Łabędzie na wolności - czyli co dalej :)
No cóż – wprawdzie daleko mi do absolwenta OSB, ale ośmielę się zauważyć że pewne rzeczy są jednakowe we wszelkich profesjach. A jedną z nich jest tzw. okres „przeżycia okresu rozczarowania” po ukończeniu szkoły. To nic strasznego, każdy to ma, tylko może nie każdy potrafi to nazwać czy czuje potrzebę o tym mówić. Nagle po tych wszystkich cudownych ideałach i mądrościach które usłyszało się w takiej czy innej szkole przychodzi normalne życie i okazuje się, że życie to nie bajka, a np. balet to nie tylko cudowny szelest sukni, uśmiech, zgrabny gest i bukiet kwiatów od wielbiciela. Świat z małymi wyjątkami wcale nie czeka z otwartymi ramionami na tego czy tamtego absolwenta, ale stanowi dla każdego swoiste wyzwanie, sprawdzian i poligon walki. Codzienna walka o prozę życia (pieniądze na rachunki, jedzenie, utrzymanie, personalne ambicje itp). Każdy to przeżywa w takim lub innym stopniu. Głowa do góry! Nie wy pierwsi i nie ostatni, a jednak wszyscy jakoś żyjemy. W trakcie swoich podróży poza granicami kraju spotkałem piękne absolwentki również i polskich szkól baletowych, które z rozbrajającym męskie serce uśmiechem wręczały mi… kupony rabatowe na ich występy „przy rurze” w nocnych klubach. Ideały ideałami, ale opłacić nimi podatków i rachunków nie można. Życzę wszystkim siły i odnalezienia się w każdym etapie życia. Pamiętajcie o tej zalecie, że „rasowe” szkoły baletowe hartują ducha do życia w realnym, twardym świecie. Chylę głowę przed tymi z Was, którzy przetrwają i będą umieli pomimo wszystko swoją sztuką otoczyć mnie i innych widzów delikatnym woalem czaru aby choć na chwilę przy Was zapomnieć gdzie jesteśmy…
[quote:eb7e9d25f4="Scarpia"] W trakcie swoich podróży poza granicami kraju spotkałem piękne absolwentki również i polskich szkól baletowych, które z rozbrajającym męskie serce uśmiechem wręczały mi… kupony rabatowe na ich występy „przy rurze” w nocnych klubach.[/quote:eb7e9d25f4]
Znam takową. Konkursowiczka. Piekielnie zdolna dziewczyna.
Znam takową. Konkursowiczka. Piekielnie zdolna dziewczyna.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
2 kwestie odnośnie wchodzenia w nazwijmy to "karierę zawodową":
1) rozczarowania- mimo że spędzają sen z powiek i mają potwornie gorzki smak to mają też jedną wielką zaletę: ubogacają. W myśl zasady , że złoto się w ogniu hartuje -widzę po sobie-że najlepsze moje cechy charakteru kształtowane były przez rozczarowania i porażki.
Myśle że z wszystkiego mozna się podnieść tylko żeby umieć z pokorą przetrwać czas prób i wszelakich porażek i w tym wszystkim się nie poddać. Pierwsza zasada- bezwzględnie nigdy się nie poddawać nawet jak wydaje się pewne ze nie ma już szans.
Znam ludzi mniej zdolnych którzy wybili się ponad dużo lepszych od siebie dlatego, że ci lepsi za wsześnie się poddali a tamci mieli heroiczny upór. A zatem głowa do góry i bezwzględnie nie poddawajcie się...
2) co do dziewczyn przy drążkach... Jest taka książka "11 minut" (chyba 11 -dawno czytałam, nie jestem pewna) P.C. Jest tam powiedziana jedna rzecz jasno i wyraźnie przez prostytutkę- zawsze jest inne wyjście tzn dziewczyny mówią że robią to, bo nie mają wyjścia i umarłyby z głodu itd ale to nie prawda, wybór jest zawsze.
Myślę, że tu jest podobnie. Zawsze jest wyjście. Chodzi tylko o to czy ma się siłę herosa czy się rezygnuje.
Kończąc - widząc ludzi reprezentujących dużo zawodów myślę że do wszystkiego można dojść ale trzeba się niestety przygotować że może być to droga przez mękę. Warto jednak przez tę drogę przez mękę przejść i pozostać wiernym swoim marzeniom i ideałom...
Pzdrawiam zwłaszcza tych którzy myślą inaczej. Agnieszka.
1) rozczarowania- mimo że spędzają sen z powiek i mają potwornie gorzki smak to mają też jedną wielką zaletę: ubogacają. W myśl zasady , że złoto się w ogniu hartuje -widzę po sobie-że najlepsze moje cechy charakteru kształtowane były przez rozczarowania i porażki.
Myśle że z wszystkiego mozna się podnieść tylko żeby umieć z pokorą przetrwać czas prób i wszelakich porażek i w tym wszystkim się nie poddać. Pierwsza zasada- bezwzględnie nigdy się nie poddawać nawet jak wydaje się pewne ze nie ma już szans.
Znam ludzi mniej zdolnych którzy wybili się ponad dużo lepszych od siebie dlatego, że ci lepsi za wsześnie się poddali a tamci mieli heroiczny upór. A zatem głowa do góry i bezwzględnie nie poddawajcie się...
2) co do dziewczyn przy drążkach... Jest taka książka "11 minut" (chyba 11 -dawno czytałam, nie jestem pewna) P.C. Jest tam powiedziana jedna rzecz jasno i wyraźnie przez prostytutkę- zawsze jest inne wyjście tzn dziewczyny mówią że robią to, bo nie mają wyjścia i umarłyby z głodu itd ale to nie prawda, wybór jest zawsze.
Myślę, że tu jest podobnie. Zawsze jest wyjście. Chodzi tylko o to czy ma się siłę herosa czy się rezygnuje.
Kończąc - widząc ludzi reprezentujących dużo zawodów myślę że do wszystkiego można dojść ale trzeba się niestety przygotować że może być to droga przez mękę. Warto jednak przez tę drogę przez mękę przejść i pozostać wiernym swoim marzeniom i ideałom...
Pzdrawiam zwłaszcza tych którzy myślą inaczej. Agnieszka.
O dzięki Ci Agnieszko! :) Dokładnie takiego posta jak Twój potrzebowałam dziś na dodanie otuchy. Ja mam właśnie taką nadzieję, że w życiu jest dokładnie tak jak piszesz, albo że chociaż w moim przypadku tak będzie(rany! jak to naiwnie brzmi!...ale to nic nie szkodzi-prawo młodości :twisted: ). Walcze i trwam przy swoim pomimo wszystko. Zarówno w drodze do zdobycia (całkowicie nie tanecznego) zawodu, na który się zdecydowałam, jak i w niektórych mniej ważnych sprawach np. w realizacji dość świeżego marzenia o zdobyciu drobnych umiejętności baletowych pomimo uporczywie ujawniającego się na każdym kroku (sic!) braku talentu :wink:
Wybaczcie ten offtopowy kawałek, ale poprostu musiałam to napisać.
Dodam też coś do tematu.
[quote:c48e7ac203="Torin"]doprecyzuję - chodzi mi o to jak siebie widzą i co chcą robić rzeczone łabędzie i inne sylfidy gdy juz skończą się >>uczyć<< baletu/tańca
[/quote:c48e7ac203]
Chyba może zdarzyć się również tak, że po ukończeniu baletówki i zdaniu matury można zdecydować się na studia w zupełnie innej dziedzinie, prawda? Taka decyzja wydaje się dość dziwna, ale może się zdarza, że ktoś ją podejmuje? Zdobycie zawodu tancerza nie zamyka przecież innych dróg. Choć pewnie pójscie w inną stronę i zaprzestanie/ograniczenie rozwoju w balecie oddala możiwość dalszego tańczenia zawodowego...
Wybaczcie ten offtopowy kawałek, ale poprostu musiałam to napisać.
Dodam też coś do tematu.
[quote:c48e7ac203="Torin"]doprecyzuję - chodzi mi o to jak siebie widzą i co chcą robić rzeczone łabędzie i inne sylfidy gdy juz skończą się >>uczyć<< baletu/tańca
[/quote:c48e7ac203]
Chyba może zdarzyć się również tak, że po ukończeniu baletówki i zdaniu matury można zdecydować się na studia w zupełnie innej dziedzinie, prawda? Taka decyzja wydaje się dość dziwna, ale może się zdarza, że ktoś ją podejmuje? Zdobycie zawodu tancerza nie zamyka przecież innych dróg. Choć pewnie pójscie w inną stronę i zaprzestanie/ograniczenie rozwoju w balecie oddala możiwość dalszego tańczenia zawodowego...