Taneczne wiersze
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Zazwyczaj nie komentuje, ale skoro chcesz zawodowo pisac, to cos powiem - w tym jakos nie ma prawdy; widzę tu, na siłę władowany, patos ale nie widzę prawdy. Dla mnie siłą wiersza powinna byc jakas prawda, ktora pokazuje, ze czuje sie, co sie pisze. Nie chce byc nie miła ale przed pisaniem o tancu proponowałabym bardziej jakos wejsc w balet i poczuc go.
Jak Reymont pisal Ziemie Obiecana, to na rok zamieszkal w Łodzi, pil z fabrykantami i lodzkimi poetami, muzykami, pracujacymi jako ksiegowi w fabrykach, chodzil do pracy o 5 rano z fabrykantami, poznal cale miasto od podszewki. I dopiero jak wchłonął to miasto do cna, to napisal o nim ale nie z księżyca, tylko ze swoich wnętrzności, jakby pisał to, co sam czuje. A jak wydano książke, to -mimo ze wszystkie postaci byly fikcyjne - to wszyscy z Łodzi, ktorych znal poobrazali sie na niego, bo widzieli w tej książce siebie- swoje wady, słabosci, zawody, swój bezsens życia.
Podobnie jak pisał chłopów, to był na wsi, był na ilus weselach, a potem to przetrawial i pisał z siebie, jakby zbierał siebie samego z wrazen, które w nim kipiały po obcowaniu z chłopami. Jak opisywal wesele to zasłabł, żona wezwala lekarza a ten pyta "panie cos pan robil, mial pan atak paraliptyczny" a on na to "bo ja 3 dni i 3 noce tancowalem na chlopskim weselu". Siedział w domu 3 doby i pisał o weselu ale tak , że zbierał z siebie tak silne wrażenia, miotające nim, że zasłabł, bo go to wykonczyło.
Rzuc sie w ten temat, zyj tym- baletem na zywo i na DVD, a potem pisz prosto i prawdziwie o tym, na zasadzie wydobywania z siebie tego,czym kipisz po kontkakcie z tancem. Wtedy nie trzeba bedzie patosu sztucznego, po prawda obezwładnia, nawet jak jest wyrazona tak po prostu ot tak.
Weźmy np wiersze Baczyńskiego. Toz tam jest sama prostota, a jakie to poruszajace . Przytocze chociaz 1 wers z wkładki z TWON, który mnie zahipnotyzował ostatnio-
'deszcz jest jak litośc - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka, i skamieniałe z trwóg powietrze".
Ale żeby napisac o kamieniniu z trwagi trzeba z trwogi raz choc skamieniec....
Jak Reymont pisal Ziemie Obiecana, to na rok zamieszkal w Łodzi, pil z fabrykantami i lodzkimi poetami, muzykami, pracujacymi jako ksiegowi w fabrykach, chodzil do pracy o 5 rano z fabrykantami, poznal cale miasto od podszewki. I dopiero jak wchłonął to miasto do cna, to napisal o nim ale nie z księżyca, tylko ze swoich wnętrzności, jakby pisał to, co sam czuje. A jak wydano książke, to -mimo ze wszystkie postaci byly fikcyjne - to wszyscy z Łodzi, ktorych znal poobrazali sie na niego, bo widzieli w tej książce siebie- swoje wady, słabosci, zawody, swój bezsens życia.
Podobnie jak pisał chłopów, to był na wsi, był na ilus weselach, a potem to przetrawial i pisał z siebie, jakby zbierał siebie samego z wrazen, które w nim kipiały po obcowaniu z chłopami. Jak opisywal wesele to zasłabł, żona wezwala lekarza a ten pyta "panie cos pan robil, mial pan atak paraliptyczny" a on na to "bo ja 3 dni i 3 noce tancowalem na chlopskim weselu". Siedział w domu 3 doby i pisał o weselu ale tak , że zbierał z siebie tak silne wrażenia, miotające nim, że zasłabł, bo go to wykonczyło.
Rzuc sie w ten temat, zyj tym- baletem na zywo i na DVD, a potem pisz prosto i prawdziwie o tym, na zasadzie wydobywania z siebie tego,czym kipisz po kontkakcie z tancem. Wtedy nie trzeba bedzie patosu sztucznego, po prawda obezwładnia, nawet jak jest wyrazona tak po prostu ot tak.
Weźmy np wiersze Baczyńskiego. Toz tam jest sama prostota, a jakie to poruszajace . Przytocze chociaz 1 wers z wkładki z TWON, który mnie zahipnotyzował ostatnio-
'deszcz jest jak litośc - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka, i skamieniałe z trwóg powietrze".
Ale żeby napisac o kamieniniu z trwagi trzeba z trwogi raz choc skamieniec....
-
Dolores1984
- Posty: 237
- Rejestracja: wt paź 12, 2010 1:49 pm
Nie proszę ,ani nie chce niczyjego komentarza ,Tobie się nie podoba -dobrze ,ja go tylko tutaj wstawiłam i nie chce żadnych komentarzy ,on po prostu jest i tyle. Nie chcesz nie zwracaj na to uwagi. Proste. :roll:
A poczuciu tego co piszę... Hmm cóż może i tak ,ale mamy 21 wiek i to jest nie możliwe ,a ja chce w życiu do czegoś dojść ,a nie gonić znikający punkt - to nie jest dobrze jak na nasze czasy ,naprawdę.
To nie miała być ani książka ,ani wiersz o technice baletowej. Gdybym tak podchodziła do każdej przeczytanej książki to nie wiem co by to było. Nie twierdzę ,że wiedza na dany temat nie jest potrzebna ,ale nie przesadzajmy.
Na tym kończę odpowiedź na to co powiedziałaś i nie chce wracać do tego tematu.
A poczuciu tego co piszę... Hmm cóż może i tak ,ale mamy 21 wiek i to jest nie możliwe ,a ja chce w życiu do czegoś dojść ,a nie gonić znikający punkt - to nie jest dobrze jak na nasze czasy ,naprawdę.
To nie miała być ani książka ,ani wiersz o technice baletowej. Gdybym tak podchodziła do każdej przeczytanej książki to nie wiem co by to było. Nie twierdzę ,że wiedza na dany temat nie jest potrzebna ,ale nie przesadzajmy.
Na tym kończę odpowiedź na to co powiedziałaś i nie chce wracać do tego tematu.
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
[quote:461fe4e746="Sagittaire"]Dla mnie siłą wiersza powinna byc jakas prawda, ktora pokazuje, ze czuje sie, co sie pisze. Nie chce byc nie miła ale przed pisaniem o tancu proponowałabym bardziej jakos wejsc w balet i poczuc go.
[/quote:461fe4e746]
Wiersze mają to do siebie, że mogą poruszać co tylko chcą. Z profilu Dolores wynika, że ma 16 lat, a porównujesz ją z pisarzami dojrzałymi albo wiekiem, albo dojrzałymi z racji okoliczności (Baczyński). Każdy miał jakieś juwenilia i trudno wymagać, żeby ktoś od razu pisał idealnie, nie trzeba pisać oskarżycielskiego elaboratu. Odrobineczka spokoju i dystansu nie zawadzi.
[/quote:461fe4e746]
Wiersze mają to do siebie, że mogą poruszać co tylko chcą. Z profilu Dolores wynika, że ma 16 lat, a porównujesz ją z pisarzami dojrzałymi albo wiekiem, albo dojrzałymi z racji okoliczności (Baczyński). Każdy miał jakieś juwenilia i trudno wymagać, żeby ktoś od razu pisał idealnie, nie trzeba pisać oskarżycielskiego elaboratu. Odrobineczka spokoju i dystansu nie zawadzi.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Venus - jak ktos pisze, że chce pisac książki i je wydawac w wieku 16 lat, a nie za 20 lat, jak dorośnie, to po kilku miesiącach czytania tych tekstów mam chyba prawo wskazania, czemu mi się nie podobają. Oprócz tego przebłyski geniuszu widac juz w wieku 16 lat. Są osoby, które już wówczas coś tam publikują itd. Oprócz tego Dolores świetnie sobie radzi z krytyka i wykazuje się super pokorą i dojrzała postawą ;) , więc nie widze potrzeby, żeby pojawiały się osoby w roli adwokatów.
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
-
DreamerBallet
- Posty: 11
- Rejestracja: pn paź 10, 2011 6:18 am
A więc to jest mój wiersz:
Wielu nazywa mnie aniołem,
I może nim jestem,
Aniołem, którego skrzydła często były poplamione krwią,
Serce pełne marzeń,
Moje baletki nigdy nie zrobiły ze mnie łabędzia,
Umiałam stać się nim boso,
Gdy czułam muzykę,
Och, nie słyszałam jej ..
Czułam jej dotyk,
Jakby mi chciała pokazać niebo,
Jak silne fale które cię ciągną,
I za którymi musisz iść,zabierają cię daleko,
tak jak śmierć zabiera cię od życia,
Muzyka porywa mnie i zabiera z dala od tej rzeczywistości,
Mówiąc mi że do niej należe,
A teraz moje ręce, moje ramiona,moje nogi...
Wydają się być nic należącego do tego świata,
I jestem aniołem,
Istnieje, w innej formie.
jestem rytmem, każdą nutą,
Dźwiękiem pianina.
I czuję dreszcze, ale nie jest zimno!
I mówię,bo to nie jest cisza,
to krzyk "ja istnieję, istnieję".
A gdy szedłam bez melodii w tle,
Byłam jak inne liście drzewa
lecz kiedy muzyka wżieła mnie w ramiona,
dotknęła,otuliła
Czułam się kochana,
nie tylko liściem jak inne,byłam aniołem muzyki.
Piszę wiele wierszy,szkoda że po Włosku,niestety jeszcze nie jestem w stanie dobrze wyrazić swe uczucia po polsku.
Wielu nazywa mnie aniołem,
I może nim jestem,
Aniołem, którego skrzydła często były poplamione krwią,
Serce pełne marzeń,
Moje baletki nigdy nie zrobiły ze mnie łabędzia,
Umiałam stać się nim boso,
Gdy czułam muzykę,
Och, nie słyszałam jej ..
Czułam jej dotyk,
Jakby mi chciała pokazać niebo,
Jak silne fale które cię ciągną,
I za którymi musisz iść,zabierają cię daleko,
tak jak śmierć zabiera cię od życia,
Muzyka porywa mnie i zabiera z dala od tej rzeczywistości,
Mówiąc mi że do niej należe,
A teraz moje ręce, moje ramiona,moje nogi...
Wydają się być nic należącego do tego świata,
I jestem aniołem,
Istnieje, w innej formie.
jestem rytmem, każdą nutą,
Dźwiękiem pianina.
I czuję dreszcze, ale nie jest zimno!
I mówię,bo to nie jest cisza,
to krzyk "ja istnieję, istnieję".
A gdy szedłam bez melodii w tle,
Byłam jak inne liście drzewa
lecz kiedy muzyka wżieła mnie w ramiona,
dotknęła,otuliła
Czułam się kochana,
nie tylko liściem jak inne,byłam aniołem muzyki.
Piszę wiele wierszy,szkoda że po Włosku,niestety jeszcze nie jestem w stanie dobrze wyrazić swe uczucia po polsku.
-
margotczyk
- Posty: 246
- Rejestracja: sob lis 24, 2007 1:04 pm
.
[b:34cf374bfd]WISŁAWA SZYMBORSKA[/b:34cf374bfd]
[b:34cf374bfd]Przy winie[/b:34cf374bfd]
Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.
Pozwoliłam się wymyślić
na podobieństwo odbicia
w jego oczach. Tańczę, tańczę
w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.
Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.
Mówię mu co chce: o mrówkach
umierających z miłości
pod gwiazdozbiorem dmuchawca.
Przysięgam, że biała róża,
pokropiona winem, śpiewa.
Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze, w objęciu,
które mnie stwarza.
Ewa z żebra, Venus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste.
Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie. I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz.
[b:34cf374bfd]WISŁAWA SZYMBORSKA[/b:34cf374bfd]
[b:34cf374bfd]Przy winie[/b:34cf374bfd]
Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.
Pozwoliłam się wymyślić
na podobieństwo odbicia
w jego oczach. Tańczę, tańczę
w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.
Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.
Mówię mu co chce: o mrówkach
umierających z miłości
pod gwiazdozbiorem dmuchawca.
Przysięgam, że biała róża,
pokropiona winem, śpiewa.
Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze, w objęciu,
które mnie stwarza.
Ewa z żebra, Venus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste.
Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie. I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz.
-
margotczyk
- Posty: 246
- Rejestracja: sob lis 24, 2007 1:04 pm