Czy nie przeszlo wam nigdy przez mysl aby odejsc??
Ja chyba nie myślałam... chociaż idealna nie jestem, szpagatów nie mam (tam mam jeden czy dwa), pique przepięknie nie potrafię, ale kocham to co robię, i robię to co kocham :) Nawet, jeżeli nie jest to idealne, i zabiera mi sporo czasu. Szczególne uciążliwe zajęcia są w tygodniu, gdy codziennie mam sprawdziany... ale na zajęciach się wyluzuję, w domu potańczę... i ideał szczęścia :)
Naprawdę, nie tańczę idealnie. Wielu, przewielu rzeczy nie potrafię, ale co tam :) Baleriną i tak nie zostanę, choćby dlatego, że odść późno zaczęłam przygodę z baletem, i nie za bardzo mam anatomiczne predyspozycje... ale się nie przejmuje :D I życzę wszystkim, żeby wytrwali przy balecie. Róbcie to, co kochacie, nawet, jeżeli nie ejst to idealne!
Naprawdę, nie tańczę idealnie. Wielu, przewielu rzeczy nie potrafię, ale co tam :) Baleriną i tak nie zostanę, choćby dlatego, że odść późno zaczęłam przygodę z baletem, i nie za bardzo mam anatomiczne predyspozycje... ale się nie przejmuje :D I życzę wszystkim, żeby wytrwali przy balecie. Róbcie to, co kochacie, nawet, jeżeli nie ejst to idealne!
w sumie to najgorsze jest ciało w moim przypadku, to nie mysli, tylko ciało buntuje sie, ma zakwasy, siniaki i mam dość, wtedy musze niezle ze sobą walczyć zeby wreszcie odzyskać motywacje i zapał do stania parenascie minut w jednej pozie, ciągłego niekonczącego sie rozciągania, cwiczenia gibkosci, płynności itp.... ale jest ok :)
ja wieloktornie rozważałam możliwość rezygnacji. Ale zawsze powstrzymywało mnie wiele powodów - > kocham taniec, b. lubię swoją szkołę i klasę, mam przekorną naturę (moja mama zawsze jak jej się na cokolwiek skarżyłam to mówiła mi, że w każdej chwili może mnie zabrać z tej szkoły; ale ja jej "na załość" trzymałam się tam kurczowo). Ale chyba największym powodem który mnie od rezygnacji powstrzymuje jest baletowe uzaleznienie. Czesto nie chce mi się w wrano stawać, myśle, ze mogłabym jeszcze pospać gdybym sobie darowała balet (klasyke mam na 8.00), przed samymi zajęciami zdarza mis się "modlić", zeby odwołali lekcje. Takze w trakcie mam nierzadko ochote wyjść z sali i wiecej nie wracać. Gdy patrze na siebie w lustrze czesto chce mi sie plakac i mam ochote rzucic to wszystko w cholere. Ale jak chociaż jeden dzień nie ćwiczę to zaczynam chodzić po ścianch, czuje straszną potrzebę zrobienia chociaż kilku battements tendus. Jak zdarza mi się siedzieć na lekcji i nie ćwiczyć (np. z powodu kontuzji) to musze wlczyć ze sobą, zeby nie przyłączyć się do ćwiczących. po prostu - balet jak narkotyk.
Nauka w szkole baletowej wymaga szczególnej determinacji. Ale mnie, choc do SB nigdy nei uczeszczalam, tez czasem nachodzą myśli by zrezygnować, albo chociaż ograniczyć. Zwłaszcza im jestem starsza. Tylko gdybym przestała to pewnie stałabym się furiatką nie do zniesienia. I zgadzam się z Gościem w 100% - to jest uzależnienie. No bo jak inaczej nazwać fakt, ze gdy nie ide na zajęcia, to mam ogromne wyrzuty sumienia...? A przecież robię to absolutnie dobrowolnie i jeszcze na dodatek płacę za to mnostwo pieniedzy ;)