Matthew Bourne

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Szkoda, ze nie widzialam tej Giselle łodzkiej z 97 roku.

Zdjęcie point nie jest szczytem awangardy , to pewne. Jednak w świetle tego, co pisze się ostatnio w prasie łódzkiej o niektórych spektaklach tak mnie nerwy szarpią, na te pointy, a właściwie na takie sztywne trzymanie sie ich jak pijany płotu. W tym świetle zaczełam się zastanawiać co by było, gdyby zrobic krok w przód.

A czy komus sie rzuciło w oczy jakies nagranie Doriana? Bo wyglada na to, że takiego nie ma?
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

[quote:a6a601f899="sfra"]Kiedys wspominalem o moich zakupach w Amazonie. Otoz nabylem nowegi Bourne'a! "The Car Man" - balet oparty na muzyce z wiadomej opery, jest zjawiskiem niepowtarzalnym. Po raz pierwszy widzialem [b:a6a601f899]thriller baletowy[/b:a6a601f899], trzymajacy w napieciu, pelen zwrotow akcji, a przy tym fantastycznie opowiedziany, no i jak zwykle doskonale zainscenizowany. P O L E C A M ![/quote:a6a601f899]

Nabyłam [b:a6a601f899]The Car Man[/b:a6a601f899]. Przyznam, że nie sądziłam, że ten spektakl zrobi na mnie aż tak dobre wrażenie jak zrobił... Zawsze uważałam Bourne za twórcę o zbyt ubogim języku choreograficznym, który robi rzeczy bardzo ciekawe ale nie porywające, ładne ale za mało wysublimowane. Główny zarzut, jaki mu można postawić to chyba to, że ruch w jego spektaklach jest zbyt ubogi. Choć po obejrzeniu The Car Man nie wiem sama czy to może stanowić zarzut? On robi spektakle po swojemu, korzystając z takich środków wyrazu, jakie są dostępne dla osoby z taką bazą jak on ma. Robi coś innego, co również może być bardzo przyjemne w odbiorze.
The Car Man ma coś w sobie, co czyni ten spektakl niezwykle wciągającym. Bardziej stanowi trzymający w napięciu film niż spektakl taneczny. Bardziej punktuje za grę aktorską, ekspresję, wartką akcję i muzykę niż taniec. Bo sam taniec jest tu ubogi w figury, niewysublimowany.
Tancerze są lepszymi aktorami niż tancerzami ale trzeba im przyznać, że każdy z nich jest fantastycznie dobrany do roli i niesamowicie przekonujący aktorsko. Zwłaszcza dotyczy to Luca (Alan Vincent), który jak tancerz taki sobie ale jako aktor normalnie oszałamiający. Nie wyobrażam sobie, by ktoś mógły tę rolę zagrać lepiej. Podobnie Rita (Etta Murfitt), Dino (Scott Ambler) czy Lana (Saranne Curtin).
Jako tancerz wyróżnił się tancerz kreujący rolę Angelo (Will Kemp). Sworzył on, moim zdaniem, fenomenalną postać, najważniejszą chyba w spektaklu. Wykrzesał z siebie niesamowitą różnorodność, bowiem na początku tańczył chłopaka, który był kozłem ofiarnym, popychanym i bitym przez miejscowych urwisów, taką ofiarę losu, potem wykazał się w roli zakochanego z anielskim uśmiechem na twarzy, a na końcu przeszedł metamorfozę i po niesamowitym tańcu w więzieniu, który oddawał jego miotanie się, po scenie gwałtu stał się zabójcą i to zabójcą, który pokonał wszystkich. Niesamowicie aktorsko rozegrał tę rolę. Ponadto, moim zdaniem, najlepiej wypadł tanecznie. Generalnie ten chłopak mnie zachwycił.
Reasumując spektakl uważam za warty obejrzenia. Wciąga bardziej niż erotyczny thriller, zresztą tak jest zakwalifikowany na okładce płytki. Nie sądziłam, że można tańcem wyrazić opowieść tak mocno trzymającą w napięciu. Dodatkowym, wielkim atutem tego spektaklu są wybitni aktorzy. Tak aktorzy, bo oni bardziej do mnie przemawiają aktorsko niz tanecznie (no moze poza Willem Kemp, który mnie zauroczył również swoim tańcem...)
ODPOWIEDZ