Proszę o radę
-
KarolaJaga
- Posty: 8
- Rejestracja: śr paź 19, 2011 8:15 am
Ona lubi balet - to ja jest bardziej sceptycznie nastawiona... Myślę że te jej wahania są związane z moim brakiem zdecydowania w tej sytuacji.... Zwyczajnie myślę, że za rok czy dwa jej odechce się baletu i będę szukała dla niej nowej szkoły.... I tak czytając o wszystkim i "rozmawiając" z Paniami - chyba poczekam te 3 lata i zobaczę w jaką stronę będzie się to w niej dalej rozwijało...
-
KarolaJaga
- Posty: 8
- Rejestracja: śr paź 19, 2011 8:15 am
Ja też lubiłam balet w jej wieku, chciałam iść do szkoły baletowej, ale właśnie rodzice sceptycznie do tego podeszli i uznali, że się nie nadaję. A przekonali mnie tak skutecznie, że sama wtedy stwierdziłam, że i tak by mnie nie przyjęli. A pasja do baletu została do dziś...
Znam dużo osób ze szkół muzycznych, którzy zrezygnowali ze szkoły, bo stwierdzili, że to nie dla nich, nie lubią tego, nie sprawia im to przyjemności. Trochę jak w balecie, dzieci od małego muszą się uczyć grać na skrzypcach, fortepianie- naukę w OSM zaczyna się mając 7 lat (albo chodzą do PSM i mają dwie szkoły równocześnie- ogólnokształcącą i muzyczną, często w innych miastach. To wymaga bardzo dużo czasu i poświęceń). I nawet jak skończą I stopień, albo zostanie im 3 lata do dyplomu, to mimo, że zrezygnują, widać to potem po nich, są dobrze zorganizowani, bardziej wrażliwi na sztukę. Każda szkoła artystyczna ubogaca, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Nie wiem, może mówię nieobiektywnie sama będąc uczennicą PSM. Nie znam się na psychologii i jak to wpływa na dziecko. Każdy jest inny, ale jak ktoś coś lubi to już jest jakaś przesłanka ku pójściu w tym kierunku.
Tak na marginesie- jedna sprawa dokumenty, ale niezależnie czy w wieku 7 lat czy 11, trzeba jeszcze zdać egzamin rekrutacyjny
Znam dużo osób ze szkół muzycznych, którzy zrezygnowali ze szkoły, bo stwierdzili, że to nie dla nich, nie lubią tego, nie sprawia im to przyjemności. Trochę jak w balecie, dzieci od małego muszą się uczyć grać na skrzypcach, fortepianie- naukę w OSM zaczyna się mając 7 lat (albo chodzą do PSM i mają dwie szkoły równocześnie- ogólnokształcącą i muzyczną, często w innych miastach. To wymaga bardzo dużo czasu i poświęceń). I nawet jak skończą I stopień, albo zostanie im 3 lata do dyplomu, to mimo, że zrezygnują, widać to potem po nich, są dobrze zorganizowani, bardziej wrażliwi na sztukę. Każda szkoła artystyczna ubogaca, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Nie wiem, może mówię nieobiektywnie sama będąc uczennicą PSM. Nie znam się na psychologii i jak to wpływa na dziecko. Każdy jest inny, ale jak ktoś coś lubi to już jest jakaś przesłanka ku pójściu w tym kierunku.
Tak na marginesie- jedna sprawa dokumenty, ale niezależnie czy w wieku 7 lat czy 11, trzeba jeszcze zdać egzamin rekrutacyjny
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
Nie jestem absolutnie ekspertem w tym temacie, ale wydaje mi się, że warto spróbować - nawet, jeżeli córka zrezygnuje powiedzmy po roku, a w wieku dajmy na to 11 czy 12 lat będzie chciała do tańca wrócić, będzie miała już jakieś podstawy, które jej to ułatwią. Nigdy nie wiadomo, jak się życie potoczy i dobrze jest spróbować różnych rzeczy, jeśli ma się ku temu możliwości
Poza tym w pełnej rozciągłości zgadzam się z wypowiedzią lj dotyczącą uwrażliwiania.
-
martini_rosso
- Posty: 236
- Rejestracja: pt mar 04, 2011 8:14 pm
Popieram przedmówczynie i chciałabym też, tak jak lj, podkreślić, że prócz niesamowitego wzbogacania wrażliwości tego typu szkoły nakierowane na doskonalenie umiejętności artystycznych mogą też dać dziecku jeszcze jedną bezcenną rzecz: uczą pracowitości oraz organizacji i zarządzania czasem. Uczą tego, że talent i szczęście to tylko część, a do rozwoju potrzebna jest praca - i to w każdej, nie tylko artystycznej dziedzinie. Znam kilka osób, które bądź to ukończyły, bądź miały w ogóle kontakt z PSM i teraz są to osoby bardzo pracowite, zorganizowane a zarazem chłonne na sztukę, wrażliwe - bez względu na wykonywane obecnie zawody.
A kwestia zmiany szkoły? Po szóstej klasie dzieci zmieniają szkołę na gimnazjum, potem na szkołę średnią. Tego typu zmiany to chleb powszedni dzisiejszej edukacji...
Ja, będąc dzieckiem, także bardzo chciałam pójść do szkoły baletowej i do dzisiaj żałuję, że nie udało mi się przekonać rodziców, choć jednocześnie dopiero teraz mam świadomość tego, jak trudnym zawodem jest zawód tancerza, i jak trudna jest baletowa edukacja.
Może warto po prostu wybrać się na rekrutację, porozmawiać z pedagogami? Ich punkt widzenia wzbogacony wieloletnią praktyką będzie zapewne po stokroć sensowniejszy od wynurzeń nas - marzycieli-teoretyków
A kwestia zmiany szkoły? Po szóstej klasie dzieci zmieniają szkołę na gimnazjum, potem na szkołę średnią. Tego typu zmiany to chleb powszedni dzisiejszej edukacji...
Ja, będąc dzieckiem, także bardzo chciałam pójść do szkoły baletowej i do dzisiaj żałuję, że nie udało mi się przekonać rodziców, choć jednocześnie dopiero teraz mam świadomość tego, jak trudnym zawodem jest zawód tancerza, i jak trudna jest baletowa edukacja.
Może warto po prostu wybrać się na rekrutację, porozmawiać z pedagogami? Ich punkt widzenia wzbogacony wieloletnią praktyką będzie zapewne po stokroć sensowniejszy od wynurzeń nas - marzycieli-teoretyków