: wt lip 03, 2007 12:05 pm
Dyplomatyczne i zręczne to ujęcia. To prawda że artyści wtedy dość często dostawali dodatkowe kretyty przychylności ponieważ byli z za "żelaznej kurtyny".
Z tym że uważam, że jeśli dzisiaj komuś coś ewidentnie nie podoba, to nie ma naprawdę żadnego powodu aby to ukrywać pod płaszczykiem słówka „delikatnie” ;-) Sam jestem gorącym orędownikiem „pozytywnej motywacji” w recenzowaniu wszelkiej sztuki, ale zapewne przysłowiowa „szczypta soli” też jest potrzebna.
Czy „Próba” się „zestarzała”? No cóż – temat baletu jest ponadczasowy, i Bach pewnie też. Elektroniczne pop-brzmienia, tak charkterystyczne dla lat 80-tych dziś budzą ironiczny uśmiech nostalgii na twarzy osób które w tamtych czasach były „poliestrową młodzieżą” (w tym mnie samego) i grymas niesmaku i poczucia tandety dzisiejszej gawiedzi. „Próba” bez modernizacji stała się „skansenem” tamtejszego spojrzenia i czasów, które przecież bezpowrotnie minęły. A przecież tak niewiele potrzeba aby jej nadać nowy wymiar! I bynajmniej wcale nie musi to być żaden „odgrzewany kotlet”.
Podczas mojej ostatniej wizyty w umiłowanym TW w Poznaniu podczas jej wystawiania ogarnął mnie cały wachlarz emocji. Począwszy od zachwytu nad przecież niewyszukanym ale jakoś dziwnie mnie ujmującym układem chreografii podczas białej „Hosanny”, po „święte oburzenie” ze zdumieniem z powodu demonicznego wybuchu śmiechu grupki młodych licealistek i licealistów za moim fotelem na widok rozstrzeliwania Jezusa na krzyżu przez snajperów z „Łazika”.
A więc jednak „Próba” ciągle po bliko 2 dekadach budzi jakieś silne emocje... Nie tak jak inne balety które jakiś recenzent zepchnie do roli „ramotki” i to tyle (aka „Córka źle strzeżona” z Krakowa). Dopóki balet budzi emocje, to moim zdaniem ciągle żyje. I „Próba” jak widać żyje.
Z tym że uważam, że jeśli dzisiaj komuś coś ewidentnie nie podoba, to nie ma naprawdę żadnego powodu aby to ukrywać pod płaszczykiem słówka „delikatnie” ;-) Sam jestem gorącym orędownikiem „pozytywnej motywacji” w recenzowaniu wszelkiej sztuki, ale zapewne przysłowiowa „szczypta soli” też jest potrzebna.
Czy „Próba” się „zestarzała”? No cóż – temat baletu jest ponadczasowy, i Bach pewnie też. Elektroniczne pop-brzmienia, tak charkterystyczne dla lat 80-tych dziś budzą ironiczny uśmiech nostalgii na twarzy osób które w tamtych czasach były „poliestrową młodzieżą” (w tym mnie samego) i grymas niesmaku i poczucia tandety dzisiejszej gawiedzi. „Próba” bez modernizacji stała się „skansenem” tamtejszego spojrzenia i czasów, które przecież bezpowrotnie minęły. A przecież tak niewiele potrzeba aby jej nadać nowy wymiar! I bynajmniej wcale nie musi to być żaden „odgrzewany kotlet”.
Podczas mojej ostatniej wizyty w umiłowanym TW w Poznaniu podczas jej wystawiania ogarnął mnie cały wachlarz emocji. Począwszy od zachwytu nad przecież niewyszukanym ale jakoś dziwnie mnie ujmującym układem chreografii podczas białej „Hosanny”, po „święte oburzenie” ze zdumieniem z powodu demonicznego wybuchu śmiechu grupki młodych licealistek i licealistów za moim fotelem na widok rozstrzeliwania Jezusa na krzyżu przez snajperów z „Łazika”.
A więc jednak „Próba” ciągle po bliko 2 dekadach budzi jakieś silne emocje... Nie tak jak inne balety które jakiś recenzent zepchnie do roli „ramotki” i to tyle (aka „Córka źle strzeżona” z Krakowa). Dopóki balet budzi emocje, to moim zdaniem ciągle żyje. I „Próba” jak widać żyje.