Czy nie przeszlo wam nigdy przez mysl aby odejsc??

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
gonia
Posty: 1705
Rejestracja: ndz paź 30, 2005 6:50 pm

Post autor: gonia »

Ja chyba nie myślałam... chociaż idealna nie jestem, szpagatów nie mam (tam mam jeden czy dwa), pique przepięknie nie potrafię, ale kocham to co robię, i robię to co kocham :) Nawet, jeżeli nie jest to idealne, i zabiera mi sporo czasu. Szczególne uciążliwe zajęcia są w tygodniu, gdy codziennie mam sprawdziany... ale na zajęciach się wyluzuję, w domu potańczę... i ideał szczęścia :)
Naprawdę, nie tańczę idealnie. Wielu, przewielu rzeczy nie potrafię, ale co tam :) Baleriną i tak nie zostanę, choćby dlatego, że odść późno zaczęłam przygodę z baletem, i nie za bardzo mam anatomiczne predyspozycje... ale się nie przejmuje :D I życzę wszystkim, żeby wytrwali przy balecie. Róbcie to, co kochacie, nawet, jeżeli nie ejst to idealne!
Bajaderka
Posty: 2382
Rejestracja: wt lis 22, 2005 8:45 pm

Post autor: Bajaderka »

Mi...? Przeszło....był taki moment kiedy powiedziałam sobie "KONIEC! już na następne zajęcia nie przyjde!!" ale przyszłam.... :lol:
Nena
Posty: 704
Rejestracja: wt lis 01, 2005 3:35 pm

Post autor: Nena »

A ja chyba nigdy nie chciałam tak na poważnie odejść. Miałam jakieś tam załamania, ale to było krótkie.

Zdecydowałam się, to chodzę :D A co! :D
Bajaderka
Posty: 2382
Rejestracja: wt lis 22, 2005 8:45 pm

Post autor: Bajaderka »

no tak. Te takie moje 'negatywne' myśli były krótkie. Za chwilę zmieniałam zdanie, bo uświadamiałam sobie ile zrobiłam i ile tak naprawdę balet dla mnie znaczy. Nigdy nie odejdę na zawsze. To jest pewne.
Misour
Posty: 126
Rejestracja: pn gru 05, 2005 8:36 am

Post autor: Misour »

Szczerze mówiąc po obejrzeniu takiego jednego filmu pesymistyczne myśli przeszły....znów jestem w formie :] ...i oczywiście..... jest to również zasługa nadchodzącej wiosny ...
sisi
Posty: 1578
Rejestracja: sob cze 04, 2005 9:11 pm

Post autor: sisi »

czasem nachodzą myśli w stylu "po co" "to nie ma sensu" itp... ale taniec to sposób na życie :) to coś, co kocham i nie wyobrażam sobie, bym mogła to porzucić.
Kasia :))
Posty: 2628
Rejestracja: pt gru 16, 2005 8:22 pm

Post autor: Kasia :)) »

sisi, czyzby to interpretacja mojego podpisu? :lol: ;)
Goosia
Posty: 449
Rejestracja: śr wrz 28, 2005 2:32 pm

Post autor: Goosia »

w sumie to najgorsze jest ciało w moim przypadku, to nie mysli, tylko ciało buntuje sie, ma zakwasy, siniaki i mam dość, wtedy musze niezle ze sobą walczyć zeby wreszcie odzyskać motywacje i zapał do stania parenascie minut w jednej pozie, ciągłego niekonczącego sie rozciągania, cwiczenia gibkosci, płynności itp.... ale jest ok :)
Gość
Posty: 1101
Rejestracja: pn maja 02, 2005 7:21 am

Post autor: Gość »

ja wieloktornie rozważałam możliwość rezygnacji. Ale zawsze powstrzymywało mnie wiele powodów - > kocham taniec, b. lubię swoją szkołę i klasę, mam przekorną naturę (moja mama zawsze jak jej się na cokolwiek skarżyłam to mówiła mi, że w każdej chwili może mnie zabrać z tej szkoły; ale ja jej "na załość" trzymałam się tam kurczowo). Ale chyba największym powodem który mnie od rezygnacji powstrzymuje jest baletowe uzaleznienie. Czesto nie chce mi się w wrano stawać, myśle, ze mogłabym jeszcze pospać gdybym sobie darowała balet (klasyke mam na 8.00), przed samymi zajęciami zdarza mis się "modlić", zeby odwołali lekcje. Takze w trakcie mam nierzadko ochote wyjść z sali i wiecej nie wracać. Gdy patrze na siebie w lustrze czesto chce mi sie plakac i mam ochote rzucic to wszystko w cholere. Ale jak chociaż jeden dzień nie ćwiczę to zaczynam chodzić po ścianch, czuje straszną potrzebę zrobienia chociaż kilku battements tendus. Jak zdarza mi się siedzieć na lekcji i nie ćwiczyć (np. z powodu kontuzji) to musze wlczyć ze sobą, zeby nie przyłączyć się do ćwiczących. po prostu - balet jak narkotyk.
Nefretete
Posty: 1308
Rejestracja: śr kwie 07, 2004 3:10 pm

Post autor: Nefretete »

Nauka w szkole baletowej wymaga szczególnej determinacji. Ale mnie, choc do SB nigdy nei uczeszczalam, tez czasem nachodzą myśli by zrezygnować, albo chociaż ograniczyć. Zwłaszcza im jestem starsza. Tylko gdybym przestała to pewnie stałabym się furiatką nie do zniesienia. I zgadzam się z Gościem w 100% - to jest uzależnienie. No bo jak inaczej nazwać fakt, ze gdy nie ide na zajęcia, to mam ogromne wyrzuty sumienia...? A przecież robię to absolutnie dobrowolnie i jeszcze na dodatek płacę za to mnostwo pieniedzy ;)
ODPOWIEDZ