Ksiazki, czyli co czytacie
Mam na kompie "Rosyjska baletnice" autorstwa Danielle Steel - tak, wiem, po niej arcydziela sie spodziewac nie mozna i osobiscie nie jestem fanka tej pisarki. Znajoma bibliotekarka prawie na sile probowala mi wcisnac jej ksiazki (bo wielka fanka jest), zadnej nie potrafilam do konca przeczytac, ale ta ksiazka sie zainteresowalam, bo nie dosc ze opowiada wlasnie o baletnicy, to jeszcze rzecz dzieje sie w Rosji i na dodatek losy owej tancerki splotly sie z losami ostatniej carskiej rodziny - Romanowow (ktorymi sie dosyc pasjonuje). Z ciekawosci tego wszystkiego siegnelam po ksiazke. Lekko sie czytalo (zwlaszcza nostalgiczny poczatek), myslec za duzo nie trzeba bylo, choc klimat lekkiej tandety czasem mnie irytowal :P Nie do konca tez jest zachowane prawdopodobienstwo jesli chodzi o zachowania rodziny carskiej, ale to juz takie moje czepialstwo.
Mimo wszystko jednak moze ktos bedzie zainteresowany - czasem baletomania po prostu wygrywa i siegamy po cos czego bysmy normalnie nie tkneli :P Jesli ktos chcialby, zebym mu wyslala ksiazke, niech zostawi email na pw.
Mimo wszystko jednak moze ktos bedzie zainteresowany - czasem baletomania po prostu wygrywa i siegamy po cos czego bysmy normalnie nie tkneli :P Jesli ktos chcialby, zebym mu wyslala ksiazke, niech zostawi email na pw.
Grotesko! Fajnie, że zaczęłaś temat częstego poruszania wątków tanecznych przez niskich lotów książczydła typu Harlequiny i inne badziewie. Też kiedyś zetknęłam się z czymś takim i byłam zdziwiona merytorycznym poziomem fragmentów baletowych!
Nie pamiętam tytułu, ale autorka nazywa się Nora Roberts (dopiero po fakcie dowiedziałam się, że to pani tak znana, jak wspomniana przez Groteskę D. Steel), a książka opowiadała o romansie między dyrektorem baletu a solistką (nie, nie zaczęłam jej czytać z własnej woli, podetknęła mi przyjaciółka, której podetknęła ciotka twierdząc, że "jest dużo o balecie").
Fabuła wartka jak w odcinku telenoweli, ale podobały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze to, że pani R. ewidentnie przeżywała fascynację Miszą Barysznikowem i na nim wzorowała głównego łamacza serc. Nadała mu zresztą na imię Nikolai - kto widział "Białe noce" zrozumie aluzję :D
Po drugie, pani R. albo sama kiedyś tańczyła, albo miała bardzo dobrego informatora, bo sytuacje z prób, relacje między tancerzami itp. opisane były przekonująco i brzmiały znajomo :) No i muszę przyznać, że lektura tej książki skłoniła mnie do sprawdzenia, jak wygląda soubresaut i ballote :D
Nie pamiętam tytułu, ale autorka nazywa się Nora Roberts (dopiero po fakcie dowiedziałam się, że to pani tak znana, jak wspomniana przez Groteskę D. Steel), a książka opowiadała o romansie między dyrektorem baletu a solistką (nie, nie zaczęłam jej czytać z własnej woli, podetknęła mi przyjaciółka, której podetknęła ciotka twierdząc, że "jest dużo o balecie").
Fabuła wartka jak w odcinku telenoweli, ale podobały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze to, że pani R. ewidentnie przeżywała fascynację Miszą Barysznikowem i na nim wzorowała głównego łamacza serc. Nadała mu zresztą na imię Nikolai - kto widział "Białe noce" zrozumie aluzję :D
Po drugie, pani R. albo sama kiedyś tańczyła, albo miała bardzo dobrego informatora, bo sytuacje z prób, relacje między tancerzami itp. opisane były przekonująco i brzmiały znajomo :) No i muszę przyznać, że lektura tej książki skłoniła mnie do sprawdzenia, jak wygląda soubresaut i ballote :D
-
GwiazdkaNadia
- Posty: 293
- Rejestracja: pn sty 21, 2008 7:11 pm
-
GwiazdkaNadia
- Posty: 293
- Rejestracja: pn sty 21, 2008 7:11 pm