Swoją drogą ciekawie się to uzupełnia, skoro Tobie podobało się wszystko poza nim, a mi nic poza nim. Razem podobało nam się zatem wszystko
Być może moja zgryźliwość i skrajnie negatywny odbiór tego spektaklu spowodowany był tym, że w niedzielę zaczynała mi się potworna grypa i jak tylko wróciłam z tego spektaklu (swoją drogą jadąc całą noc w mękach przez całą Polskę), to potem przez tydzień leżałam półżywa w łóżku.
Tak czy inaczej spektakl podziałał na mnie okropnie.
Chorografia zupełnie mi się nie podobała. Nawet zaczęłam przeżywać niechęć do Neumeiera, z którego całkowicie wyleczyła mnie dopiero jego przecudowna Dama Kameliowa 21 lutego 2016 roku. Wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, że ten zamysł choreograficzny czemuś tam musiał służyć, tyle że do mnie nie trafił. I nie trafia do dziś.
W każdym razie na Sen więcej nie pójdę, natomiast jedyną moją radością podczas tego koszmarnego spektaklu był Maksim, który dla mnie był idealny: był bardzo wyrazisty, z krwi i kości, prawdziwy. Nie spłaszczył roli.
Mówisz Ali, ze Puk ma być zabawny - a kto tak przesądził? Cały ten sen dla mnie wcale nie jest zabawny. Z ludzi wychodzą najgorsze skłonności, parzą się jak muchy każdy z każdym, tracą wartości, w tym wszystkim jest jakaś senność i wyjście z masek, poza którymi ukazują się skrywane ale niedobre cechy, tłamszone zło. Nie ma tu ani miłości, ani wierności ani lojalności. Nie ma nic. Są zwierzęta w pół letargu + męcząca katarynka. I do takiej scenerii nikt tak świetnie wg mnie nie pasuje jak Max, który nie był zabawny i słodki, jak być potrafi ale oddał sobą ten mętny nastrój. Miał coś z wrednego, złego duszka. Jedyny który mnie zaskoczył i który okazał mi, że jest genialny aktorsko. Jedyny, który mi się podobał, bo stanowił idealną całość z tym czymś.