesie i zostaję przy wcześniej wyrażonym sądzie, że dużo zależy od rozmówcy:) Ty jesteś skory do przyglądania się temu, co niesie ze sobą dzieło w warstwie artystycznej, mi również taka postawa jest najbliższa, dlatego o porozumienie nie tak trudno :)
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quote42="Ewa J."]...obejrzałam już wiele razy obraz zamykający dzieło - Yaroshenko był w nim po prostu genialny. Całe napięcie zostało skumulowane w jego powolnym wejściu na scenę, Tezeusz i Oberon stopili się w jedno przez ukazaną wspólnotę cech charakterystycznych przedtem dla jednej z dwóch odrębnych postaci - erotyzm, zmysłowość i męska siła z jednej strony, z drugiej czułość i subtelność...[/quote42]
Piszesz Ewo o tym wszystkim tak plastycznie, z taką pasją, że chętnie obejrzałbym ten obraz i cały reportaż raz jeszcze, aby spojrzeć nań także Twoimi oczami. Ale jak to zrobić, niestety ja go nie nagrałem. Żałuję teraz.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Myślę że da się temu zaradzić, mogę zamieścić reportaż jutro na youtube i wkleję link na forum, ustawię tylko film jako niepubliczny, żeby TVP mnie nie ścigało ;)
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Zgodnie z obietnicą:
http://www.youtube.com/watch?v=r2Ozt4qU3SA&feature=youtu.be :wink:
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

Dziękuję Ewo za Twój trud, to była dla mnie miła niespodzianka po powrocie ze świąt do domu. Miałaś rację pisząc:
[quote9c="Ewa J."]...krótki reportaż, gdzie można było zobaczyć zaledwie migawki ze spektaklu, wzbudziły we mnie takie emocje, jakie opisujesz. To zaskakujące, ale wydaje mi się, że trzeba stworzyć naprawdę pełną wyrazu i artystycznej mocy postać, żeby w kilka, czy kilkanaście sekund zdołać zaabsorbować całą uwagę widza i wywrzeć na nim jakieś wrażenie...[/quote9c]
Kiedy obejrzałem ponownie ten materiał, we mnie także wracały chwilami emocje, jakich doznawałem podczas trzech oglądanych przedstawień. Ale przy kolejnym przejrzeniu zacząłem niestety dostrzegać słabości samego reportażu. Jego wielkim walorem są oczywiście krótkie sceny z tego pięknego przedstawienia, ale nie są one przecież zasługą realizatorów tego filmu - raczej teatru, który je udostępnił telewizji. Przeciwnie, oni zrobili z cennego, cudzego materiału prawdziwy groch z kapustą. Przemieszali wszystko bez pojęcia, grzesząc przeciw chronologii zdarzeń scenicznych, montażem rządzi chaos, kompletny przypadek. Montował to ktoś, kto miał mętne pojęcie o spektaklu. Mając do dyspozycji samego Johna Neumeiera, wykorzystali go właściwie w minimalnych stopniu. Bardziej interesowało ich bieganie z kamerą po piętrach sceny i widowni, filmowanie z przodu, boku, dołu, góry - ot dla domniemanej "oryginalności" samego filmowania. Niekompletny jest też dobór rozmówców-tancerzy. Spotykamy wprawdzie pełną osobistego uroku Yukę Ebiharę, ale nie wiemy co mieli do powiedzenia inni główni wykonawcy premiery - właśnie nasz tu Vladimir Yaroshenko, ale także Patryk Walczak. Wypowiedzi pozostałych tancerzy - od Sasa do Lasa, bez jakiejś myśli przewodniej autorki reportażu. Nie ma jakiejkolwiek wypowiedzi dyrygenta Łukasza Borowicza. I generalnie - brak puenty, czyli migawek choćby z sukcesu premiery, owacji dla tancerzy i dla Johna Neumeiera po przedstawieniu. Cieszył mnie ten reportaż początkowo - choćby dlatego, że był, to też ważne. Ale teraz widzę, że TV Kultura - mając taki klejnot w ręku - raz jeszcze zmarnowała szansę dotarcia do swoich widzów z dobrym materiałem filmowym na temat kultury wysokiej. Szkoda.

Co nie przeszkadza, że co do znaczenia i wykonania finałowej sceny Tytanii i Oberona masz Ewo rację. Niesie ona ze sobą w wykonaniu Ebihary i Yaroshenki wszystko to, co tak pięknie opisałaś. Interpretacja nie do zapomnienia.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Wszystko to prawda, na co zwróciłeś uwagę, u nas powstaje tak mało dokumentów przedstawiających pracę tancerzy i ich środowisko, a to co powstaje.. no cóż. Niedociągnięcia o jakich piszesz wpływają na nijakość i pośledniość tego materiału filmowego. Ale prawdę mówiąc - na nic więcej nie liczyłam. [quoted3="Ali"] Mając do dyspozycji samego Johna Neumeiera, wykorzystali go właściwie w minimalnych stopniu. Spotykamy wprawdzie pełną osobistego uroku Yukę Ebiharę, ale nie wiemy co mieli do powiedzenia inni główni wykonawcy premiery - właśnie nasz tu Vladimir Yaroshenko, ale także Patryk Walczak. Wypowiedzi pozostałych tancerzy - od Sasa do Lasa, bez jakiejś myśli przewodniej autorki reportażu. Nie ma jakiejkolwiek wypowiedzi dyrygenta Łukasza Borowicza. I generalnie - brak puenty, czyli migawek choćby z sukcesu premiery, owacji dla tancerzy i dla Johna Neumeiera po przedstawieniu.[/quoted3]
Nie wiem, może próbowali zrobić jakiś montaż atrakcji? :) Myśleli, że takimi migawkami przyciągną uwagę widza (zapomniano chyba tylko, że tutaj odbiorca, do którego ma film dotrzeć, jest specyficzny). Stąd te poszatkowane wypowiedzi, fragmenty baletu i sklejanie wszystkiego w całość na zasadzie, jak mówisz, od sasa do lasa ;)
[quoted3="Ali"]Bardziej interesowało ich bieganie z kamerą po piętrach sceny i widowni, filmowanie z przodu, boku, dołu, góry - ot dla domniemanej "oryginalności" samego filmowania. [/quoted3]
Zabawne, kiedy o tym piszesz - też zwróciłam na to uwagę. Wg mnie szkopuł tkwi w tym, że realizatorzy powinni mieć chociaż blade pojęcie o tym, co filmują/montują/dystrybuują. Jeśli teatr, tancerze, spektakl, ich praca są im w jakiś sposób bliskie, w naturalny sposób znajdą się środki wyrazu, żeby to zainteresowanie przekazać widzowi, żeby wszystko sensownie zmontować, znaleźć jakąś, jak mówisz, myśl przewodnią. Jeśli natomiast ten świat jest im całkiem obcy, to taki filmowiec wchodzi do teatru, gdzie odbywają się próby niczym na wielki jarmark - widzi, że coś się dzieje, tylko nie bardzo wie i rozumie co, przekazuje więc coś z atmosfery tego miejsca, ale w sposób nie do końca świadomy i uporządkowany. Raczej dowolnie i przypadkowo poszatkowane fragmenty scenicznej rzeczywistości. Ja jednak cieszę się, że było cokolwiek, właśnie z powodu fragmentów spektaklu, którego pierwszej obsady nie widziałam.
ODPOWIEDZ