Dobrze, jednak dorzucę swoje trzy grosze.
Na początek muszę powiedzieć, że strasznie trudno jest oceniać ten spektakl obiektywnie, oddzielając nową, kontrowersyjną politykę Pana W. od dzieła Pani W. Zwłaszcza, że to właśnie spektaklem "4&4" Ci Państwo zadecydowali rozpocząć swą walkę o ich wizję [be6]naszej[/be6]

Opery. Również tym spektaklem przedstawione nam zostały oficjalnie "nowe nabytki", choć kto chciał zaczął im się uważnie przyglądać już w "Z nieba..." (hehe a nie "Do nieba..." jak uważają niektórzy zachwyceni, ale mało uważni nowi, młodzi oglądacze, na których zdobyciu nie wiedzieć czemu zależy tak bardzo nowej dyrekcji - nie rozumieją co oglądają, nie wiedzą co to plie i smarują wazeliną jak mogą, bo są wniebowzięci, ach, och... blee). Przez chwilę pomyślałam, że tym dziełem Pani Izadora podjęła próbę przekonywania gdańskiej publiczności do swojej twórczości, ale po pierwsze mieliśmy przyjemność poznania jej już wcześniej, przy okazji "Z nieba..." a po drugie, mając przynajmniej do końca tego sezonu monopol na balet w repertuarze, chyba nikogo nie musi przekonywać - bo jako widzowie jakikolwiek wybór straciliśmy... więc jak się nie ma co się lubi, to... będzie ciężko...
Jeśli chodzi o wspomniane recenzje, najbliższa wydaje mi się opinia Czajori. Nie wiem czy była czytana przez autorkę spektaklu, ale na premierze studenckiej były widoczne drobne, pozytywne zmiany - m.in. właśnie w ustawieniu tancerzy, o którym napisałaś. Sceny zbiorowe chyba były tańczone równiej i trochę lepiej oglądało się całość.
A śmierć? (odpowiadając na to co napisała Cz.) - gwoli ścisłości - Marzena Socha schodzi ze sceny, razem z oddalającą się brzydką scenografią w momencie w którym ginie Michał Łabuś i Franciszka nad nim płacze. W następnej scenie pojawia się piękne, prawie nagie ciało, zwycięskiego (chyba właśnie tak wynika z programu, nie wiem czy z przedstawienia też można to wyczytać...) Michała Wylota

.
A moja opinia o spektaklu? Pierwszy akt ogląda mi się dużo lepiej. Wiosna jest naprawdę ładna. Średnio podoba mi się scena z dziewczynami (Sylwia Kowalska-Borowy, Elżbieta Czajkowska) - jest zbyt dosłowna, ich taniec mnie nie zachwyca (a przecież bardzo lubię oglądać na scenie obie tancerki), nie ma w nim wcale magii zauroczenia, no i stroje, które u Kyliana mi się podobały tym razem nie wyglądają zbyt korzystnie. Taniec zbiorowy towarzyszący tej scenie podoba mi się, lato (sceny zbiorowe, oprócz malutkiego fragmentu końcówki) słyszę dokładnie tak samo jak Isadora, wiec dobrze mi się ogląda dobry taniec do lubianej muzy (bo jak słyszę samą dobrą muzę to brakuje mi do niej tańca

). Natomiast jesien słyszę zupełnie inaczej. Chciało by się po pierwsze bardziej a po drugie lżej tańczyć do tej muzyki, sztywne ruchy tancerzy wynikające z pomysłu na tą etiudę są inne niż muzyka. Generalnie pomimo króliczka i zarzutów, które można mieć zawsze, pierwszy akt dobrze mi się ogląda i być może jeszcze wróce do niego.
Acha, wg mnie dobra jest scena, w której Panowie z obsługi sprzątają ze sceny Marzenę S. Jest mocna i trafna - podoba mi się.
W drugim akcie trudno było mi przyzwyczaić oczy do brzydkiej scenografii i brzydkich kostiumów jednorożców. Najlepiej oglądało mi się sceny, w których zniknęły fioletowe światła z góry sceny i chyba zielone oświetlające jej tył. Miałam wrażenie, że dużo lepiej oglądałby mi się np. piękny duet Franciszki K. i Michała Ł. gdyby nie te brzydkie lustra, niechby nawet było tam pusto! Podobał mi się też dobrze oświetlony "odgórnie"

duet Marzeny Sochy i Marcina Cieżniaka.
Widać, zwracam ostatnio uwagę na to "czy inni tak samo jak ja słyszą muzykę" (jakkolwiek nie brzmi to dziwnie, chyba się wplata w sposób tworzenia spektakli przez Panią W., w którym choreograf przyznaje się do rozpoczyniania tworzenia właśnie od słuchania muzy). Poza tym co przewinęło się już wyżej mam wrażenie, że futurystyczna scenografia drugiego aktu - być może celowo - kłóci się z muzyką, którą tam słyszymy a która zdaje się być bardzo naturalna. Zdaję się, że drugi akt ma być taki ciężki i trochę obcy - w końcu oswajamy śmierć... mnie jednak troszkę zmęczył. Za to różnokolorowe, pastelowe stroje pasują do barwy muzki i pozwalają trochę odżyć zmęczonemu widzowi

...
Ach! Też bym zapomniała! - Ana K. w długiej czerwonej sukni jest przepiękna!!! I tym pozytywnym akcentem skończe...przynajmniej na razie
...nie wiem czy zdążyłam napisać wszystko, ale najwyżej dopiszę innym razem...[/sizee6]
[URL=http://tinyurl.com/3y57gf]jest jeszcze ta recenzja[/URL]
- dość krytyczna, ale trudno z czymś się nie zgodzić i ma dużo fotek, które uwielbiam 