"Wyzwolenie-próby" pozytywnie mnie zadziwiło. To, że nie będzie to durnowata cepelio-baśń w stylistyce lat 80tych było pewne, bo w końcu żaden przytomny młody reżyser czegoś takiego nie wyprodukuje. Ogólnie spektakl bardzo nierówny, wszystkie części różnią się od siebie poziomem warsztatu, koncepcją i spojrzeniem na tekst Wyspiańskiego, widać ogromne niedociągnięcia - zwłaszcza prowadzenie aktorów, ale myślę, że śmiało możesz się na ten spektakl wybrać - choćby po to, żeby zobaczyć co reżyserski narybek ma do zaoferowania. Nie spodziewaj się artystycznych wyżyn, ale zapowiedzi tego, co każde z nich będzie mogło zrobić w przyszłości. Trudno mi stwierdzić, która część jest najlepsza, ale myślę, że największe nadzieje rokuje Weronika Szczawińska, autorka części drugiej p.t. "Nie-pamięć" - mocne, krytyczne i kreatywne spojrzenie na współczesność i przeszłość naszego narodu.
Ogólnie to polecam, bo pewnie szybko ten spektakl spadnie z afisza, albo będzie grany raz na ruski rok.
Teatr - czyli co widzieliście w teatrze
Tango Piazzolla, niedawno wróciłam.
Muzyka - cudowna, dla niej tam poszłam i się nie zawiodłam.
Lecz sztuka... Hmm. Może nie do końca wczułam się w konwencję, może te postaci MIAŁY być aż tak przerysowane... W każdym razie - dialog o przyjaźni i czerwona suknia.
PS Aktorzy Teatru Słowackiego nie potrafią tańczyć :)
Muzyka - cudowna, dla niej tam poszłam i się nie zawiodłam.
Lecz sztuka... Hmm. Może nie do końca wczułam się w konwencję, może te postaci MIAŁY być aż tak przerysowane... W każdym razie - dialog o przyjaźni i czerwona suknia.
PS Aktorzy Teatru Słowackiego nie potrafią tańczyć :)
No co to? Nikt do teatru nie chodzi? Mi ostatnio "wpadł w ręce" "Kształt rzeczy" w Powszechnym. Znałem wcześniej tekst tego dramatu i bardzo mi się nie podobał z powodu naiwności, przegadania i nieumiejętności wykorzystania pomysłu fabularnego. A tymczasem okazuje się, że wycinając spore połacie dialogów można zbudować dość przyzwoity spektakl, z niezłymi rolami aktorskimi. Koncepcja reżyserska niestety ogranicza się do niezłego prowadzenia aktorów i montażu tekstu, poza tym nic nie daje Wiśniewski od siebie. Sztuka ta jest teraz gęsto wystawiana w całym kraju, a i niebawem wejdzie pewnie do kin film na jej podstawie, więc a nuż ktoś się zetknął z tym tworem Neila LaBute'a, zwłaszcza, że to wymarzony spektakl na wycieczkę - niedługi (90 minut), znani aktorzy (Olszówka, Holtz), temat podany w lekkostrawnej formie, minimum wygibasów intelektualnych, doza humoru, no i nagość na scenie, kwitowana szeptem i nerwowym chichotem przechodzącymi po widowni niczym fala na stadionie piłkarskim.