Transmisje spektakli baletowych z Teatru Bolszoj
-
martini_rosso
- Posty: 236
- Rejestracja: pt mar 04, 2011 8:14 pm
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Byłam na Damie Kameliowej i muszę powiedzieć, ze zarówno choreografia jak i wykonanie było porażające.
Co do choreografii, to jest to dla mnie majstersztyk jakich mało. O ile sprawdzianem kunsztu choreografa może być umiejętność opowiedzenia książki szczegółowo i ułożenie choreografii bez najmniejszych dziur (minuty bez tańca, bez znaczenia), to tu ten sprawdzian został zaliczony na poziomie ponad celujący. Jako że z pół roku temu czytałam książkę i mam historię na zywo w glowie, to myślę sobie, że czasem reżyser filmowy (mając głos, scenografię i inne środki) nie jest w stanie tak wiernie opowiedzieć historii jak choreograf w tym balecie.
Przede wszystkim zaś każdy ruch jest przepełniony znaczeniem. Nie ma ani jednego ruchu bez sensu. Wszystko jest precyzyjne a przy tym oszałamiająco emocjonalne. We fragmencie duetu głownych postaci po wizycie ojca każdy ruch zdradza w Damie Kameliowej to, że czuje wewnętrzny przymus odejścia i wewnętzne pragnienie zostania. Znaczenie ruchu jest niesamowicie klarowne.
Sam ruch jest przepięknie skonstruowany. Figury niezwykle bogate, różnorodne, a przy tym perfekcyjnie spięte z emocjami.
Na marginesie tego, że w styczniu widziałam Sen nocy letniej w wykonaniu PBN narzuca mi się refleksja jak skrajnie różne od siebie są te choreografie. Są one tak skrajnie i totalnie inne, że w tej różnorodności widać geniusz choreografa. Po premierze Snu na spotkaniu w Warszawie padały sława, że nudny, że ma dziury choreograficzne, że się nie dzieje nic przez dłuższą częśc itd (ja nie byłam ale z tego co pisaliście obiły mi sie takie uwagi). Otóż ciężko stawiać takie uwagi w porównaniu z Sylwią czy Damą Kameliową. Skoro bowiem choreograf w innych dziełach stworzył coś całkowicie przesycone w każdej minucie niezwykle wyrazistym i bogatym ruchem i opowiedział historię wiernie, to narzuca się, że zupełnie inna konstrukcja Snu nocy letniej była zamierzona i czemuś słuzyła. Co to był? Sen? a zatem wszystko jest półsenne, na granicy zycia i śmierci, realności i ułudy. Z tym snem współgrało rozmycie akcji, chwile ciszy, fragmenty niby bez sensu, nie spójne. Do tego ruch w Śnie był nieco jak u Bejarta, czyli całkowicie inny.
Wracając do Damy kameliowej to wykonanie było cudowne. Swietłana Zacharowa bardzo emocjonalna i perfekcyjna. Armand bardzo delikatny, uduchowiony a przy tym tak swobodnie partnerujący w serii katorżniczych podnoszeń,....
Muszę powiedzieć, ze po tym spektaklu innym okiem patrzę na S. Zacharową, świetne wykonanie.
Co do choreografii, to jest to dla mnie majstersztyk jakich mało. O ile sprawdzianem kunsztu choreografa może być umiejętność opowiedzenia książki szczegółowo i ułożenie choreografii bez najmniejszych dziur (minuty bez tańca, bez znaczenia), to tu ten sprawdzian został zaliczony na poziomie ponad celujący. Jako że z pół roku temu czytałam książkę i mam historię na zywo w glowie, to myślę sobie, że czasem reżyser filmowy (mając głos, scenografię i inne środki) nie jest w stanie tak wiernie opowiedzieć historii jak choreograf w tym balecie.
Przede wszystkim zaś każdy ruch jest przepełniony znaczeniem. Nie ma ani jednego ruchu bez sensu. Wszystko jest precyzyjne a przy tym oszałamiająco emocjonalne. We fragmencie duetu głownych postaci po wizycie ojca każdy ruch zdradza w Damie Kameliowej to, że czuje wewnętrzny przymus odejścia i wewnętzne pragnienie zostania. Znaczenie ruchu jest niesamowicie klarowne.
Sam ruch jest przepięknie skonstruowany. Figury niezwykle bogate, różnorodne, a przy tym perfekcyjnie spięte z emocjami.
Na marginesie tego, że w styczniu widziałam Sen nocy letniej w wykonaniu PBN narzuca mi się refleksja jak skrajnie różne od siebie są te choreografie. Są one tak skrajnie i totalnie inne, że w tej różnorodności widać geniusz choreografa. Po premierze Snu na spotkaniu w Warszawie padały sława, że nudny, że ma dziury choreograficzne, że się nie dzieje nic przez dłuższą częśc itd (ja nie byłam ale z tego co pisaliście obiły mi sie takie uwagi). Otóż ciężko stawiać takie uwagi w porównaniu z Sylwią czy Damą Kameliową. Skoro bowiem choreograf w innych dziełach stworzył coś całkowicie przesycone w każdej minucie niezwykle wyrazistym i bogatym ruchem i opowiedział historię wiernie, to narzuca się, że zupełnie inna konstrukcja Snu nocy letniej była zamierzona i czemuś słuzyła. Co to był? Sen? a zatem wszystko jest półsenne, na granicy zycia i śmierci, realności i ułudy. Z tym snem współgrało rozmycie akcji, chwile ciszy, fragmenty niby bez sensu, nie spójne. Do tego ruch w Śnie był nieco jak u Bejarta, czyli całkowicie inny.
Wracając do Damy kameliowej to wykonanie było cudowne. Swietłana Zacharowa bardzo emocjonalna i perfekcyjna. Armand bardzo delikatny, uduchowiony a przy tym tak swobodnie partnerujący w serii katorżniczych podnoszeń,....
Muszę powiedzieć, ze po tym spektaklu innym okiem patrzę na S. Zacharową, świetne wykonanie.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Spartakus w kinie
Dziś byłam na Spartakusie i muszę powiedzieć, że już z 2-3 lata czegoś takiego nie przeżyłam: siedziałam i jedyna moja myśl przez 3 godziny była taka, żeby to się nigdy nie kończyło. Coś idealnie pięknego. Pierwszy balet od kilku lat, co do którego nie mam całkowicie żadnych uwag krytycznych. (A już myślałam, że to jest niemożliwe)
Boże cóż to za cudo!
Zastanawiam się tylko jak to się stało, że dopiero dziś to odkryłam. Spartakusa wcześniej widziałam dwukrotnie, zawsze odtwarzanego na małym ekranie ale jakoś mnie nie porażał. Wydawał mi się zawsze strasznie sowiecki, archaiczny, z przesadnie patetyczną muzyką.
Dziś natomiast, na dużym ekranie nie wiem co się stało, ale zupełnie jakbym zobaczyła ten balet pierwszy raz w życiu. Podobało mi się wszystko. Nawet to, ze on taki radziecki. Podobała mi się muzyka (wcześniej była mi obojętna, dziś dopiero dałam się temu patetyzmowi porwać). Kilka razy miałam ciarki.
[b72]Michaił Łobuchin[/b72] jako Spartakus przewspaniały. Dziki, silny, potężny, zwierzęcy. Budowa ciała typowa dla tego zespoły; męski, silny, potężne uda i ramiona napakowane jak u osiłka. Całkowicie inny typ urody niż nasze polskie baletowe chucherka (nie obrażając naszych kochanych chucherek
). Technicznie tańczył zabójczo. A przede wszystkim ta wściekłość w oczach. Właśnie taki powinien być Spartakus. Ivan Vasiliev może skakał ciut wyżej, ale nie pamiętam tego zwierzęcego żaru z jego oczu. Był bardziej ugładzony wewnętrznie na scenie, nie był taki dziki i groźny. Do dziś wydawało mi się, że Ivan Vasiliev (młody) był Spartakiem wszechczasów. Teraz już nie wiem, ale nawet jeśli jest wciąż pierwszy, to tylko ex aequo z M. Łobuchinem. Władimir Vasiliev (stary) wypowiadał sie dziś w przerwie baletu i mówił, że Michaił Łobuchin mówi, że kiedy tańczy Spartakusa to przez 3 godziny przestaje być sobą i jest Spartakusem, czuje sie jak on, spala z tą rolą. Mówił, ze to jest osiągalne tylko w tej roli. Nie dziwię się, bo stopień w jaki przeistacza się w Spartaka jest taki, że to może być rola jego życia.
[b72]Władisław Łantratow[/b72] jako Krassus na początku raził pustością spojrzenia, ale potem zdałam sobie sprawę, że tak ma być. On ma być pusty. Technicznie świetny, bardzo precyzyjny, delikatniejszy trochę w ruchach.
[b72]Swietłana Zacharowa[/b72] jako Egina rewelacyjna. Kiedyś patrzyłam na nią jakoś bez zachwytu, ale porównując ją z lutego w Damie i dziś w wyniosłej i zepsutej Eginie, musze powiedzieć, że ujawniła dużą różnorodność.
A dzisiejsza jej wyniosłość przecudowna.
W II akcie kilka kroków przypominało Carmen Suitę, którą kocham. I o ile zawsze w Carmen Suicie mnie wkurzało coś w wykonaniu S.Z., to tutaj nic. Może ona się zmieniła, a może ja zaczęłam patrzeć inaczej?
[b72]Anna Nikulina[/b72] jako Frygia chyba najslabiej z całej czwórki ale świetnie.
Zespół (zwłaszcza męski) -brak słów - tylko Bolshoy w Moskwie ma TAKI ZESPÓŁ, który TAK jest w stanie zatańczyć sceny zbiorowe w Spartakusie.
[b72]
Akcja, tempo niesamowita[/b72]. Człowiek siedział wbity w fotel całe 3 godziny.
[b72]
Zastanawia mnie tylko jedno:[/b72] w autobiografii Mai Plisieckiej napisała ona jak pojechali do USA ze Spartakiem i że to była taka klapa, że pocieszać musiała choreografa. Autorka na pół strony usprawiedliwia Grigorowicza, że nie jest złym choreografem, a on sam jej się wypłakiwał niemal na rękach i pytał, co jest źle. Wszyscy się tez na niego rzucili z krytyką, że nie umie robić baletów.
Natomiast dziś w przerwie słyszeliśmy wywiad, w którym mówiono, że od pierwszych wyjazdów zagranicznych Spartakus był wizytówką, na którym tłumy szalały z zachwytu. Od Spartakusa zaczynały się występy.
I tak naprawdę to już mam mętlik w głowie. Maja Plisiecka zaczęła wyjeżdżać chyba nie wcześniej niż w pod koniec lat 60-tych (strasznie długo nie miała pozwolenia na wyjazdy) więc musiała pisac o tej drugiej wersji, a nie pierwszej. Czy zatem klapę w USA odniosła I czy II wersja? Oddałam już biografię Mai i nie moge sprawdzić. Najwyżej pożyczę raz jeszcze. Chyba że ktoś z was może sprawdzić albo wie?
I dwa: [b72]CZY TE WSPANIAŁE, CUDOWNE TRANSMISJĘ BĘDĄ W PRZYSZŁYM SEZONIE? BO JA OD LUTOWEJ DAMY KAMELIOWEJ MAM ZAMIAR CHODZIC NA KAŻDĄ I UMIERAM ZE STRACHU ŻEBY SIĘ NIE SKOŃCZYŁY Z KOŃCEM BIEŻĄCEGO SEZONU.[/b72]
I trzy: nie sądziłam, ze to powiem, ja która balet odbiera zawsze na żywo, ale nie wiem czy retransmisja w kinie nie jest czasem nawet lepsza od teatru. Postacie są w zbliżeniach na 2-3 metry, mamy doskonałe zbliżenia twarzy, widać mimikę. Nie ma bezpośredniego kontaktu, który jest magiczny sam w sobie, ale te retransmisje mają swój czas rownież, a momentami można zobaczyć więcej i lepiej niż w teatrze.
Boże cóż to za cudo!
Zastanawiam się tylko jak to się stało, że dopiero dziś to odkryłam. Spartakusa wcześniej widziałam dwukrotnie, zawsze odtwarzanego na małym ekranie ale jakoś mnie nie porażał. Wydawał mi się zawsze strasznie sowiecki, archaiczny, z przesadnie patetyczną muzyką.
Dziś natomiast, na dużym ekranie nie wiem co się stało, ale zupełnie jakbym zobaczyła ten balet pierwszy raz w życiu. Podobało mi się wszystko. Nawet to, ze on taki radziecki. Podobała mi się muzyka (wcześniej była mi obojętna, dziś dopiero dałam się temu patetyzmowi porwać). Kilka razy miałam ciarki.
[b72]Michaił Łobuchin[/b72] jako Spartakus przewspaniały. Dziki, silny, potężny, zwierzęcy. Budowa ciała typowa dla tego zespoły; męski, silny, potężne uda i ramiona napakowane jak u osiłka. Całkowicie inny typ urody niż nasze polskie baletowe chucherka (nie obrażając naszych kochanych chucherek
[b72]Władisław Łantratow[/b72] jako Krassus na początku raził pustością spojrzenia, ale potem zdałam sobie sprawę, że tak ma być. On ma być pusty. Technicznie świetny, bardzo precyzyjny, delikatniejszy trochę w ruchach.
[b72]Swietłana Zacharowa[/b72] jako Egina rewelacyjna. Kiedyś patrzyłam na nią jakoś bez zachwytu, ale porównując ją z lutego w Damie i dziś w wyniosłej i zepsutej Eginie, musze powiedzieć, że ujawniła dużą różnorodność.
A dzisiejsza jej wyniosłość przecudowna.
W II akcie kilka kroków przypominało Carmen Suitę, którą kocham. I o ile zawsze w Carmen Suicie mnie wkurzało coś w wykonaniu S.Z., to tutaj nic. Może ona się zmieniła, a może ja zaczęłam patrzeć inaczej?
[b72]Anna Nikulina[/b72] jako Frygia chyba najslabiej z całej czwórki ale świetnie.
Zespół (zwłaszcza męski) -brak słów - tylko Bolshoy w Moskwie ma TAKI ZESPÓŁ, który TAK jest w stanie zatańczyć sceny zbiorowe w Spartakusie.
[b72]
Akcja, tempo niesamowita[/b72]. Człowiek siedział wbity w fotel całe 3 godziny.
[b72]
Zastanawia mnie tylko jedno:[/b72] w autobiografii Mai Plisieckiej napisała ona jak pojechali do USA ze Spartakiem i że to była taka klapa, że pocieszać musiała choreografa. Autorka na pół strony usprawiedliwia Grigorowicza, że nie jest złym choreografem, a on sam jej się wypłakiwał niemal na rękach i pytał, co jest źle. Wszyscy się tez na niego rzucili z krytyką, że nie umie robić baletów.
Natomiast dziś w przerwie słyszeliśmy wywiad, w którym mówiono, że od pierwszych wyjazdów zagranicznych Spartakus był wizytówką, na którym tłumy szalały z zachwytu. Od Spartakusa zaczynały się występy.
I tak naprawdę to już mam mętlik w głowie. Maja Plisiecka zaczęła wyjeżdżać chyba nie wcześniej niż w pod koniec lat 60-tych (strasznie długo nie miała pozwolenia na wyjazdy) więc musiała pisac o tej drugiej wersji, a nie pierwszej. Czy zatem klapę w USA odniosła I czy II wersja? Oddałam już biografię Mai i nie moge sprawdzić. Najwyżej pożyczę raz jeszcze. Chyba że ktoś z was może sprawdzić albo wie?
I dwa: [b72]CZY TE WSPANIAŁE, CUDOWNE TRANSMISJĘ BĘDĄ W PRZYSZŁYM SEZONIE? BO JA OD LUTOWEJ DAMY KAMELIOWEJ MAM ZAMIAR CHODZIC NA KAŻDĄ I UMIERAM ZE STRACHU ŻEBY SIĘ NIE SKOŃCZYŁY Z KOŃCEM BIEŻĄCEGO SEZONU.[/b72]
I trzy: nie sądziłam, ze to powiem, ja która balet odbiera zawsze na żywo, ale nie wiem czy retransmisja w kinie nie jest czasem nawet lepsza od teatru. Postacie są w zbliżeniach na 2-3 metry, mamy doskonałe zbliżenia twarzy, widać mimikę. Nie ma bezpośredniego kontaktu, który jest magiczny sam w sobie, ale te retransmisje mają swój czas rownież, a momentami można zobaczyć więcej i lepiej niż w teatrze.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
chodzi, chodzi, bo wszak co miesiąc sa do wygrania bilety na transmisję do Warszawy.. Mnie trudno pisac bo ja przy tych transmisjach pracuję, z jednak strony jesli by mi się coś nie podobało, to nie wypada własnego "gniazda kalać" (na szczęście jesli mi cos nie pasuje w tych spektaklach to są absolutne drobiazgi), natomiast jak mi się podoba to głupio chwalić bo nie chce byc jak pliszka, co "swój ogonek chwali" 
tu i ówdzie ukazują się recenzje (portal taniec.POLSKA, portal Maestro.net)...
tu i ówdzie ukazują się recenzje (portal taniec.POLSKA, portal Maestro.net)...
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Ciekawa jestem kiedy będzie wiadomo co będzie można zobaczyć w przyszłym sezonie.
Wierzę, Kasiu, ze jak oficjalnie informacja się ukarzą, to dasz znać na forum.
Ja z wytęsknieniem czekam pw. na Jezioro łabędzie.
A tymczasem odliczam z utęsknieniem czas do don Kichota - jak dla mnie to zawsze był balet, który niegdzie nie jest tak dobrze tańczony jak w właśnie tu. Widze, że godzina jest późniejsza - godzinę później niż zawsze.
Wierzę, Kasiu, ze jak oficjalnie informacja się ukarzą, to dasz znać na forum.
Ja z wytęsknieniem czekam pw. na Jezioro łabędzie.
A tymczasem odliczam z utęsknieniem czas do don Kichota - jak dla mnie to zawsze był balet, który niegdzie nie jest tak dobrze tańczony jak w właśnie tu. Widze, że godzina jest późniejsza - godzinę później niż zawsze.
Tak, czekamy w napieciu na ogłoszenie kolejnego sezonu transmisji, zwykle dzieje się to w kwietniu.
Jezioro łabędzie było na żywo w ub.roku - moze w przyszłym zostanie powtórzone jako retransmisja?
Przy Don Kichocie nie tyle godzina późniejsza ile zmiana czasu troche nam miesza - wszystko przez nasze polskie ruchawaki z godzina, której tam już nie ma - plus róznica czasu i wychodzi, ze Don Kichota u nas oglądamy o 17
Jezioro łabędzie było na żywo w ub.roku - moze w przyszłym zostanie powtórzone jako retransmisja?
Przy Don Kichocie nie tyle godzina późniejsza ile zmiana czasu troche nam miesza - wszystko przez nasze polskie ruchawaki z godzina, której tam już nie ma - plus róznica czasu i wychodzi, ze Don Kichota u nas oglądamy o 17