Co do samych braw po drugim piruecie, czy drugim skoku, to rozumiem, ze można miec inne podejście i może to rozpraszam i niszczyc nastrój tyle, ze jak napisałam akurat mi to nie przeszkadza. A czy to rozprasza- zależy też co jest tańczone. Z tego co wiem po wtorkowych brawach w trakcie, które towarzyszyły chyba przez 5 minut spektaklowi non stop w trakcie najtrudniejszego momentu, tancerze byli zachwyceni takim przyjęciem ale to chyba rzadkosc. W każdym razie -tak jak napisałam- rozumiem tych, którzy tego akurat nie trawia ale mi to nie przeszkadza, bardziej mi przeszkadza drętwośc Warszawy (w Poznaniu zresztą podobnie... - ech jak tańczyc to w Łodzi tylko
Oklaski w trakcie baletu
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Nieprzyjemny komentarz pod adresem "bab" dotyczył -jak napisałam - OKRZYKÓW. Raz się spotkałam z tym w Łodzi i raz w Warszawie (z tym drugim akurat ze słyszenia), ze jak dziewczyna krzyczała w zachwycie pod adresem konkretnego tancerza, to jej zwrócono uwagę (dodam, ze to nie byłam ja; ja nie krzycze nigdy). To mnie lekko wkurzyło.
Co do samych braw po drugim piruecie, czy drugim skoku, to rozumiem, ze można miec inne podejście i może to rozpraszam i niszczyc nastrój tyle, ze jak napisałam akurat mi to nie przeszkadza. A czy to rozprasza- zależy też co jest tańczone. Z tego co wiem po wtorkowych brawach w trakcie, które towarzyszyły chyba przez 5 minut spektaklowi non stop w trakcie najtrudniejszego momentu, tancerze byli zachwyceni takim przyjęciem ale to chyba rzadkosc. W każdym razie -tak jak napisałam- rozumiem tych, którzy tego akurat nie trawia ale mi to nie przeszkadza, bardziej mi przeszkadza drętwośc Warszawy (w Poznaniu zresztą podobnie... - ech jak tańczyc to w Łodzi tylko
)
Co do samych braw po drugim piruecie, czy drugim skoku, to rozumiem, ze można miec inne podejście i może to rozpraszam i niszczyc nastrój tyle, ze jak napisałam akurat mi to nie przeszkadza. A czy to rozprasza- zależy też co jest tańczone. Z tego co wiem po wtorkowych brawach w trakcie, które towarzyszyły chyba przez 5 minut spektaklowi non stop w trakcie najtrudniejszego momentu, tancerze byli zachwyceni takim przyjęciem ale to chyba rzadkosc. W każdym razie -tak jak napisałam- rozumiem tych, którzy tego akurat nie trawia ale mi to nie przeszkadza, bardziej mi przeszkadza drętwośc Warszawy (w Poznaniu zresztą podobnie... - ech jak tańczyc to w Łodzi tylko
cóż - w Warszawie widownia wielgachna, Opera Narodowa więc "wypada pzyjść" i czesto publicznośc jest mocno przypadkowa z takich co to nigdy nie byli ale się wybrali. Nie mam nc przeciwko temu ale tez zaangazowanie takiej publiczności jest letnie, a nawet jak sie podoba to nie wiedz a "czy wypada". Ostatnio wprawdzie nie zwrócono mi uwagi ale dwie starsze panie co to "wybrały się na balet" przezywały głosno oburzone moje reacje - a ze wszystko syszałam (siedziały za mną) to tym więcej krzyczałam po wariacjach i na zakończenie - a było akurat komu i za co
)) Panie skamieniały ze zgrozy i zastanawiały sie co to "za zwyczaje"
Szkoda, ze nie były w La Scali.
Ja tez nie lubię zaklaskiwania wariacji ale czasem po prostu porywa - no i obyczaj baletowy na to pozwala więc czasem daję upust zachwytowi - jak jest czym. Takie brawa jednak musza być krótkie i tresciwe bo poem wariacja lub inny taniec trwa dalej.
Tak, macie rację Joanno i Sagi - Warszawa jest bardziej dretwa niż Łódź, czasami już wole jak jest spektakl z dużą ilością młodziezy bo przynajmniej na końcu jest żywiołowa owacja :)Ale warszawscy baletomani przykładają sie ile sił, by te widownię wyedukowac i ozywić. To zresztą bawi mnie podobnie jak pełne oburzenia szepty "niebywałych" widzów - "patrz, ta tak ładnie tańczyła a żadnego kwiaka jej nie dali, a temu w 2 rzędzie dali". Zawsze mam ochote wtedy powiedziec - to prosze przynieśc nastepnym razem - to sa kwiaty od widzów a nie "z rozdzielnika"
Ja tez nie lubię zaklaskiwania wariacji ale czasem po prostu porywa - no i obyczaj baletowy na to pozwala więc czasem daję upust zachwytowi - jak jest czym. Takie brawa jednak musza być krótkie i tresciwe bo poem wariacja lub inny taniec trwa dalej.
Tak, macie rację Joanno i Sagi - Warszawa jest bardziej dretwa niż Łódź, czasami już wole jak jest spektakl z dużą ilością młodziezy bo przynajmniej na końcu jest żywiołowa owacja :)Ale warszawscy baletomani przykładają sie ile sił, by te widownię wyedukowac i ozywić. To zresztą bawi mnie podobnie jak pełne oburzenia szepty "niebywałych" widzów - "patrz, ta tak ładnie tańczyła a żadnego kwiaka jej nie dali, a temu w 2 rzędzie dali". Zawsze mam ochote wtedy powiedziec - to prosze przynieśc nastepnym razem - to sa kwiaty od widzów a nie "z rozdzielnika"
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Jej Kasiu - zgadzam się z każdym słowem. Rozważania o paniach i ich przypuszczalnym oburzeniu w La Scali mnie rozbawiły do łez
Swoją drogą, to ciekawa jestem jak artyści z La Scali odbiorą w czerwcu polską publicznośc. Żeby nie pomyśleli, ze jak sa tak oziębli, to znaczy, że sie nie podoba
:):) Dobrze przynajmniej, ze będą tylko w Łodzi i nie załamią się Warszawą, gdzie by było jeszcze ciszej.
[quote35="Kasia G"]Ale warszawscy baletomani przykładają sie ile sił, by te widownię wyedukowac i ozywić.
To zresztą bawi mnie podobnie jak pełne oburzenia szepty "niebywałych" widzów - "patrz, ta tak ładnie tańczyła a żadnego kwiaka jej nie dali, a temu w 2 rzędzie dali". Zawsze mam ochote wtedy powiedziec - to prosze przynieśc nastepnym razem - to sa kwiaty od widzów a nie "z rozdzielnika"[/quote35].
Masz rację- niech sobie 1800 osób na widowni będzie oziębłych ale w Warszawie z raz w tygodniu albo i częściej jest grupa osób, które wynagradzają swoją pasją za wszystko. Największy mój ból to to, ze takich ludzi w Łodzi nie ma. Jest tysiąc osób bardziej żywiołowych i czułych na balet niz 1500 z Warszawy ale nie ma garstki, która chodzi na wszystko...
A odnośnie tych kwiatków to dosłownie ten sam tekst usłyszałam w Warszawie 13 marca i w grudniu. zdziwiło mnie to, bo w Łodzi nie słyszałam takiej głupoty ani razu. to by potwierdzało to, ze wielkosc widowni w Warszawie powoduje, ze jest tam mase ludzi z przypadku, po raz pierwszy, którzy moze nie mieli co robic i ot tak przyszli. I też ostatnio jak Robort dostał kwiatka (ode mnie zresztą i facet zaczał mówic "a dlaczego dyrekcja mu dała" to miałam ochotę pwoeidziec człowieku to nie dyrekcja, to ja. Jak Ci się podoba ktos inny to dowiedz sie jak sie nazywa i przynies jej następnym razem".
Ale tak jak mówiłam. I tak garstka baletomanów warszawskich ratuje honor opery i wyrównuje to co jest w niej złe...
[quote35="Kasia G"]Ale warszawscy baletomani przykładają sie ile sił, by te widownię wyedukowac i ozywić.
To zresztą bawi mnie podobnie jak pełne oburzenia szepty "niebywałych" widzów - "patrz, ta tak ładnie tańczyła a żadnego kwiaka jej nie dali, a temu w 2 rzędzie dali". Zawsze mam ochote wtedy powiedziec - to prosze przynieśc nastepnym razem - to sa kwiaty od widzów a nie "z rozdzielnika"[/quote35].
Masz rację- niech sobie 1800 osób na widowni będzie oziębłych ale w Warszawie z raz w tygodniu albo i częściej jest grupa osób, które wynagradzają swoją pasją za wszystko. Największy mój ból to to, ze takich ludzi w Łodzi nie ma. Jest tysiąc osób bardziej żywiołowych i czułych na balet niz 1500 z Warszawy ale nie ma garstki, która chodzi na wszystko...
A odnośnie tych kwiatków to dosłownie ten sam tekst usłyszałam w Warszawie 13 marca i w grudniu. zdziwiło mnie to, bo w Łodzi nie słyszałam takiej głupoty ani razu. to by potwierdzało to, ze wielkosc widowni w Warszawie powoduje, ze jest tam mase ludzi z przypadku, po raz pierwszy, którzy moze nie mieli co robic i ot tak przyszli. I też ostatnio jak Robort dostał kwiatka (ode mnie zresztą i facet zaczał mówic "a dlaczego dyrekcja mu dała" to miałam ochotę pwoeidziec człowieku to nie dyrekcja, to ja. Jak Ci się podoba ktos inny to dowiedz sie jak sie nazywa i przynies jej następnym razem".
Ale tak jak mówiłam. I tak garstka baletomanów warszawskich ratuje honor opery i wyrównuje to co jest w niej złe...
to ja tylko dodam swój mały głosik do tej jakże rozbudowanej dyskusji. We Włoszech nie byłam ale mogę się tylko domyślać jak żywiołowo Włosi potrafią reagować i że dla nich okrzyki zachwytów są na porządku dziennym. Mnie także nieco irytują gromkie oklaski w czasie spektaklu, czy to w wypadku baletu czy w przypadku musicali. Mimo że ulegam żywiołowej reakcji na przykład na spektaklu teatralnym po jakiejś fajnej, zabawnej kwestii nagradzając ją (podobnie jak połowa widowni) oklaskami o tyle "przerywanie" tancerzowi w czasie wariacji mnie osobiście drażni, podobnie jak okrzyki wspomniane tu wyżej. Rozumiem, że to dodaje pewnej naturalności w odbiorze a tancerze widocznie tego potrzebują ale ja się wtedy trochę czuje jak na takich zawodach gdzie się "dopinguje" zawodników
Akurat dziś trafiłam na nagranie, które bardzo pasuje mi wrzucić do Waszej dyskusji, bo jest dla mnie przykładem tego, że entuzjazm widzów w nieodpowiednich momentach może być niezwykle denerwujący:
[URL]http://www.youtube.com/watch?v=4ZMuJnDAWH8[/URL]
Od siebie dodam, że mnie drażnią oklaski podczas tańca w baletach, które nie są tak typowo klasyczno-popisowe (czyli bez wyraźnie wydzielonych wariacji, cody, fouettes itp.), ale zawierają trudne elementy, np. w Spartakusie Grigorowicza, gdzie często publiczność oklaskuje podnoszenia podczas adagia Spartakusa i Frygii, albo w Romeo i Julia, gdzie np. w wersji Ławrowskiego przy pożegnaniu bohaterów jest kilka efektownych podnoszeń. Oklaskiwanie w takich momentach psuje cały nastrój. W baletach klasycznych po wariacjach czy codzie mnie aż tak nie razi, ale w innych spektaklach nie mogę tego znieść. No i dziś przekonałam się, że w Giselle też niekoniecznie to lubię
.
[URL]http://www.youtube.com/watch?v=4ZMuJnDAWH8[/URL]
Od siebie dodam, że mnie drażnią oklaski podczas tańca w baletach, które nie są tak typowo klasyczno-popisowe (czyli bez wyraźnie wydzielonych wariacji, cody, fouettes itp.), ale zawierają trudne elementy, np. w Spartakusie Grigorowicza, gdzie często publiczność oklaskuje podnoszenia podczas adagia Spartakusa i Frygii, albo w Romeo i Julia, gdzie np. w wersji Ławrowskiego przy pożegnaniu bohaterów jest kilka efektownych podnoszeń. Oklaskiwanie w takich momentach psuje cały nastrój. W baletach klasycznych po wariacjach czy codzie mnie aż tak nie razi, ale w innych spektaklach nie mogę tego znieść. No i dziś przekonałam się, że w Giselle też niekoniecznie to lubię
-
Joanna Bednarczyk
- Posty: 549
- Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm
[quote60="Sagittaire"]Swoją drogą, to ciekawa jestem jak artyści z La Scali odbiorą w czerwcu polską publicznośc. Żeby nie pomyśleli, ze jak sa tak oziębli, to znaczy, że sie nie podoba
:):) Dobrze przynajmniej, ze będą tylko w Łodzi i nie załamią się Warszawą, gdzie by było jeszcze ciszej.[/quote60]
przede wszystkim zatańczą "Klejnoty" Balanchine'a - wiadomo jak to u Pana. B mamy porządek apolliński a nie dionizyjski, a wiec jaki bodziec taka może być reakcja, ale nie przesądzam, choć gdyby wybrali "Manon" MacMillana......
A mnie bardziej interesuje jak łódzka publiczność odbierze spaktakl Forsythe'a i jak zachowa się w niekórych momentach.
przede wszystkim zatańczą "Klejnoty" Balanchine'a - wiadomo jak to u Pana. B mamy porządek apolliński a nie dionizyjski, a wiec jaki bodziec taka może być reakcja, ale nie przesądzam, choć gdyby wybrali "Manon" MacMillana......
A mnie bardziej interesuje jak łódzka publiczność odbierze spaktakl Forsythe'a i jak zachowa się w niekórych momentach.
nathaliye, ale okrzyki po spektaklu w trakcie braw Cie irytują? bo tylko o tańcu, podczas oklasków zdarza się u nas takowe śłyszeć (i wydawać ). Oklaski w trakcie tańca nie sa zwykle odpowiednie, chyba ze w tych wskazanych przeze mnie "tradycyjnych" miejscach - na wejscie Odetty, w trakcie grand tours pierwszego solisty (jesli zachwycają). Generalnie - PO wariacji, tak samo jak okrzyki brawo//brawa. Ja tam lubię - widac ze widownia zyje, a dla tancerzy to niekiedy jedyny wyznacznik tego ze kogoś rusza to jak tanczą, bo zawkowe brawa po równo dla każdego nie zwracaja niczyjej uwagi... 