Strona 2 z 4

: wt lip 22, 2008 8:27 pm
autor: Torin
Ja powiem tak - krótko będzie obiecuję ;)
Ja najpierw obejrzałem dziadka do orzechów rzeczonego Bourne`a i nim jestem zaaaaaaachwycony na max-a. Po prostu cudo i normalnie całkiem inna jakość niż klasyczny dziadek a mimo to a raczej właśnie dla tego pokochałem to przedstawienie całym mym malutkim rozumkiem, a w zasadzie serduszkiem. Kocha się sercem chyba ...
Uważam że genialna przeróbka i tyle.
Jezioro choć mi się podobała to już aż takiego wrażenia nie zrobiło i w sumie nie wiem czemu ....
Może dla tego że za dużo facetów na scenie ;) :D A może z całkiem innego powodu - nie wiem.
Jak dla mnie to jednak Dziadek jest lepszy !!

Torin
p.s.
no i podziękowania jeszcze raz dla sfr-a za podsuniecie ;)

: wt lip 22, 2008 10:26 pm
autor: Olimpia
Jestem pod wielkim wrażeniem tego spektaklu. Szczególnie fantastyczne są męskie łabędzie, przez cały czas oglądania miałam wrażenie, że faceci po prostu są stworzeni żeby tańczyć łabędzie. Wyglądali fantastycznie i tańczyli równie pięknie.

: śr lip 23, 2008 7:55 am
autor: karolinkaaa
Ja muszę się przyznać,że tego typu przedstawienia w ogóle mi się nie podobają...O 100 razy wole tradycyjne,klasyczne spektakle.Ani "Dziadek do Orzechów" mi się nie podobał,a tym bardziej uwielbiane przeze mnie "Jezioro Łabędzie".

: śr lip 30, 2008 1:09 pm
autor: Czajori
A ja Wam powiem, że tak jak nie jestem fanką przerabiania klasyki w różnych głośnych realizacjach (np. "Giselle" Eka szanuję, ale jej nie lubię :694:), to "Jezioro" Bourne'a mnie zachwyciło, poraziło i pozbawiło kontaktu z rzeczywistością na dobrych parę dni. Na oficjalnej stronie spektaklu jest hasło: "It will change the way you see ballet forever". Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami :)

Zacznę banalnie i babsko: chciałam zobaczyć moje ukochane "Jezioro" w wykonaniu samych facetów - chyba nie może być lepszej kombinacji, niż ulubiony balet w zdecydowanie męskiej obsadzie...Wiadomo, tańczących mężczyzn nigdy dosyć :twisted: Zastanawiało mnie jednak, jak bardzo zmiana płci i ról wpłynie na formę spektaklu.

Bourne zapewniał, że nie ma nic nieprawidłowego w obsadzeniu mężczyzny w roli łabędzia, a łabędź-kobieta to tak naprawdę baletowy stereotyp. Jego spektakl broni tej teorii. Tancerze doskonale odnaleźli się w partiach łabędzi, są silni i dumni, potrafią być agresywni, ale każdy ich ruch jest płynny i majestatyczny.

Relacja Książę-Łabędź moim zdaniem bardzo zyskała przez tę "jednopłciowość". Dzięki temu nie patrzymy na romansik-ramotkę, jaką bywają balety klasyczne (powiedzmy to sobie z całą szczerością), ale na prawdziwy, żywiołowy konflikt dwóch osobowości, burzę uczuć i niezwykle wyrafinowaną grę emocji.

Zestawienie ograniczonego konwenansami, zniechęconego chłodem dworu i sztywnymi oficjalnymi obowiązkami Księcia i wolnego, zmysłowego, nie zważającego na nic Łabędzia, będącego gdzies na pograniczu jawy i snu to nietypowe rozwiązanie Bourne'a na prowadzenie dobrze znanej fabuły: Łabędź jest alter ego Księcia, ucieleśnieniem tego, czego nie ma i nie może mieć, dlatego fascynuje go i pociąga. Pragnienie wolności i uczucia pokazane jest w spektaklu Bourne'a subtelnie i z wyczuciem, lecz jest wyraźne i poruszające.

Przełożenie bajkowego królestwa na monarchię jak najbardziej współczesną też jest genialnym rozwiązaniem, szczególnie w czasach tabloidów i portali plotkarskich. Chociaż Bourne zaprzecza, by piętnował brytyjską rodzinę królewską, da się zauważyć jego skłonność do krytyki rzeczywistości naszych czasów, przedstawioną zresztą bardzo przekonująco.

Tyle, jeżeli chodzi o reżyserię. Co do choreografii mam mniej entuzjastyczne odczucia, Bourne dziwnie prowadzi sceny zbiorowe, czasami miałam wrażenie, że panuje chaos. Z drugiej jednak strony potrafił nadać gestom genialny wyraz aktorski (tancerze w pas de quatre mieli zupełnie ptasie ruchy) czy wybrnąć z klasycznej choreografii (wspaniały, żywiołowy taniec męskiego corps zamiast 32 fouettes).

Najmocniejszą stroną spektaklu i powodem, dla którego warto go objerzeć jest Adam Cooper, i mogę to powiedzieć z całą stanowczością. Dawno nie widziałam tak charyzmatycznej osobowości scenicznej, zdolności technicznych (Boże, jakie ten facet ma przepiękne arabesques!) i interpretatorskich (różnica między romantycznym, czułym białym Łabędziem a drapieżnie seksownym czarnym). Rewelacja przez wielkie R.

Jednym słowem, da się przerobić klasykę klasyki na nową nutę, nie tylko nie zabijając jej charakteru, ale nawet dodając jej nowych znaczeń.

: śr lip 30, 2008 7:28 pm
autor: przyjaciolka
Ja oglądałam JŁ Bourne'a kilka razy i za każdym razem byłam zachwycona!
Kocham do tego wracać :)
Nie rozumiem tylko motywu tego łóżka na końcu :/ ktoś podpowie?
Jak łabędzie-faceci wskakują na grzbiety drugich i splatają ręce z tyłu - wyglądają jak żywe ptaki!!! Faceci w pierzastych gaciach wyglądają pięknie! :D
Fenomenalne są stroje,te piękne suknie kobiet - tak omijane w balecie a jak cudnie prezentujące się na tych tancerkach! Royal Ball jest olśniewający!
Główna rola - Cooper - broni się w każdym calu,potrafi umiejętnie przechodzić z łagodnego łabędzia o płynnych ruchach w Czarnego - dynamicznego,groźnego,namiętnego...jest i serce w tym i pazur :)
Ogromne brawa i wielkie emocje :)
Cudo!

: czw lip 31, 2008 8:07 am
autor: nathaliye
Zanim obejrzałam "Jezioro Łabędzie" widziałam ostatnia scene Billy'ego Elliota mężczyzna w roli łabędzia już mnie ujął. Moim zdaniem ten balet jest genialny, zarówno ze względu na gre aktorów, rewelacyjny Adam Cooper i Scott Ambler jak i ogólne zamierzenie. Najbardziej podoba mi sie Cooper jako czarny łabędź no i partnerowania męskie. Ogólny chaos scen zbiorowych też mi się podobał, dzięki temu to było takie dzikie i niepoukładane.

: śr sie 06, 2008 6:23 pm
autor: Czajori
[quote75="przyjaciolka"]
Nie rozumiem tylko motywu tego łóżka na końcu :/ ktoś podpowie?
[/quote75]

Na mój rozum łóżko jest powrotem do świata niewinnego snu, który Książę miał na początku spektaklu, zanim jeszcze dopadł go okrutny rzeczywisty świat, a miłość jego życia okazała się perfidnym intrygantem. Sam choreograf mówi, że nieistotne jest, czy łabędzie są naprawdę, czy to halucynacja - tak czy inaczej Łabędź wraca w postaci, w której Książę się zakochał, jednak ani inne łabędzie, ani otoczenie Księcia nie zgadza się na to uczucie. Patrząc na to bardziej abstrakcyjnie, żadna z grup nie zgadza się, aby ktoś wyłamał się z konwencji, na takie próby reaguje agresją. Łabędź, osaczony przez inne ptaki, znika. Zrozpaczony Książę umiera, a jego duszę, wyobrażoną przez małego chłopca, którym książę był na początku spektaklu, Łabędź zabiera ze sobą.

: wt sie 12, 2008 6:58 pm
autor: ..::Caroline::.
Pod wpływem waszych komentarzy na temat "Jeziora..." Bourne'a sama zdecydowałam się zobaczyć. Aby lepiej poczuć klimat zrobiłam sobię łabędzi maraton więc współczesne poprzedziło klasyczne wykonanie tego baletu (American Ballet Theatre, z G.Murphy i A.Corella).
Tak jak uwielbiam patrzeć na smuklutkie, delikatne i stereotypowe żeńskie łabądki to męskie ich wcielenie powaliło mnie na kolana! Pięknie się panowie prezentowali jednocześnie dodając pewnego tajemniczego(męskiego) uroku.
Pas d'action oglądałam z otwartą buzią. Jest to mój ulubiony fragment w każdej formie Jeziora, ale tutaj to było zaczarowane. Widać było w tancerzach emocje, pasje, coś takiego bardzo pociągającego...
Niestety nie będę orginalna, ale Cooper w roli czarnego łabędzia to jest coś w co mogę się wpatrywać godzinami! Nie mówie tylko o atutach wyglądu pana C. ale w tej scenie był absolutnie hipnotyzujący. Jest w nim coś co nie pozwala oderwać od niego oczu...
Jedyne co mnie trochę martwi to to że z zachwytu po obejżeniu "Jeziora" Bourne'a jeszcze mi się trzęsą rączki, a klasyczna wersja (do tej pory uwielbiana przezemnie) tylko mi się podobała...

: śr sie 13, 2008 1:33 pm
autor: milton
Może i ja coś napiszę.
Może zacznę od offtopa. Jezior z ABT jest koszmarne. Brzydka scenografia i kostiumy, niedobra choreografia (poza małymi fragmentami)....ogólnie wychodzi tragiczny gust (a raczej jego pozbawienie) pana McKenziego (dyrektora baletu ABT). Murphy jest po prostu tragiczna. Co jej po niezłej technice jak aktorstwo jest bardzo przeciętne a prowadzenie rąk po prostu bardzo brzydkie. Spektakl ratują role bęskie (Zygfryd, Rotbard i świetny taniec neopolitański). Zresztą........jak się chce Petipę wystawiać to nie można tworzyć zespołu głównie męskiego (na to jest z tego co widać nastawiony.... przepaść między tancerzami a tancerkami). No i gdyby tam Weronika part wystąpiła to wszystko inaczej by wyglądało....nieważne

Ostatnio ponownie siadłem do jeziora Bourne'a. No i zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie. Owszem, pewne sceny mi się nie podobały i uważam za zbędne (głównie ta w klubie). Ale fabularna konstrukcja jest genialna. Zrobił się naprawdę poważny spektakl dotykający różnych problemów społecznych. Cały kontekst genderowy dodaje bardzo dużo wartości. Duża ilość scen aktorskich również wzbogaca i pogłębia cały spektakl. A pozostawienie widzowi różnych możliwości interpretacji jest czymś, co sie bardzo rzadko zdarza w baletach. Sam taniec jest piękny. Szczególnie drugi, z biały łabędzimi. Świetny pomysł a przede wszystkim wykonanie. Zerwanie z tradycją, która jest na dodatek nieuzasadniona (logicznie, bo historycznie owszem). Do tego dochodzi sama postać głównego łabędzia. Wszytko jest zarówno wytańczone, jak i wygrane aktorsko. Do tego dochodzi hipnotyzująca osobowość. Sam książe również sprawdził się aktorsko (taniec akurat w tym wypadku uważam za mniej istotny). Nadał postaci realizmu psychologicznego i był bardzo przekonywujący. Zresztą sama koncepcja słabego księcia jest interesująca.

Podsumowując....... spektakl genialny i przełomowy. Strasznie jestem ciekaw jak zostanie potraktowana historia Romea i Julii (w wersji Romeo i Julian). Patrząc na to jak pogłębione zostało jezioro, można sie spodziewać ponownie dużo uderzenia i bardzo silnych emocji. Zresztą te spektakle również pełnią społeczną misję obalania różnych stereotypów.
Żałuję tylko, że tak mało jest spektakli (o konstrukcji baletowej....z techniką już różnie) które są tak głęboki i aktorskie. Wiadomo, że spektakle teatrów tańca są dużo głębsze (mimo to, moje serca jest przy petipowskiej klasyce). Baletami gorzej. Marzy mi sie np. spektakl Warlikowskiego np. z choreografią Pastora. Ale tego już chyba w tym kraju nie dożyje. W ogóle wejście do baletu teatru współczesnego i neobrutalistów (co już się dokonało w operze) przyniosło by szalenie ciekawe efekty artystyczne.

Miało być podsumowanie a wyszedł kolejny offtop i oczywiście spory tekst..... nieważne. W każdym razie spektakl świetny i oby takich jak najwięcej

: śr sie 13, 2008 2:08 pm
autor: Kasia G
no to ja napiszę przekornie ze tego Jeziora (przełomowego i genialnego itd.) okropnie nie lubię, nie podoba mi się, zupełnie mnie nie wciąga, nie powala i nie poraża. Doceniam zamysł fabularny, moralizatorski wydźwięk, ciekawie zmienione libretto, wymowę, a przede wszystkim kolorowe akty z ich ironia i dowcipem. Bardzo podoba mi sie nastrój sceny w klubie i balu, kostiumy i duszna atmosfera, ale poza tym ... nic. Choreografia w większosci jest dla mnie nieciekawa, a białe akty nudne i nużące. Nie podziałał na mnie zupełnie urok meskich łabędzi - pomysłowe to moze i śmieszne ale po 5 minutach już nie frapujace. Ich skoki i podskoki sa ciężkie (fakt - jak prawdziwych łabędzi na lądzie, ale nie o to chyba szło ;0 ) panowie w pierzeastych spodniach nie pręzentują się specjalnie estetycznie, ładnie są zbudowani ale raczej jacyś tacy krępi i cięzcy, no i nie podobają mi się bardzo tak mocno wystrzyzeni tancerze. Doceniam technikę tancerzy, doceniam pomysłwośc choreografa ale nic w tym na mnie nie podziałało, obejrzałam raz i kiedy pojawia się znów na ekranie TV to przełączam na inny kanał.. jak widać po prostu do mnie nie trafia