Tak, było to ładne przedstawienie.
Zgadzam się z pozytywnymi uwagami odnośnie naszych tancerzy i choć widziałam jedynie fragmenty "Białych nocy" (a mój "osiołek" cały czas pracuje nad tym bym w końcu zobaczyła całość), porównanie Filipa Michalaka do Barysznikowa wydaje się być trafne i zapewne bardzo miłe dla samego zainteresowanego.
Dodam tylko, że Sylwia Kowalska-Borowy, jako dość charakterystyczna tancerka, świetnie nadaje się do roli Wdowy, w którą się wcieliła. Rozumiem, że celowo zostawiłaś dla mnie wspomnienie o tym?
Jeśli chodzi o wprowadzone zmiany w spektaklu. Wg mnie bez schodów brakowało czegoś na scenie i przez to np. fragment z dziećmi sprawił na mnie wrażenie niedopracowanego. Z resztą, kto to widział by dzieciaczki nie miały gdzie sobie usiąść podczas przedstawienia?
Tak samo zabrakło mi momentu, w którym podwieszony na flugach tancerz "przelatywał" nad sceną.
A choreografia? Szczególnie do jednego z utworów - chyba to było "...nie umarła, ale śpi..." w pierwszym akcie w scenie z kobietą w ciąży - coś mi nie pasowało, tak jakby taniec miał inny charakter niż muzyka. Wiem, że miał on wyrażać pewne emocję, ale jak dla mnie lepszy efekt byłby osiągnięty gdyby te emocje były wyrażane w ten sam sposób w muzyce i w tańcu... trudno mi to dokładnie opisać, bo raczej odbieram to intuicyjnie, poprzez to jak czuje muzykę. Wydaje mi się, że choć można tu zrozumieć zamysł Izadory Weiss, to ja jednak ten kawałek czuje trochę inaczej i gdybym sama tańczyła lub była choreografem zrobiłabym to nieco inaczej. To się powymądrzałam, jakbym coś wiedziałana ten tamat
Swoją drogą, skąd jest ten kawałek? Bo to chyba akurat nie "Bandyta".
Oczywiście są to drobne uwagi, bo całość przedstawienia jest ok. A tym razem zwłaszcza dzięki świetnym miejscom blisko sceny, otrzymanym jako miła niespodzianka, naprawdę dobrze mi się oglądało ten balet

.
Z powodu mojej sympatii do gdańskiego zespołu i frajdy jaką za każdym razem sprawia mi ich oglądanie a z drugiej strony mieszanych uczuć związanych z ostatnimi zmianami w Operze trudno jest mi teraz wyrażać swoją opinię nt. tego co pojawia się na scenie. Wiadomo, że i tak przyjdę na następne przedstawienia i jak zwykle zaciągne tu kogoś z moich rówieśników. Bo młodzi ludzie wbrew pozorom nie są odporni na uroki terpsychory i jestem przekonana, że ich pojawienie się na widowni nie będzie miało najmniejszego związku z nową wizją Opery Bałtyckiej jako teatru autorskiego. Mam też cichą nadzieje(wydaje się, że jest ona ostatnio potrzebna), ze w dobie reform nasi tancerze nie stracą serca do tego co robią.