ruch w tańcu współczesnym
Myślę, że zrozumienia owszem, choć nie kosztem pójścia na łatwiznę i robienia czegoś pod masową publiczność.
Choć właściwie to nie chodzi o to, by od początku do końca odczytać zamiar autora. Myślę, że dla wielu współczesnych choreografów istotą robienia spektaklu jest i[bca]mpuls do przemyśleń[/bca] na pewien temat (który wyraźnie zostaje zasygnalizowany), a nie opowiadanie konkretnych historii od początku do końca, czy dawanie jasnych odpowiedzi na nurtujące pytania.
Choć właściwie to nie chodzi o to, by od początku do końca odczytać zamiar autora. Myślę, że dla wielu współczesnych choreografów istotą robienia spektaklu jest i[bca]mpuls do przemyśleń[/bca] na pewien temat (który wyraźnie zostaje zasygnalizowany), a nie opowiadanie konkretnych historii od początku do końca, czy dawanie jasnych odpowiedzi na nurtujące pytania.
Scarpio, ja nie widzę sprzeczności w powyższych dw och fragmentach. Trzeba również zwórcić uwagę, że pierwszy dotyczy raczej procesu tańczenia (czyli jest istotniejszy dla twórcy). drugi do odbioru tańca (czyli punkt widzenia widza).
Tańca nie trzeba rozumieć tak, jak się rozumie tekst grany w teatrze, gdzie znamy znaczenie każdego słowa i potrafimy dobrać odpowiedni sens wypowiedzi. Jako że taniec jest bardziej 'podskórny', bardziej intencjonalny od słowa werbalnego; nie wszystko w nim musi być do - trzeba zaznaczyć intelektualnego - zrozumienia (ale można go zrozumieć np. emocjonalnie, albo intuicyjnie).
Tak jak pisze Nefretete - oglądając spektakl tańca wcale nie trzeba zgadywać i głowić nad tym, 'co też chciał powiedzieć autor'. Tutaj wolność widza jest dużo większa niż w teatrze dramatycznym. Moim zdaniem - choć być może niektórzy filozofowie itp. się ze mną nie zgodzą
- słowa ograniczają (nawet mimo tego, w teatrze dramatycznym słowo jest znacznie pojemniejsze treściwo niż w codziennym życiu!).
Co do Twojego przykładu o 'serii znaków' muszę przyznać, że jest bardzo ciekawy - ale w sztuce już często pojawiały się podobne prowokacje. Jedne miały sens, inne zupełnie nie. To chyba nieodzowny element sztuki postmodernistycznej, gdzie 'wszystko już zostało stworzone, teraz można tylko cytować' [sama w tym stwierdzeniu również cytuję, bodajże Umberto Eco, który tym zgrabnym termin się kiedyś posłużył].
Po prostu, takie mamy czasy teraz i taką sztukę - kiedyś pomysł Twoich znaczków uznany byłby za zupełnie irracjonalny, dzisiaj pewnie doczekałby się licznych interpretacji, gdybyś oczywiście zechał go podnieść do rangi tworzenia, a nie tylko pisania - komunikacji na forum (znaczy to, że w codziennym życiu wszystko zostaje po staremu, głupie jest głupie, mądre jest mądre, dobry jest dobry itd., natomiast w sztuce momentami zostaje do odwrócone do góry nogami i jeszcze pomieszane - cóż, takie czasy dla sztuki nastały
). Ale to chyba za bardzo schodzi z tematu.
Dlaczego w ogóle o tym piszę - ponieważ taniec współczesny często działa na pograniczu innych sztuk współczesnych, mowa tu o tych teatrach tańca może trochę bardziej skrajnych, gdzie nie sama technika jest istota, ale sam sens. Tak więc mamy obok tradycyjnych spektakli, które mają 'ręce i nogi', czyli np. fabułę (tradycyjną linearność zdarzeń to raczej rzadko), albo po prostu początek i koniec, jakąś konwencję, itd.; mamy również spektakle z pogranicza performance'u, happeningu, środki wyrazu tanecznego mieszają się ze środkami wyrazu sztuki współczesnej, bardzo często niezależnie od przyjętej formy korzysta się z dorobku sztuki współczesnej typu video-art; również same spektakle pod względem formalnym, konstrukcji mogą wyglądać diametralnie inaczej niż tradycyjnie przyjęta konwencja teatru.
Ad. trzeci cytat - nikt nigdy nie powiedział, że taniec współczesny szuka odbiorcy masowego. Wydawało mi się, że dobrze wyjaśniłam to we wcześniejszym poście.
Poszukuje natomiast odbiorcy krytycznego, tzn takiego, który będzie umiał i chciał myśleć nad tym, co widzi (w sensie przyjmować sztukę niebezrefleksyjnie; z punktu widzenia masowego ten element jest niemożliwy do spełnienia: już twórcy pop-artu twierdzili, że sztuka popularna musi być łatwa, lekka i przyjemna, łatwa w odbiorze - moim zdaniem tylko wtedy może być szeroko transmitowana społecznie, kulturowo, tzw. uśrednienie odbiorcy), musi chcieć odbierać tę sztukę, bo oczywiście nie dla każdego ona jest, to jasne, że nie każdemu ten sposób twórczości przypadnie do gustu. Zresztą nawet w obrębie tańca współczesnego jest tyle stylów, itd., nierzadko ze sobą przeciwstawnych, bo jak np. połączyć styl Kyliana czy Marka Morrisa z dokonaniami Xaviera Le Roya
to nawet niemożliwe.
Taniec współczesny powstał, aby wyrażać współczesnego człowieka, jego uczucia, emocje, lęki, niepokoje. Nie aby rzucać na kolana estetyką. To oczywiste więc, że nie będzie szukał 'odbiorcy uśrednionego', ani odbiorcy który ceni w sztuce - elitarnej (wg podziału Kłoskowskiej) - przede wszystkim estetykę, haromonię, proporcje (bo sztuka również te założenia może spełniać, i z tym się najczęściej kojarzy, aczkolwiek dzisiaj obowiązująca elternatywna definicja sztuki zakłada, że to tylko jeden z możliwych jej elementów).
To jeśli chodzi o docelowego odbiorcę. Natomiast czy poszukuje zrozumienia. Hmm, mam wrażenie że w tym kontekście inaczej rozumiesz owo 'zrozumienie'? Poszukuje zrozumienie w tym sensie, że rozumie się istotę, w sensie rolę, funkcję i cechy, teatru wykorzystującego taniec współczesny.
Natomiast sam gest, ruch, czyli cząstka właściwie elementarna, wcale nie musi zostać zrozumiana (dodam, że wcale [u43]nie[/u43] oznacza to, że każdy najmniejszy ruch z założenia jest nie do zrozumienia i przetworzenia intelektualnego, bo tak nie jest).
I wychodzi na to, że jednym z elementów zrozumienia ogólnego charakteru tego rodzaju sztuki, jest to, że sam poszczególny ruch, gest wcale nie zawsze musi być do zrozumienia
Tańca nie trzeba rozumieć tak, jak się rozumie tekst grany w teatrze, gdzie znamy znaczenie każdego słowa i potrafimy dobrać odpowiedni sens wypowiedzi. Jako że taniec jest bardziej 'podskórny', bardziej intencjonalny od słowa werbalnego; nie wszystko w nim musi być do - trzeba zaznaczyć intelektualnego - zrozumienia (ale można go zrozumieć np. emocjonalnie, albo intuicyjnie).
Tak jak pisze Nefretete - oglądając spektakl tańca wcale nie trzeba zgadywać i głowić nad tym, 'co też chciał powiedzieć autor'. Tutaj wolność widza jest dużo większa niż w teatrze dramatycznym. Moim zdaniem - choć być może niektórzy filozofowie itp. się ze mną nie zgodzą
Co do Twojego przykładu o 'serii znaków' muszę przyznać, że jest bardzo ciekawy - ale w sztuce już często pojawiały się podobne prowokacje. Jedne miały sens, inne zupełnie nie. To chyba nieodzowny element sztuki postmodernistycznej, gdzie 'wszystko już zostało stworzone, teraz można tylko cytować' [sama w tym stwierdzeniu również cytuję, bodajże Umberto Eco, który tym zgrabnym termin się kiedyś posłużył].
Po prostu, takie mamy czasy teraz i taką sztukę - kiedyś pomysł Twoich znaczków uznany byłby za zupełnie irracjonalny, dzisiaj pewnie doczekałby się licznych interpretacji, gdybyś oczywiście zechał go podnieść do rangi tworzenia, a nie tylko pisania - komunikacji na forum (znaczy to, że w codziennym życiu wszystko zostaje po staremu, głupie jest głupie, mądre jest mądre, dobry jest dobry itd., natomiast w sztuce momentami zostaje do odwrócone do góry nogami i jeszcze pomieszane - cóż, takie czasy dla sztuki nastały
Dlaczego w ogóle o tym piszę - ponieważ taniec współczesny często działa na pograniczu innych sztuk współczesnych, mowa tu o tych teatrach tańca może trochę bardziej skrajnych, gdzie nie sama technika jest istota, ale sam sens. Tak więc mamy obok tradycyjnych spektakli, które mają 'ręce i nogi', czyli np. fabułę (tradycyjną linearność zdarzeń to raczej rzadko), albo po prostu początek i koniec, jakąś konwencję, itd.; mamy również spektakle z pogranicza performance'u, happeningu, środki wyrazu tanecznego mieszają się ze środkami wyrazu sztuki współczesnej, bardzo często niezależnie od przyjętej formy korzysta się z dorobku sztuki współczesnej typu video-art; również same spektakle pod względem formalnym, konstrukcji mogą wyglądać diametralnie inaczej niż tradycyjnie przyjęta konwencja teatru.
Ad. trzeci cytat - nikt nigdy nie powiedział, że taniec współczesny szuka odbiorcy masowego. Wydawało mi się, że dobrze wyjaśniłam to we wcześniejszym poście.
Poszukuje natomiast odbiorcy krytycznego, tzn takiego, który będzie umiał i chciał myśleć nad tym, co widzi (w sensie przyjmować sztukę niebezrefleksyjnie; z punktu widzenia masowego ten element jest niemożliwy do spełnienia: już twórcy pop-artu twierdzili, że sztuka popularna musi być łatwa, lekka i przyjemna, łatwa w odbiorze - moim zdaniem tylko wtedy może być szeroko transmitowana społecznie, kulturowo, tzw. uśrednienie odbiorcy), musi chcieć odbierać tę sztukę, bo oczywiście nie dla każdego ona jest, to jasne, że nie każdemu ten sposób twórczości przypadnie do gustu. Zresztą nawet w obrębie tańca współczesnego jest tyle stylów, itd., nierzadko ze sobą przeciwstawnych, bo jak np. połączyć styl Kyliana czy Marka Morrisa z dokonaniami Xaviera Le Roya
Taniec współczesny powstał, aby wyrażać współczesnego człowieka, jego uczucia, emocje, lęki, niepokoje. Nie aby rzucać na kolana estetyką. To oczywiste więc, że nie będzie szukał 'odbiorcy uśrednionego', ani odbiorcy który ceni w sztuce - elitarnej (wg podziału Kłoskowskiej) - przede wszystkim estetykę, haromonię, proporcje (bo sztuka również te założenia może spełniać, i z tym się najczęściej kojarzy, aczkolwiek dzisiaj obowiązująca elternatywna definicja sztuki zakłada, że to tylko jeden z możliwych jej elementów).
To jeśli chodzi o docelowego odbiorcę. Natomiast czy poszukuje zrozumienia. Hmm, mam wrażenie że w tym kontekście inaczej rozumiesz owo 'zrozumienie'? Poszukuje zrozumienie w tym sensie, że rozumie się istotę, w sensie rolę, funkcję i cechy, teatru wykorzystującego taniec współczesny.
Natomiast sam gest, ruch, czyli cząstka właściwie elementarna, wcale nie musi zostać zrozumiana (dodam, że wcale [u43]nie[/u43] oznacza to, że każdy najmniejszy ruch z założenia jest nie do zrozumienia i przetworzenia intelektualnego, bo tak nie jest).
I wychodzi na to, że jednym z elementów zrozumienia ogólnego charakteru tego rodzaju sztuki, jest to, że sam poszczególny ruch, gest wcale nie zawsze musi być do zrozumienia
Hmmm... długo nie pisałem, bo sporo myślałem nad Waszymi wypowiedziami Nefretete i Joanno. Wynika bowiem z tego, że taniec współczesny jest że tak to ujmę "bardzo samotny". Polega bowiem w zasadzie na komunikacji bardziej ze sobą samym i ze swoim wnętrzem, niż z drugim człowiekiem. Może to tłumaczy podstawowy konflikt w akceptacji i zrozumieniu (przyznaję, że również przeze mnie) "tańca wspólczesnego/nowoczesnego". To tak jak introwertyk nie zrozumie ekstrawertyka i vice versa. Wysunę wręcz hipotezę, że człowiek któremu jest dobrze z sobą samym - będzie niejako automatycznie lubił taniec współczesny.
Niepokoi mnie jednak brak definicji i nieokreśloność, no bo skoro w tańcu współczesnym/nowoczesnym zasadą jest brak zasad, to równie dobrze mogę przed waszymi oczami położyć śledzia na talerzu i powiedzieć że to spektakl tańca. I wszystko się zgadza: śledź leży w bezruchu: czyli bezruch jako ruch. Śledź leży w ciszy: czyli cisza jako muzyka, no i nawet "klasycy" nie odeprą tezy że to "widowisko", bo przecież mamy i widza i aktora a więc warunek wystarczający i konieczny. Potworne! Ja nie chcę być tylko z sobą saaaaaaaaaaaaaaaaamym!

Niepokoi mnie jednak brak definicji i nieokreśloność, no bo skoro w tańcu współczesnym/nowoczesnym zasadą jest brak zasad, to równie dobrze mogę przed waszymi oczami położyć śledzia na talerzu i powiedzieć że to spektakl tańca. I wszystko się zgadza: śledź leży w bezruchu: czyli bezruch jako ruch. Śledź leży w ciszy: czyli cisza jako muzyka, no i nawet "klasycy" nie odeprą tezy że to "widowisko", bo przecież mamy i widza i aktora a więc warunek wystarczający i konieczny. Potworne! Ja nie chcę być tylko z sobą saaaaaaaaaaaaaaaaamym!
Nie wydaje mi się, aby taniec współczesny jako dziedzina sztuki był 'bardzo samotny'. Ma wielu entuzjastów, pasjonatów, coraz częściej ludzie interesują się nim też jako po prostu nowoczesną formą sztuki, z ciekawości, chęci obycia kulturalnego, itd.
W Polsce to też trochę inaczej wygląda, bo ten taniec współczesny jest mniej znany, nawet w środowisku kultury i sztuki zajmuje miejsce trochę 'obok', niestety - ale to się powoli zmienia na lepsze, rozwija, powstaje szkoła w Bytomiu, więc pozostaje mieć nadzieję, ta tendencja rozwoju się utrzyma, i taniec współczesny będzie w Polsce traktowany na równi z innymi sztukami performatywnymi, jak mu to się należy.
Ale - tu trzeba dodać - na pewno nie jest narzędziem sztuki, która zabiega o łatwe, proste zrozumienia u odbiorcy. Nie jest to po prostu ta płaszczyzna kultury, która interesuje twórcę i widza takiego teatru tańca, jak to może być np. w jazzie, który jako forma tańca służy bardziej rozrywce.
Tak jak w teatrze są i komedie, i dramaty, i dramaty niesamowite;) (podział własny).
Nie zgodzę się z twierdzeniem, że taniec współczesny 'komunikuje się bardziej ze sobą samym, a nie widzem'. Na pewno w wyrazie może być bardziej abstrakcyjny, zwykle odrzuca tradycyjną fabułę, ale jak każda sztuka performatywna wychodzi do widza. Tańczy się nie dla samego siebie, a przed publicznością, tworzy spektakle po to, aby coś ludziom powiedzieć - nie słowem, ale ciałem.
Chociaż nie można tego tak jednoznacznie stwierdzić, ponieważ jest też w tańcu nurt eksperymentalny, gdzie twórcy badają zakres teatru, bycia na scenie, tworzy sztukę sobie a Muzom, a niekoniecznie ludziom - ale jest to tylko jedna z możliwości, a nie generalna zasada.
Poza tym jak pisałam już we wcześniejszych postach, taniec współczesny powstał, aby wyrażać współczesnego człowieka, zwłaszcza jego lęki, niepokoje - to akurat fragment takiej 'szkolej' definicji. Trudno to pogodzić z Twoim stwierdzeniem o 'zgodzie z samym sobą'. Raczej niezbędny jest tu aspekt ciągłego poszukiwania, próby rozwiązywania wątpliwości, itd.
Brak definicji i nieokreśloność nie wynika z tego, że taniec współczesny jako coś jednorodnego jest niesprecyzowany. Tak absolutnie nie jest! Wynika to natomiast z tego, że jest cała masa stylów, technik, podejść do tego, jak wykorzystywać taniec współczesny jako środek wyrazu w teatrze (może to być więc i współczesny balet, i teatr tańca, i konceptualny teatr ruchu, i pewnie jeszcze parę innych). Każdy z tych poszczególnych elementów można szczegółowo opisać, wymienić twórców, cechy, konwencję.
Można dokładnie opisać zasady ruchu (czyli na poziomie samej techniki, np. tzw. jakości ruchu) każdego stylu bardzo szczegółowo; inaczej np. tańczą współczesny Amerykanie, inaczej Węgrzy, np. zupełnie inaczej używają rozluźnienia/ napięcia, przestrzeni (w konstruowaniu układów choreograficznych), inaczej używają podłogi, itd.
Tzn generalne, ogólne zasady - na poziomie techniki - są wszędzie te same, ale w zależności od danej techniki/ miejsca/ pedagoga, wykorzystywane w różnym stopniu, np. jeśli zasada mówi "podłoga to Twój przyjaciel i miej z nią kontakt", to jedni będą się w nią wręcz wtapiać swoimi ciałami, inni będą jedynie się od niej od odbijać skacząc - zasada zachowana, ale w rożny sposób, czy np. stopnień rozluźnienia, wydłużania ruchu - w jednej technice liczy się totalne rozluźnienie, i to daje inną dynamikę ruchu, w innej np. jest to tylko akcent na wydłużanie danej części ciała w przestrzeń, co też daje oczywiście inną jakość ruchową - znowu zasada zachowana, ale jednak na różny sposób. Nie jak w balecie klasycznym, że reguły się mniej więcej pokrywają niezależnie od szerokości geograficznej. Jak mi to mawiała kiedyś pewna nauczycielka klasyki, styl baletu amerykańskiego: nieważne, w jakiej szkole Cię wyuczyli, i jak nazywasz dane ćwiczenie, itd., w balecie jest tak, że obojętnie którą szkołę znasz, to to będzie zawsze, wszędzie dobrze. We współczesnym niekoniecznie - jak tancerz zna jakąś technikę dobrze, to nie znaczy się, równie dobrze odnajdzie w innej, nawet w Polsce np. są różne techniki, inaczej tańczą na Śląsku, w Lublinie, w Poznaniu, jeszcze inny ruch mają np. tancerze z Krakowa czy Trójmiasta - każdy z tych 'ośrodków' (albo samych tancerzy) ma swój specyficzny styl, zazwyczaj łatwo rozpoznawalny. A cóż dopiero, jak się spojrzy na Europę, świat. Więc ta nieścisłość definicyjna wynika z tego pluralizmu, z tego że nikt nie określa zasad 'od do', na ile korzystać z impulsów w ruchu, i na ile rozluźnić mięsień, jak to jest w balecie klasycznym. Stąd trudno zsynezować taniec współczesny jako całość, skoro nie ma ogólnych wytycznych że 'robi się tak i tak'.
Można natomiast jak już wspomniałam precyzyjnie opisać każdy styl, czyli ten poszczególny element. Więc tu raczej trzeba się zadowolić definicją przez opis, a nie ogólną teorią. Raczej mechanizm 'od szczegółu do ogółu', niż odwrotnie.
Przykład bezruchu, który podałam, dotyczył tych skrajniejszych form teatru tańca, teatru ściśle związanego ze sztuką współczesną, konceptualizem - nie jest to oczywiście większość spektakli tańca współczesnego. Po prostu, jedna z możliwości. Ktoś akurat ma taką ideę na to, czym jest taniec, i tak ją wyraża. Każdy ma prawo do subiektywnej opinii - dla jednych taniec to będzie już ruch małym palcem, dla innych dopiero ustrukturalizowany układ choreograficzny - nie ma tu 'prawdy obiektywnej', są tylko wrażenia subiektywne. Z którymi widz może się konfrontowac, zgadzać lub nie, i na tej podstawie kształtować własną opnię. To właśnie miałam na myśli pisząc, że taniec jako odbiorców (target, jeśli można tak powiedzieć
) szuka ludzi myślących krytycznie.
Zwróć uwagę, że tego typu podejście do twórczości (pluralizm, subiektywizm, brak ścisłych zasad, charakteryzuję wlaśnie sztukę i kulturę ponowoczesności, być może stąd te trudności interpretacyjne - tak zawsze bywa z najświeższą sztuką, która jest pierwszym odbiciem tego, co w społeczeństwie (zwłaszcza kiedy jak np. u nas w Polsce, w Eurpie Zach. w mniejszym stopniu, pewne aspekty życia tkwią jeszcze glęboko w modernizmie - [size=9ab]aha, stwierdzając to nie osądzam w żadym wypadku, tu czy to dobrze czy nie, bo to zupełnie nie o to chodzi, w ogóle nie przewiduję tutaj kategorii wartościujących[/sizeab]).
Stąd pomysł ryby - gdyby to było poparte Twoim faktycznym subiektywnym wrażeniem, rozumiemiem, itd., to oczywiście że mógłbyś to zrobić, nikt by Ci nie zabraniał, ale nie licz na to, że ktoś w takiej sytuacji autorytarnie, odgórnie stwierdzi, czy to jest jeszcze taniec, czy już nie. Bo takiej osoby po prostu nie ma! Takie rzeczy osądzi sobie każdy widz, podejrzewam że większość by zareagowała na ten pomysł hmm opozycyjnie;) , ale kto wie, może znalazł by się jakiś fascynat Twojego pomysłu, np. zapalony teoretyk tańca - hodowca ryb, czy coś, może przy okazji byłby też poetą amatorem i zaczął pisać poematy ispirowane Twoim performancem/ instalacją/ spektaklem/ jakkolwiek to nazwać.
Ale, jest kruczek. Jako że sztuka jest 'post-moderne', to nikt nie ma prawa nawet uważać, że posiadł jedynie słuszną wykładnię.
Bez względu na to, czy chodzi o tańczącą rybę, czy wizję ewolucjonizmu Xaviera Le Roya, czy wannę Susanne Linke.
I na tym polega cała zabawa - taniec to sztuka interpretacji, wrażeń własnych, i intiucji - które każdy musi znaleźć sobie sam
[size=9ab]PS. Jeszcze co do tej ryby - mam na myśli oprawę muzyczną, scenografię, itd
To wiesz, musiałoby być coś oryginalniejszego, bo już bywały przypadki, kiedy np. muzycy organizowali koncert i w jego ramach proponowali słuchaczom wysłuchania kilku minut ciszy
Ale malarze, którzy zapraszali na swoją wystawę, która okazywała się pustymi ścianami galerii
Bywały białe kwadraty na białym tle, czarne kwadraty na czarnym
, itd. - nie pamiętam szczegółów, ale to chyba właśnie kwadraty były.
Ruch jako bezruch też już był...
Więc wiesz, żeby być tu trochę nowatorskim, to jednak musiałbyś się trochę wysilić
Aha, ryba jako ryba też była, nie śledź, ale za to była przymocowana do mapy i z miała okulary; spleśniały chleb sprzed 40 lat też był [tak mi się skojarzyło] - wiem, bo widziałam, i bynajmniej nie na jakiejś nieznanej wystawie, a w muzeum - to tak a propos sztuki współczesnej; sam widzisz, taniec jest jeszcze w miarę zrozumiały na tym tle
.[/sizeab]
W Polsce to też trochę inaczej wygląda, bo ten taniec współczesny jest mniej znany, nawet w środowisku kultury i sztuki zajmuje miejsce trochę 'obok', niestety - ale to się powoli zmienia na lepsze, rozwija, powstaje szkoła w Bytomiu, więc pozostaje mieć nadzieję, ta tendencja rozwoju się utrzyma, i taniec współczesny będzie w Polsce traktowany na równi z innymi sztukami performatywnymi, jak mu to się należy.
Ale - tu trzeba dodać - na pewno nie jest narzędziem sztuki, która zabiega o łatwe, proste zrozumienia u odbiorcy. Nie jest to po prostu ta płaszczyzna kultury, która interesuje twórcę i widza takiego teatru tańca, jak to może być np. w jazzie, który jako forma tańca służy bardziej rozrywce.
Tak jak w teatrze są i komedie, i dramaty, i dramaty niesamowite;) (podział własny).
Nie zgodzę się z twierdzeniem, że taniec współczesny 'komunikuje się bardziej ze sobą samym, a nie widzem'. Na pewno w wyrazie może być bardziej abstrakcyjny, zwykle odrzuca tradycyjną fabułę, ale jak każda sztuka performatywna wychodzi do widza. Tańczy się nie dla samego siebie, a przed publicznością, tworzy spektakle po to, aby coś ludziom powiedzieć - nie słowem, ale ciałem.
Chociaż nie można tego tak jednoznacznie stwierdzić, ponieważ jest też w tańcu nurt eksperymentalny, gdzie twórcy badają zakres teatru, bycia na scenie, tworzy sztukę sobie a Muzom, a niekoniecznie ludziom - ale jest to tylko jedna z możliwości, a nie generalna zasada.
Poza tym jak pisałam już we wcześniejszych postach, taniec współczesny powstał, aby wyrażać współczesnego człowieka, zwłaszcza jego lęki, niepokoje - to akurat fragment takiej 'szkolej' definicji. Trudno to pogodzić z Twoim stwierdzeniem o 'zgodzie z samym sobą'. Raczej niezbędny jest tu aspekt ciągłego poszukiwania, próby rozwiązywania wątpliwości, itd.
Brak definicji i nieokreśloność nie wynika z tego, że taniec współczesny jako coś jednorodnego jest niesprecyzowany. Tak absolutnie nie jest! Wynika to natomiast z tego, że jest cała masa stylów, technik, podejść do tego, jak wykorzystywać taniec współczesny jako środek wyrazu w teatrze (może to być więc i współczesny balet, i teatr tańca, i konceptualny teatr ruchu, i pewnie jeszcze parę innych). Każdy z tych poszczególnych elementów można szczegółowo opisać, wymienić twórców, cechy, konwencję.
Można dokładnie opisać zasady ruchu (czyli na poziomie samej techniki, np. tzw. jakości ruchu) każdego stylu bardzo szczegółowo; inaczej np. tańczą współczesny Amerykanie, inaczej Węgrzy, np. zupełnie inaczej używają rozluźnienia/ napięcia, przestrzeni (w konstruowaniu układów choreograficznych), inaczej używają podłogi, itd.
Tzn generalne, ogólne zasady - na poziomie techniki - są wszędzie te same, ale w zależności od danej techniki/ miejsca/ pedagoga, wykorzystywane w różnym stopniu, np. jeśli zasada mówi "podłoga to Twój przyjaciel i miej z nią kontakt", to jedni będą się w nią wręcz wtapiać swoimi ciałami, inni będą jedynie się od niej od odbijać skacząc - zasada zachowana, ale w rożny sposób, czy np. stopnień rozluźnienia, wydłużania ruchu - w jednej technice liczy się totalne rozluźnienie, i to daje inną dynamikę ruchu, w innej np. jest to tylko akcent na wydłużanie danej części ciała w przestrzeń, co też daje oczywiście inną jakość ruchową - znowu zasada zachowana, ale jednak na różny sposób. Nie jak w balecie klasycznym, że reguły się mniej więcej pokrywają niezależnie od szerokości geograficznej. Jak mi to mawiała kiedyś pewna nauczycielka klasyki, styl baletu amerykańskiego: nieważne, w jakiej szkole Cię wyuczyli, i jak nazywasz dane ćwiczenie, itd., w balecie jest tak, że obojętnie którą szkołę znasz, to to będzie zawsze, wszędzie dobrze. We współczesnym niekoniecznie - jak tancerz zna jakąś technikę dobrze, to nie znaczy się, równie dobrze odnajdzie w innej, nawet w Polsce np. są różne techniki, inaczej tańczą na Śląsku, w Lublinie, w Poznaniu, jeszcze inny ruch mają np. tancerze z Krakowa czy Trójmiasta - każdy z tych 'ośrodków' (albo samych tancerzy) ma swój specyficzny styl, zazwyczaj łatwo rozpoznawalny. A cóż dopiero, jak się spojrzy na Europę, świat. Więc ta nieścisłość definicyjna wynika z tego pluralizmu, z tego że nikt nie określa zasad 'od do', na ile korzystać z impulsów w ruchu, i na ile rozluźnić mięsień, jak to jest w balecie klasycznym. Stąd trudno zsynezować taniec współczesny jako całość, skoro nie ma ogólnych wytycznych że 'robi się tak i tak'.
Można natomiast jak już wspomniałam precyzyjnie opisać każdy styl, czyli ten poszczególny element. Więc tu raczej trzeba się zadowolić definicją przez opis, a nie ogólną teorią. Raczej mechanizm 'od szczegółu do ogółu', niż odwrotnie.
Przykład bezruchu, który podałam, dotyczył tych skrajniejszych form teatru tańca, teatru ściśle związanego ze sztuką współczesną, konceptualizem - nie jest to oczywiście większość spektakli tańca współczesnego. Po prostu, jedna z możliwości. Ktoś akurat ma taką ideę na to, czym jest taniec, i tak ją wyraża. Każdy ma prawo do subiektywnej opinii - dla jednych taniec to będzie już ruch małym palcem, dla innych dopiero ustrukturalizowany układ choreograficzny - nie ma tu 'prawdy obiektywnej', są tylko wrażenia subiektywne. Z którymi widz może się konfrontowac, zgadzać lub nie, i na tej podstawie kształtować własną opnię. To właśnie miałam na myśli pisząc, że taniec jako odbiorców (target, jeśli można tak powiedzieć
Zwróć uwagę, że tego typu podejście do twórczości (pluralizm, subiektywizm, brak ścisłych zasad, charakteryzuję wlaśnie sztukę i kulturę ponowoczesności, być może stąd te trudności interpretacyjne - tak zawsze bywa z najświeższą sztuką, która jest pierwszym odbiciem tego, co w społeczeństwie (zwłaszcza kiedy jak np. u nas w Polsce, w Eurpie Zach. w mniejszym stopniu, pewne aspekty życia tkwią jeszcze glęboko w modernizmie - [size=9ab]aha, stwierdzając to nie osądzam w żadym wypadku, tu czy to dobrze czy nie, bo to zupełnie nie o to chodzi, w ogóle nie przewiduję tutaj kategorii wartościujących[/sizeab]).
Stąd pomysł ryby - gdyby to było poparte Twoim faktycznym subiektywnym wrażeniem, rozumiemiem, itd., to oczywiście że mógłbyś to zrobić, nikt by Ci nie zabraniał, ale nie licz na to, że ktoś w takiej sytuacji autorytarnie, odgórnie stwierdzi, czy to jest jeszcze taniec, czy już nie. Bo takiej osoby po prostu nie ma! Takie rzeczy osądzi sobie każdy widz, podejrzewam że większość by zareagowała na ten pomysł hmm opozycyjnie;) , ale kto wie, może znalazł by się jakiś fascynat Twojego pomysłu, np. zapalony teoretyk tańca - hodowca ryb, czy coś, może przy okazji byłby też poetą amatorem i zaczął pisać poematy ispirowane Twoim performancem/ instalacją/ spektaklem/ jakkolwiek to nazwać.
Ale, jest kruczek. Jako że sztuka jest 'post-moderne', to nikt nie ma prawa nawet uważać, że posiadł jedynie słuszną wykładnię.
Bez względu na to, czy chodzi o tańczącą rybę, czy wizję ewolucjonizmu Xaviera Le Roya, czy wannę Susanne Linke.
I na tym polega cała zabawa - taniec to sztuka interpretacji, wrażeń własnych, i intiucji - które każdy musi znaleźć sobie sam
[size=9ab]PS. Jeszcze co do tej ryby - mam na myśli oprawę muzyczną, scenografię, itd
To wiesz, musiałoby być coś oryginalniejszego, bo już bywały przypadki, kiedy np. muzycy organizowali koncert i w jego ramach proponowali słuchaczom wysłuchania kilku minut ciszy
Ale malarze, którzy zapraszali na swoją wystawę, która okazywała się pustymi ścianami galerii
Bywały białe kwadraty na białym tle, czarne kwadraty na czarnym
Ruch jako bezruch też już był...
Więc wiesz, żeby być tu trochę nowatorskim, to jednak musiałbyś się trochę wysilić
Aha, ryba jako ryba też była, nie śledź, ale za to była przymocowana do mapy i z miała okulary; spleśniały chleb sprzed 40 lat też był [tak mi się skojarzyło] - wiem, bo widziałam, i bynajmniej nie na jakiejś nieznanej wystawie, a w muzeum - to tak a propos sztuki współczesnej; sam widzisz, taniec jest jeszcze w miarę zrozumiały na tym tle
Tak a propos rozumienia teatru, czy sztuki w ogóle. Właśnie czytałam wywiad z pewnym scenografem i reżyserem, Marcinem Jarnuszkiewiczem, i on mówi m.in. o rozumieniu sztuki, czy w ogóle o to w niej chodzi.
Wkleję tutaj tę parę wypowiedzi, wydaje mi się, że uzupełniają trochę tę dyskusję. Przypominam też, że tu jest mowa o teatrze dramatycznym, w teatrze tańca to jest jeszcze bardziej widoczne, ze względu na abstrakcyjność 'tekstu' (jak to potocznie mówią tancerze na choreografię).
[quote9b][i9b]I nie rozumieli pana twórczości?[/i9b]
- Dziś zakłada się, że sztukę trzeba rozumieć. A skąd ten pomysł? Gdy odbieramy bukiet od sprawnej florystki, mówimy: to piękne. Nie patrzymy na kwiatki okiem biologa. Nie zastanawiamy się nad procesami fotosyntezy. Dlaczego oczekujemy od sztuki, by tłumaczyła zjawiska jak nauka: socjologicznie, psychologicznie, historycznie. To nie jest przecież jej zadanie. Jeśli będziemy dalej uznawać prymat rozumu, wkrótce trzeba będzie otworzyć studia doktoranckie dla widzów teatru. Bo coraz mniej z nas go rozumie. Śledzimy nie emocje i sytuacje, w których znalazły się postacie dramatów, ale słowa. Akcję. A gdy jej za mało - mówimy: nudne przedstawienie. Sztukę trzeba kontemplować.
[i9b]
Wątpię, by młodzi odbiorcy posiadali tę umiejętność.[/i9b]
- A co robi chłopak, gdy godzinami patrzy swojej dziewczynie w oczy?
[i9b]O takich też już rzadko słyszę.[/i9b]
- I to mnie boli. Od małego jesteśmy uczeni, że trzeba wiedzieć, a nie przeżywać, działać, a nie kontemplować. Polonista pyta: o czym jest ten wiersz? A nie: jak go odbierasz? Czy cię porusza? Jakie wspomnienia przywołuje? Od małego wbija nam się do głowy, że musimy mieć swoje zdanie. Musimy umieć opowiedzieć o tym, co przeżyliśmy, zobaczyliśmy, w czym braliśmy udział. A przecież, gdy oglądam "Syna Marnotrawnego" Rembrandta, płaczę przez 40 minut. I co miałbym powiedzieć o dziele? Że piękne? Że poruszające? Odbiór sztuki powinien być kontemplacją, nie werbalizacją. To dotyczy teatru, i malarstwa.
Dlaczego nikt nie powiedział młodym ludziom, że po wyjściu z gmachu teatru nie muszą mieć w głowie "gotowca": nudne, ciekawe, wstrząsające. A najlepiej dosłowne. Ludziom każe się dziś wierzyć, że prawda jest jedna. I łatwo ją zwerbalizować. A potem co? Powtarzać? Z tego by wynikało, że każde kolejne powtórzenie będzie także wartością. Bzdura.
[i9b]
Warto więc pójść do teatru i nic nie zrozumieć. Po co więc iść?[/i9b]
- Po przeżycie. Po piękno. Czytam czasem recenzje: to piękne, ale o niczym. A o czym jest wschód słońca? Młody recenzent kiedyś mi zarzucił: nic z pana sztuki nie rozumiem. Nie wiem, co napisać. Odpowiedziałem: dobra, ja panu wytłumaczę, ale czy wtedy sztuka się panu spodoba? Utarło się, że sztuka ma coś ludziom mówić. Przecież to chamstwo i buta. Jako reżyser nie czuję się uprawniony, by ludziom wytykać głupotę, czy dawać złote rady. Sztuka nie z tych potrzeb ludzkich wyrosła. Jeśli chciałbym obnażyć jakieś ludzkie wady, dać wskazówkę jak żyć, wykupiłbym stronę w "Wyborczej" i zamieścił ogłoszenie: "Życie jest trudne, więc nie grzesz", albo: "Przesadny pęd do władzy niszczy", albo "Zwracaj się do Boga nie tylko w chwilach trudnych". Wówczas przeczytałoby to kilkadziesiąt tysięcy ludzi i miało lepszy oddźwięk. [/quote9b]
[size=99b]Ogólnie polecam cały wywiad, jest dość ciekawy. Jest tam parę rzeczy, na które osobiście mam trochę inne 'widzenie' (dokładnie mam na myśli sztukę współczesną, to czym się zajmuje, i w jaki sposób, itd.). Ale też ciekawie pisze o odbieraniu sztuki (rozumienie/ kontemplacja) - absolutnie się z nim zgadzam, podobnie jak o współczesności 'starych' dzieł (nie zamieszczałam tego fragmentu, bo już nie mieścił się w temacie naszej rozmowy, ale jest bardzo ciekawy, w tekście znajduje się zaraz za cytatem) - to tak trochę w ramach offtopu.
Cały wywiad tutaj: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/34875.html[/size9b]
Wkleję tutaj tę parę wypowiedzi, wydaje mi się, że uzupełniają trochę tę dyskusję. Przypominam też, że tu jest mowa o teatrze dramatycznym, w teatrze tańca to jest jeszcze bardziej widoczne, ze względu na abstrakcyjność 'tekstu' (jak to potocznie mówią tancerze na choreografię).
[quote9b][i9b]I nie rozumieli pana twórczości?[/i9b]
- Dziś zakłada się, że sztukę trzeba rozumieć. A skąd ten pomysł? Gdy odbieramy bukiet od sprawnej florystki, mówimy: to piękne. Nie patrzymy na kwiatki okiem biologa. Nie zastanawiamy się nad procesami fotosyntezy. Dlaczego oczekujemy od sztuki, by tłumaczyła zjawiska jak nauka: socjologicznie, psychologicznie, historycznie. To nie jest przecież jej zadanie. Jeśli będziemy dalej uznawać prymat rozumu, wkrótce trzeba będzie otworzyć studia doktoranckie dla widzów teatru. Bo coraz mniej z nas go rozumie. Śledzimy nie emocje i sytuacje, w których znalazły się postacie dramatów, ale słowa. Akcję. A gdy jej za mało - mówimy: nudne przedstawienie. Sztukę trzeba kontemplować.
[i9b]
Wątpię, by młodzi odbiorcy posiadali tę umiejętność.[/i9b]
- A co robi chłopak, gdy godzinami patrzy swojej dziewczynie w oczy?
[i9b]O takich też już rzadko słyszę.[/i9b]
- I to mnie boli. Od małego jesteśmy uczeni, że trzeba wiedzieć, a nie przeżywać, działać, a nie kontemplować. Polonista pyta: o czym jest ten wiersz? A nie: jak go odbierasz? Czy cię porusza? Jakie wspomnienia przywołuje? Od małego wbija nam się do głowy, że musimy mieć swoje zdanie. Musimy umieć opowiedzieć o tym, co przeżyliśmy, zobaczyliśmy, w czym braliśmy udział. A przecież, gdy oglądam "Syna Marnotrawnego" Rembrandta, płaczę przez 40 minut. I co miałbym powiedzieć o dziele? Że piękne? Że poruszające? Odbiór sztuki powinien być kontemplacją, nie werbalizacją. To dotyczy teatru, i malarstwa.
Dlaczego nikt nie powiedział młodym ludziom, że po wyjściu z gmachu teatru nie muszą mieć w głowie "gotowca": nudne, ciekawe, wstrząsające. A najlepiej dosłowne. Ludziom każe się dziś wierzyć, że prawda jest jedna. I łatwo ją zwerbalizować. A potem co? Powtarzać? Z tego by wynikało, że każde kolejne powtórzenie będzie także wartością. Bzdura.
[i9b]
Warto więc pójść do teatru i nic nie zrozumieć. Po co więc iść?[/i9b]
- Po przeżycie. Po piękno. Czytam czasem recenzje: to piękne, ale o niczym. A o czym jest wschód słońca? Młody recenzent kiedyś mi zarzucił: nic z pana sztuki nie rozumiem. Nie wiem, co napisać. Odpowiedziałem: dobra, ja panu wytłumaczę, ale czy wtedy sztuka się panu spodoba? Utarło się, że sztuka ma coś ludziom mówić. Przecież to chamstwo i buta. Jako reżyser nie czuję się uprawniony, by ludziom wytykać głupotę, czy dawać złote rady. Sztuka nie z tych potrzeb ludzkich wyrosła. Jeśli chciałbym obnażyć jakieś ludzkie wady, dać wskazówkę jak żyć, wykupiłbym stronę w "Wyborczej" i zamieścił ogłoszenie: "Życie jest trudne, więc nie grzesz", albo: "Przesadny pęd do władzy niszczy", albo "Zwracaj się do Boga nie tylko w chwilach trudnych". Wówczas przeczytałoby to kilkadziesiąt tysięcy ludzi i miało lepszy oddźwięk. [/quote9b]
[size=99b]Ogólnie polecam cały wywiad, jest dość ciekawy. Jest tam parę rzeczy, na które osobiście mam trochę inne 'widzenie' (dokładnie mam na myśli sztukę współczesną, to czym się zajmuje, i w jaki sposób, itd.). Ale też ciekawie pisze o odbieraniu sztuki (rozumienie/ kontemplacja) - absolutnie się z nim zgadzam, podobnie jak o współczesności 'starych' dzieł (nie zamieszczałam tego fragmentu, bo już nie mieścił się w temacie naszej rozmowy, ale jest bardzo ciekawy, w tekście znajduje się zaraz za cytatem) - to tak trochę w ramach offtopu.
Cały wywiad tutaj: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/34875.html[/size9b]
Nie ukrywam, że potrzeba czasu aby przyjrzeć się temu fascynującemu tematowi i określić się w tej nowoczesnej/wspólczesnej rzeczywistości.
(Choć z drugiej strony, biorąc wzór z wyżej wymienionego punktu widzenia wcale nie trzeba tego robić hihihihihi....)
Sama pamiętam, jak w ktorymś 'Serwisie tańca' (był kiedyś taki magazyn o tańcu współczesnym, ukazało się całe 5 numerów, na 6-ty zabrakło kasy...) jedna tancerka (której nazwiska niestety nie pamiętam) stwierdziła, że [ia6]chciałaby, aby ludzie zrozumieli, że w tańcu nie wszystko jest do zrozumienia[/ia6] - i tyle, proste zdanie, żadnego komentarza do tego
. Przyznam, że wtedy nie za bardzo wiedziałam, o co jej chodzi, bo jak to, jak można coś oglądać i nie próbować tego zrozumieć, przetłumaczyć z języka ruchu na 'nasze'
Nie ukrywam, że wprowadziło to trochę niepokoju do mojego pojmowania tańca (które przyznam było i tak jeszcze mocno raczkujące). Ale z czasem zaczęłam się nad tym zastanawiać, i musiałam przyznać jej rację. Chyba trzeba na to czasu, i jest to już trochę inne odbieranie tańca. Nie idziesz na spektakl patrzeć na technikę, analizować środki wyrazu, konwencję, itd., tylko siadasz i bierzesz co dają
. I wtedy odkryłam, że tak się znacznie łatwiej odbiera teatr, nie tylko tańca, ale dramatyczny również. Bo cała reszta tej całej skomplikowanej analizy i tak przyjdzie, a tak ma się jeszcze szansę dojścia do istoty tej sztuki, jej sedna, tego co autor miał w sobie, gdy ją tworzył, a czego tak naprawdę nie da się zwerbalizować, nazwać.
Tak jak teraz w wywiadzie Jarnuszkiewicz pisze o Rembrandcie. Oglądając jego obrazy czy grafiki człowiek dostaje jakiegoś wstrząsu, ale jednocześnia nie da się opisać, skąd to idzie naprawdę. Że niby kontrast światłocienia wywiera takie piorunujące wrażenie, czy pewna kreska mistrza? Jest coś jeszcze, czego nie da się nazwać, ale jest najważniejsze, bo świadczy o tym, że to jest sztuka. Z tańcem jest tak samo.
Pisałam wcześniej o 'intencji' ruchu - ona nie jest po to, aby móc ją sprecyzować i określić naszymi ludzkimi pojęciami, językiem.
Ona 'mówi' do widza w jakiś inny sposób, działa na niego, buduje określoną sytuację, tworzy, opowiada jakąś historię, ale nie potrzebuje być objęta rozumem, intelektualną analizą i zrozumieniem. Bo można coś rozumieć, ale tak intuicyjnie, 'podskórnie', czuć. Trzeba mieć w sobie taką wrażliwość, aby odbierać taniec, wydaje mi się że jest on zbyt abstrakcyjny, a jednocześnie zbyt bliski naszemu najnaturalniejszemu, najbardziej instynktownemu sposobowi wyrażania się, by dało się inaczej
A jeszcze wrócę do jednego aspektu - skąd tyle stylów, technik, konwencji w tańcu współczesnym? Bo każdy z nas ma inną osobość, inną wrażliwość, są różne podejścia do sztuki w ogóle (jej funkcji, problemami, którymi się zajmuje, to czym jest, itd.), a taniec współczesny daje nieomal nieograniczone możliwości wyrażania tego, nie ogranicza tak ściśle jak balet klasyczny (spektakl ma mieć formę taką a taką, po jednym pas musi następować inne, ściśle określone, wszystko ma się zmieścić w pewnym rytmie, itd.). Tak jak w malarstwie, kiedyś były pewne akademickie zasady, a w końcu ktoś wpadł na pomysł, że może wziąć farby i malować tak, jak 'mu w duszy gra' (no, to model dość uproszczony
).
Taniec współczesny jako technika wypływa z ciała, tancerz musi słuchać swojego organizmu, działać zgodnie ze swoimi naturalnymi możliwościami, oraz możliwościami jakie daje mu przestrzeń, i prawa fizyki. W klasyce jest trochę inaczej, bo tam tancerzy ustawia się 'odgórnie', ich ciała mają osiągnąć pewną sprawność, zakresy, nierzadko mało zgodne z naturalną anatomią człowieka, mają osiągnąć piękne linie widziane przez widza - jak tancerz klasyczny w którymś momencie poczuje, czym jest ruch, jego istota, tak 'od środka' ma dodatkowy punkt dla siebie. W tańcu współczesnym od tego wyczucia swojego ciała, się zaczyna.
Tak jak teraz w wywiadzie Jarnuszkiewicz pisze o Rembrandcie. Oglądając jego obrazy czy grafiki człowiek dostaje jakiegoś wstrząsu, ale jednocześnia nie da się opisać, skąd to idzie naprawdę. Że niby kontrast światłocienia wywiera takie piorunujące wrażenie, czy pewna kreska mistrza? Jest coś jeszcze, czego nie da się nazwać, ale jest najważniejsze, bo świadczy o tym, że to jest sztuka. Z tańcem jest tak samo.
Pisałam wcześniej o 'intencji' ruchu - ona nie jest po to, aby móc ją sprecyzować i określić naszymi ludzkimi pojęciami, językiem.
Ona 'mówi' do widza w jakiś inny sposób, działa na niego, buduje określoną sytuację, tworzy, opowiada jakąś historię, ale nie potrzebuje być objęta rozumem, intelektualną analizą i zrozumieniem. Bo można coś rozumieć, ale tak intuicyjnie, 'podskórnie', czuć. Trzeba mieć w sobie taką wrażliwość, aby odbierać taniec, wydaje mi się że jest on zbyt abstrakcyjny, a jednocześnie zbyt bliski naszemu najnaturalniejszemu, najbardziej instynktownemu sposobowi wyrażania się, by dało się inaczej
A jeszcze wrócę do jednego aspektu - skąd tyle stylów, technik, konwencji w tańcu współczesnym? Bo każdy z nas ma inną osobość, inną wrażliwość, są różne podejścia do sztuki w ogóle (jej funkcji, problemami, którymi się zajmuje, to czym jest, itd.), a taniec współczesny daje nieomal nieograniczone możliwości wyrażania tego, nie ogranicza tak ściśle jak balet klasyczny (spektakl ma mieć formę taką a taką, po jednym pas musi następować inne, ściśle określone, wszystko ma się zmieścić w pewnym rytmie, itd.). Tak jak w malarstwie, kiedyś były pewne akademickie zasady, a w końcu ktoś wpadł na pomysł, że może wziąć farby i malować tak, jak 'mu w duszy gra' (no, to model dość uproszczony
Taniec współczesny jako technika wypływa z ciała, tancerz musi słuchać swojego organizmu, działać zgodnie ze swoimi naturalnymi możliwościami, oraz możliwościami jakie daje mu przestrzeń, i prawa fizyki. W klasyce jest trochę inaczej, bo tam tancerzy ustawia się 'odgórnie', ich ciała mają osiągnąć pewną sprawność, zakresy, nierzadko mało zgodne z naturalną anatomią człowieka, mają osiągnąć piękne linie widziane przez widza - jak tancerz klasyczny w którymś momencie poczuje, czym jest ruch, jego istota, tak 'od środka' ma dodatkowy punkt dla siebie. W tańcu współczesnym od tego wyczucia swojego ciała, się zaczyna.
Nie czytałam całości, także nie bić!
Pod koniec 2008 roku byłam na warsztatach z tańca współczesnego, z Robertem Śliżewskim. Być może ktoś zna. Po przetańczeniu choreografii jak to zawsze bywa warsztatach były różne uwagi. Powiedział między innymi, że nawet jeśli bardzo byśmy się starali, to osoba, która nie tańczy lub nie ma związku z tańcem i tak nie zrozumie, co chcemy pokazać poprzez swój taniec.
Współczesny to przede wszystkim emocje. Ciało działa na poszczególne bodźce...
Pod koniec 2008 roku byłam na warsztatach z tańca współczesnego, z Robertem Śliżewskim. Być może ktoś zna. Po przetańczeniu choreografii jak to zawsze bywa warsztatach były różne uwagi. Powiedział między innymi, że nawet jeśli bardzo byśmy się starali, to osoba, która nie tańczy lub nie ma związku z tańcem i tak nie zrozumie, co chcemy pokazać poprzez swój taniec.
Współczesny to przede wszystkim emocje. Ciało działa na poszczególne bodźce...
Polecam jednak w wolnej chwili poczytać całość 
Była już m.in. mowa ile w tańcu 'jest do zrozumienia'.
A propos przytoczonej przez Ciebie wypowiedzi: to zależy też, jak podejść do tańca... Czy jako do pewnej wyabstrachowanej techniki ruchowej, obok której nakładamy emocje, czy jako ruch bezpośrednio wypływający z danego stanu emocjonalnego, ruch wyrażający. To dwie zupełnie różne kwestie, i zależą zarówno od samego wykonawcy, jak i od rodzaju techniki, którą się posługuje.
Więc to zależy... Można tańczyć tak, że dla laaika będą tą zestawy niezrozumiałych do końca elementów, ruchów, itp., a można i tak, że doskonale odbierze od znaczenie każdego gestu, każdej zmiany kierunku, itp. Niekoniecznie na płaszczyźnie czysto intelektualnej, ale pewne rzeczy są po prostu bardziej czytelne dla odbiorcy, a inne dużo mniej.
Była już m.in. mowa ile w tańcu 'jest do zrozumienia'.
A propos przytoczonej przez Ciebie wypowiedzi: to zależy też, jak podejść do tańca... Czy jako do pewnej wyabstrachowanej techniki ruchowej, obok której nakładamy emocje, czy jako ruch bezpośrednio wypływający z danego stanu emocjonalnego, ruch wyrażający. To dwie zupełnie różne kwestie, i zależą zarówno od samego wykonawcy, jak i od rodzaju techniki, którą się posługuje.
Więc to zależy... Można tańczyć tak, że dla laaika będą tą zestawy niezrozumiałych do końca elementów, ruchów, itp., a można i tak, że doskonale odbierze od znaczenie każdego gestu, każdej zmiany kierunku, itp. Niekoniecznie na płaszczyźnie czysto intelektualnej, ale pewne rzeczy są po prostu bardziej czytelne dla odbiorcy, a inne dużo mniej.
-
Joanna Bednarczyk
- Posty: 549
- Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm
[quoteb5="flohx"] Powiedział między innymi, że nawet jeśli bardzo byśmy się starali, to osoba, która nie tańczy lub nie ma związku z tańcem i tak nie zrozumie, co chcemy pokazać poprzez swój taniec.
[/quoteb5]
brzmi to jakby taniec, sztuka były zadaniem matematycznym gdzie prawidlowy wzór i wynik jest tylko jeden i nie liczy sie żadne inne doświadczenie, przeżycie
według takiego rozumowania i podejscia może nalezy zaprzestać prezentowania i wystepowania przed publicznością, która i tak i tak nic nie zrozumie mimo usilnych starań skoro to jedyna funkcja tańca
[/quoteb5]
brzmi to jakby taniec, sztuka były zadaniem matematycznym gdzie prawidlowy wzór i wynik jest tylko jeden i nie liczy sie żadne inne doświadczenie, przeżycie
według takiego rozumowania i podejscia może nalezy zaprzestać prezentowania i wystepowania przed publicznością, która i tak i tak nic nie zrozumie mimo usilnych starań skoro to jedyna funkcja tańca