Przyjaźnie balet.pl

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Wiecie co? Nie oscylujmy może między tym pragmatycznym pożyczaniem pieniędzy i wielkim poświęceniem a romantycznym trzymaniem się za rączke, bo przyjaźń znajduje się gdzieś pomiędzy obiema tymi biegunami. A czasem dochodzi jeszcze zamiast głaskania mówienie okrutnej prawdy i wkurzające "mądrzenie się" przyjaciela, gdy zdaje mu się wie o Tobie więcej niż Ty sam (psia kostka - najgorzej gdy okazuje się że ma racje), kłótnie, spory i całe mnóstwo drobnostek dzięki którym czasem czujemy że to jedyna i najważniejsza przyjaźń a czasem z trudem rozumiemy jakim cudem relacja trwa już tak długo...

Zrobiło się strasznie banalnie :evil: Father jeśli reczywiście miałeś na myśli to co napisał Torin to chwała Ci za to. Ale jeśli jedynym i najważniejszym miernikiem Twoich przyjaźni są właśnie te pieniądze - to sory, ale współczuje. Bo nie chodzi o to by o nich nie rozmawiać, czy mierzyć się w wartości porzyczanych sum czy wielkości wzajemnego poświęcenia (z resztą chyba w życiu nie pomyślałabym o przyjacielu "zobacz jak dużo dla Ciebie poświęcam/jestem gotowa poświęcić" - bo to działa zupełnie inaczej) albo ich nie doceniać, jakby nie patrzeć jakoś trzeba miesiąc przeżyć/lub ogólnie poradzić sobie z małymi i wielkimi problemami. Jeśli są normalnym elementementem życia to owo pożyczanie oczywiście zależne od możliwości portfela (rzeczywiście jako studentka tysiąców w najbliższym czasie się nie spodziewam - więc proszę nie składać podań o porzyczkę :P ), zarzyłości znajomości i potrzeby na którą pieniążki są potrzebne jest również czymś naturalnym - na pewno może nam mówić na ile możemy na kimś polegać, ale w moim odczuciu nie może być jedynym i głównym wyznacznikiem przyjaźni.

Ja na przyjaźń mam jeden test - jeśli przetrwa próbę czasu, to znaczy, że to właśnie "ona". Nadal jest banalnie, ale troche mi się odechciało pisać, mam wrażenie, że z powodu sprowadzenia przyjaźni do dwóch niezadowalających opcji - kasy lub trzymania się za rączke, rozmowa zeszła na manowce.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

otóż to, chyba raczej nie ma co sie zapędzać w dyskusję o "testach" na przyjaźń, bo każdy z nas ma na pewno inny, wlaśny, może nietypowy, ale mam nadzieję ze każdy z nas używa ich wyłącznie podświadomie czy nieswiadomie, bo gdybysmy nie "czuli" prawdziwej przyjaźni do kogoś tylko na dzień dobry poddawali nasza przyjaźń i przyjaciela testom to po prostu nie bylaby przyjaźń. Sądzę, ze jednym z wazniejszych wyróżników relacji przyjacielskiej jest zaufanie własnie
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

To jednak trochę magicznie przyjaźń się czuje czy raczej racjonalnie w pewnym momencie zaczyna się wiedzieć o jej istnieniu? :twisted:
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

chyba bywa różnie :) - tak jak są różne przyjaźnie - jedne są spokojne i racjonalne, a drugie szalone i kompletnie irracjonalne, a w jakis sposób strasznie człowiekowi potrzebne. Gdyby tak zestwawić moich forumowych przyjaciół to można by sie zdziwić ;)..............
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

jesli chodzi o sumy rzedu 'pozyczenie tysiace' - to mnie to owszem, ruszylo. Nie zarabiam Bog wie ile, i moi znajomi tez nie zarabiaja nie wiadomo jakich pieniedzy - to nie jest suma, ktora mozna sobie wyciagnac z kieszeni ot tak. Wiesz, ze w swiecie teatralno - tanecznym zdarzaja sie rowniez i osoby (znam takie), ktore zarabiaja miesiecznie nierzadko nawet [u:491480eb80]ponizej[/u:491480eb80] tej kwoty??? i co Ty Fatherze na to??

albo inny przyklad: jak moglabym pozyczyc tysiac od przyjaciolki, ktora w 'normalnej' (czyli nieteatralnej) pracy zarabia 1100 zl na reke, a obecnie do wyplaty zostalo jej 48 zl???

nie wiem, moze jak ktos ma juz swoje lata, np. 15 lat pracy, jakos zbudowana kariere itp, to taki tysiac moze nie byc duza suma... ale ile osob zarabia marne pieniadze i musi sie z tego utrzymac:/

takie testy 'pieniezne' na przyjaciolach to mozna sobie robic, jak sie te pieniadze ma, a nie jak odbierasz jednemu chleb z ust, bo inaczej tego sie nie da nazwac :?

przepraszam, moze troche nie na temat, ale troche sie zdenerwowalam, mialam nie pisac nic na temat tego posta, no ale...
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

[quote:efe763905b="Kasia G"]chyba bywa różnie :) - tak jak są różne przyjaźnie - jedne są spokojne i racjonalne, a drugie szalone i kompletnie irracjonalne, a w jakis sposób strasznie człowiekowi potrzebne. Gdyby tak zestwawić moich forumowych przyjaciół to można by sie zdziwić ;)..............[/quote:efe763905b]

:) właśnie taka odpowiedź mi wystarcza, choć Ci forumowi przyjaciele brzmią troche jak moi baletowi i nie-baletowi znajomi, haha... ale już nie pisze tego by podejmować dalszą dyskusje i myśle sobie właśnie sama do siebie: "szoruj kobieto czym prędzej na wykład, zamiast pisać kolejnego posta!!!"

... to na razie :)
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Boże! Ludzie Kochani. Co wam ten tysiąc tak przeszkadza? Przecież już napisałem, że chodzi o kwote poświęcenia i dla każdego ona jest inna. Tak dokladnie miałem na mysli to co wyłuszczył Torin.
Joanno! Nie denerwuj się. Daj to co masz nacenniejszego :roll:
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

To jeszcze jedna rzecz ważna dla mnie w przyjaźni (i nie tylko): nie patrzę roszczeniowo, ile przyjaciel może mi dać, i nie jest to moja kryteria oceny tej osoby jako przyjaciela (też dlatego, że ludzie są różni z natury: jedni są bardziej egoistyczni, inni altruistyczni, z natury, stąd ciężko było porównać). Bardziej patrzę, ile ja jestem w stanie dać tej osobie, czyli poświęcić czasu, uwagi, zainteresować się jej problemami, zamiast przejść obok nich obojętnie, oraz zdarzają się takie bezinteresowne 'drobiazgi' z tej drugiej strony - i chyba to się liczy bardziej, niż kryterium 'ile można max poświęcić', itp, bo po pierwsze to, co dla jednej osoby jest np. czymś oczywistym (bo ma np. duże poczucie powinności, wobec świata ogólnie), ktoś inny tego nawet nie zauważy potrzeby tego czegoś - i nie ma się co tego czepiać, każdy z nas otrzymał inne wychowanie, ma trochę inne wartości, trudno to ustawić w rządku i porównać do siebie...
Nie oczekuję, że ktoś, kto jest moim przyjacielem, poświęci w trudnej chwili dla mnie masę rzeczy, rzuci swoje obowiązki, związki, itp. Ale jeśli taka osoba jest faktycznie przyjacielem, to sama przyjdzie i zapyta, czy wszystko w porządku, czy może w czymś pomóc; tudzież przyjdzie i ugotuje Ci obiad, tak po prostu.
Torin
Posty: 1577
Rejestracja: wt cze 19, 2007 9:10 am

Post autor: Torin »

Pieniądze, kasa, mamona ....

Wzbudziła tu spore zamieszanie, najpierw za sprawą posta Fathera i po części mojego.
Czas to trochę jeszcze raz wyjaśnić ;)
Szczególnie, że M. to woogóle postanowiła się w związku z tym wycofać z wątku Joanna gotowa wylać na nas tą przygotowana przez przyjaciółkę gorącą zupę i w ogóle wyszło ze my to ino materialiści ....

Otóż drogie Panie my nie som materialiści - my som realiści :)
W dodatku realiści żyjący w takim a nie innym środowisko :) Zarówno ja jak i Father MUSIMY zarabiać na utrzymanie swoje jak i naszych najbliższych. To wpływa na optykę. Ponadto jesteśmy FACETAMI a cóż dla faceta ważniejszego być może niż zapewnienie bezpieczeństwa swoim najbliższym... A bezpieczeństwo obecnie to nie obrona jaskini przed tygrysem szablastozębnym czy innym Mongołem ale głownie zapewnienie odpowiedniej ilości pieniędzy.
Oczywiście CELOWO upraszczam, ale nie stosując skrótów musiał bym napisać stu stronicową kobyłę :)
Te nieszczęsne tysiące ...
No cóż mówiąc brutalnie wszystko zależy od punktu siedzenia. OBECNIE dla Fathera czy dla mnie jakimś tam PRZYKŁADEM są tysiące złotych. Ale ja na przykład dooooookładnie pamiętam jak w czasach szkolnych czymś naturalnym ale jednocześnie czymś co było dowodem przyjaźni ogromnym było kupienie sobie czterech bułek i serka homogenizowanego i zjedzenie tego razem po lekcjach. Czy nieco później zatankowanie 10 litrów paliwa do mojego baku za pieniądze przyjaciela abym mógł mieć szansę zarobienia jakichkolwiek pieniędzy. To były kwoty typu 25 zł ... Też oznaka przyjaźni było oddanie wyżebranych od taty pieniędzy przyjacielowi memu aby mógł sobie kupić wymarzoną perkusje. I tak można by ciągnąć dłuuuuuuuuuuuugo.
Pieniądze nigdy nie są jedynym wyznacznikiem przyjaźni - ale jako ze są naturalnym elementem życia to i w przyjaźni występują i czasem mogą robić za potwierdzenie relacji.
Joanna napisała, ze w przyjaźni nie patrzy roszczeniowo. Ja to rozszerzę :) Ja w przyjaźni w ogóle nie patrze :D
Nie zastanawiam się na co dzień co ją tworzy i na jakim fundamencie ją buduję. Opisy - próby definicji pojawiają się jak właśnie ktoś wywoła wilka z lasu :) czyli na przykład pojawi się taki wątek ;) To po prostu jest i tyle. Jak już pisałem mam nieliczne grono przyjaciół - ale mam je.
I cóż każda z tych relacji jest inna. Wiem od kogo mogę jakby co pożyczyć czy tez dostać pieniądze, komu to ja raczej będę w razie potrzeby pożyczał lub dawał kasę, z kim mogę ponarzekać na marność tego świata z kim się częściej śmieje a z kim wręcz przeciwnie. Kto jest bardziej dla mnie a komu to ja jestem bardziej. To wszystko JEST - nie muszę o tym myśleć aby wiedzieć, ze MAM PRZYJACIÓŁ !!! To jest istotą takich relacji. Wiem do kogo mogę zawsze zadzwonić niezależnie od pory, ale tez wiem, ze każdy może mi powiedzieć że teraz nie może gadać i to będzie naturalne i zrozumiałe automatycznie. Wiem też że NIE MOGĘ zaniedbać kontaktów bo to zawsze prowadzi do obumarcia relacji. I nie ma granicy sztywnej (rozmowa telefoniczna raz na miesiąc jest ok ale raz na dwa miesiące to już nie) po przekroczeniu której trudno otrzymać w napięciu nić przyjaźni ale taka granica jest i trzeba o tym pamiętać ....
M. napisała jako przeciwstawienie relacji finansowej o "trzymaniu się za rączkę" takim cukierkowym związku .... Jakoś nie wypatrzyłem w postach które były w tym wątku takich zachowań. Znów sięgnę do moich doświadczeń (a gdzież qurde mogę sięgnąć....). Jak dla mnie jedna z oznak przyjaźni jest umiejętność kłócenia się aż do bólu - aż do zwyzywania kogoś od kretynów skończonych i bezmózgich idiotów (staram się używać słów cenzuralnych ...) ale potem automatycznego i bezbolesnego wyłączenia takich emocji i niepojawienia się żadnych urazów czy zadrażnień - bo obydwie strony wiedza naturalnie ze emocje chwili są czymś co po prostu jest i niewiele wnosi :)
Ehhh - dłuuugo można by pisać, w żadnym razie nie da się zamknąć przyjaźni w definicji jedno zdaniowej. Tak samo jak nie da się określić jednego "testu", na przyjaciela. To o prostu rodzi się w sercu i tam mieszka. Tak samo jak miłość. Tak samo jak nienawiść. Tak samo jak ból i radość ....

Torin
[size=9:bd1b7ca9f9]obiecuje że już więcej takiej kobyły w tym temacie nie stworzę .....[/size:bd1b7ca9f9]
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

brawo Torin! Myśle ze problem "przykładowych" testów na przyjaźń został tym samym wyjasniony - dobrze ze wspomniałeś o tym serku homogenizowanym - własnie: dzis kupujemy przyjacielowi serki, jutro mam nadzieję będziemy mu mogli pozyczac tysiace ;) A jak nie to i tak zostaniemy przyjaciółmi ;)
ODPOWIEDZ