Co zawdzięczacie temu forum?
Oj carewna, czasem jest mi niebezpiecznie bliska postać Adasia Miauczyńskiego z "Dnia świra" :lol:
No jasne... nie ma to jak jak widownia pełna tych wszystkich:
:502: Charchlaków, zdechlaków i psikaków (regularnie kaszlących, gwiżdżących oskrzelami i zakatrzonych).
:502: Mlaskaczy, siorbaczy i przeżuwaczy, którzy w środku nastrojowej arii czy adagia muszą wyciągać z torebki cukierki, gumy i inne delicje w szeleszczących opakowaniach, poczym wkładać do swoich otworów gębowych i wydawać różne organiczne dźwięki.
:502: Wiecznie gadających i komentujących (nie koniecznie na temat) panienek i psiółek-psiapsiułek koleżanek. No ale podobno jak kobieta myśli to musi mówić, więc jakoś już się z tym pogodziłem że widocznie inaczej nie mogą.
:502: „Prawdziwych gentleman’ów” płci męskiej w niewybredny sposób i takimż słownictwem komentujących urodę pań na widowni i na scenie.
:502: Osobników obojga płci, którym telefon komórkowy przyrósł do dłoni i absolutnie nie mogą go z niej wypuścić nawet podczas spektaklu, tudzież z regularnością zegara atomowego sprawdzające co 30 sekund czy aby ktoś nie przysłał jakiegoś sms’a, mms’a czy innej wiadomości tekstowej, na którą oczywiście trzeba niezwłocznie odpisać bo przecież świat by się zawalił.
:502: Warianty takich osobników, które pomimo rodzajowej scenki w wykonaniu zacnego teatralnego personelu, mającej na celu przypomnienie o wyłączeniu/wyciszeniu swoich zaawansowanych zabawek GSM, ze zdziwieniem i głupawym uśmiechem odkrywających w środku wysokiego F śpiewaczki że ich telefon jednak ma przepiękne melodyjki.
:502: Adoratorów maczo-maczissimo, z nonszalancją obejmujących swoje randkowe „zdobycze” dla których teatr to tylko miejsce z fotelami, gdzie w półmroku można popróbować swojego „czaru” uwodzenia, licząc na to że „ofiara” nie będzie za bardzo się bronić krzykiem tudzież nagłą ucieczką.
:502: Babć i dziadków z wielkim zaangażowaniem omawiających w czasie spektaklu non-stop, półszeptem i z wszelkimi detalami wszelkie choroby i przypadłości na które cierpi lud ludzki a więc i oni sami i wszyscy członkowie bliższej i dalszej rodziny, a nawet sąsiadki i osoby obce.
:502: Śpiochów i chrapaczy, dla których widownia i spektakl to wspaniała okazja do „chlapnięcia” sobie małej drzemki.
:502: „Słodkich dzieciaczków” z syndromem ADHD, a to bujających się na fotelach, a to w nie kopiących, a to z uporem maniaka przeciskających się z wielką częstotliwością pomiędzy rzędami stłoczonych widzów pomiędzy jednym a drugim członkiem maltretowanej własnej rodziny (i z powrotem).
:502: Pseudo-melomanów-baletomanów dla których NIC nie jest dobre, i dla których każda wizyta w teatrze to okazja do leczenia własnych kompleksów poprzez nadwyraz bujne słowno-werbalne opluwanie, pogardzanie i odsądzanie od czci i wiary wszystkich artystek i artystów opery i baletu (zarówno lokalnych jak i tych światowej sławy).
:evil: :evil: :evil:
A gdzieś pośród tego wszystkiego, a raczej pomimo tego wszystkiego żyje sobie ta sztuka – piękna, nienachalna, wszystko znosząca... jak miłość. Dla niej przychodzę do teatru, za nią jestem wdzięczny artystkom i artystom, i z jej cierpliwości znoszenia tego wszystkiego czerpie siłę aby samemu to wszystko znosić. :)
No jasne... nie ma to jak jak widownia pełna tych wszystkich:
:502: Charchlaków, zdechlaków i psikaków (regularnie kaszlących, gwiżdżących oskrzelami i zakatrzonych).
:502: Mlaskaczy, siorbaczy i przeżuwaczy, którzy w środku nastrojowej arii czy adagia muszą wyciągać z torebki cukierki, gumy i inne delicje w szeleszczących opakowaniach, poczym wkładać do swoich otworów gębowych i wydawać różne organiczne dźwięki.
:502: Wiecznie gadających i komentujących (nie koniecznie na temat) panienek i psiółek-psiapsiułek koleżanek. No ale podobno jak kobieta myśli to musi mówić, więc jakoś już się z tym pogodziłem że widocznie inaczej nie mogą.
:502: „Prawdziwych gentleman’ów” płci męskiej w niewybredny sposób i takimż słownictwem komentujących urodę pań na widowni i na scenie.
:502: Osobników obojga płci, którym telefon komórkowy przyrósł do dłoni i absolutnie nie mogą go z niej wypuścić nawet podczas spektaklu, tudzież z regularnością zegara atomowego sprawdzające co 30 sekund czy aby ktoś nie przysłał jakiegoś sms’a, mms’a czy innej wiadomości tekstowej, na którą oczywiście trzeba niezwłocznie odpisać bo przecież świat by się zawalił.
:502: Warianty takich osobników, które pomimo rodzajowej scenki w wykonaniu zacnego teatralnego personelu, mającej na celu przypomnienie o wyłączeniu/wyciszeniu swoich zaawansowanych zabawek GSM, ze zdziwieniem i głupawym uśmiechem odkrywających w środku wysokiego F śpiewaczki że ich telefon jednak ma przepiękne melodyjki.
:502: Adoratorów maczo-maczissimo, z nonszalancją obejmujących swoje randkowe „zdobycze” dla których teatr to tylko miejsce z fotelami, gdzie w półmroku można popróbować swojego „czaru” uwodzenia, licząc na to że „ofiara” nie będzie za bardzo się bronić krzykiem tudzież nagłą ucieczką.
:502: Babć i dziadków z wielkim zaangażowaniem omawiających w czasie spektaklu non-stop, półszeptem i z wszelkimi detalami wszelkie choroby i przypadłości na które cierpi lud ludzki a więc i oni sami i wszyscy członkowie bliższej i dalszej rodziny, a nawet sąsiadki i osoby obce.
:502: Śpiochów i chrapaczy, dla których widownia i spektakl to wspaniała okazja do „chlapnięcia” sobie małej drzemki.
:502: „Słodkich dzieciaczków” z syndromem ADHD, a to bujających się na fotelach, a to w nie kopiących, a to z uporem maniaka przeciskających się z wielką częstotliwością pomiędzy rzędami stłoczonych widzów pomiędzy jednym a drugim członkiem maltretowanej własnej rodziny (i z powrotem).
:502: Pseudo-melomanów-baletomanów dla których NIC nie jest dobre, i dla których każda wizyta w teatrze to okazja do leczenia własnych kompleksów poprzez nadwyraz bujne słowno-werbalne opluwanie, pogardzanie i odsądzanie od czci i wiary wszystkich artystek i artystów opery i baletu (zarówno lokalnych jak i tych światowej sławy).
:evil: :evil: :evil:
A gdzieś pośród tego wszystkiego, a raczej pomimo tego wszystkiego żyje sobie ta sztuka – piękna, nienachalna, wszystko znosząca... jak miłość. Dla niej przychodzę do teatru, za nią jestem wdzięczny artystkom i artystom, i z jej cierpliwości znoszenia tego wszystkiego czerpie siłę aby samemu to wszystko znosić. :)
-
Justyna Ch-ipcio
- Posty: 612
- Rejestracja: pt maja 06, 2005 12:52 pm
-
PapillonMonCheri
- Posty: 23
- Rejestracja: pt gru 12, 2008 7:33 pm
-
Lady_Miśka
- Posty: 71
- Rejestracja: czw gru 25, 2008 8:51 pm
Ja ogromnie się cieszę, że przypadkiem trafiłam tutaj. Przyznam, że pomimo, iż chodzę na zajęcia z współczesnego balet jest tam bardzo odległym tematem. nigdy wcześniej nawet nie interesowałam się tym tak intensywnie bo nie było jak. Forum mnie przede wszystkim uświadamia :D Ale dzięki niemu zyskałam również pewną wartość, jakąś sympatię ze strony baletnic ;) Przybliżyło mi trochę ten `odległy` świat :) I mam nadzieję, że nie długo i ja będę mogła poczuć się baletnicą :)
Co mi dało to forum ?
Siłę- żeby ćwiczyć i nadal się rozwijać. Kiedy widzę jak jesteście świetni w tym co robicie, sama biorę się za pracę. To działa !
Wiedzę teoretyczną- co jak co, ale wcześniej nie wiedziałam nawet ...ah, dużo by tego było do wymieniania. W każdym razie już wiem ^^
Znajomych- no tak, tego chyba nie trzeba wyjaśniać.
W każdym razie dzięki Bogu, że kiedyś weszłam na stronę balet.pl, a potem w link dot. forum baletowego. Alleluja !
Siłę- żeby ćwiczyć i nadal się rozwijać. Kiedy widzę jak jesteście świetni w tym co robicie, sama biorę się za pracę. To działa !
Wiedzę teoretyczną- co jak co, ale wcześniej nie wiedziałam nawet ...ah, dużo by tego było do wymieniania. W każdym razie już wiem ^^
Znajomych- no tak, tego chyba nie trzeba wyjaśniać.
W każdym razie dzięki Bogu, że kiedyś weszłam na stronę balet.pl, a potem w link dot. forum baletowego. Alleluja !
Przede wszystkim wiedze teorytyczną, bo umiem dużo elementów, ale nie wiem jak się nazywają. przez to bardziej jestem świadoma wykonywanych ruchów. :)
Ja podobnie jak Miki tańczę współczesny i jeszcze jazz, no i z baletem mam mało do czynienia :) jednak sercem chyba zawsze bede baletnicą... :twisted: :roll:
Ja podobnie jak Miki tańczę współczesny i jeszcze jazz, no i z baletem mam mało do czynienia :) jednak sercem chyba zawsze bede baletnicą... :twisted: :roll: