[quoteb2="M."][quoteb2="Joanna Bednarczyk"]
Racjonalne "szkiełko i oko" nie są jedynym kluczem do interpretacji.
[/quoteb2]
Oczywiście, że tak. Dobrze jest posiadać różne klucze, im więcej tym lepiej
Nie chciałam prowokować medycznych dyskusji, bo informacje o schizofrenii są dość dobrze dostępne, a jedynie uściślić informację by nie rozprowadzać stereotypów na temat choroby.
Po raz pierwszy dziennik opublikowała żona w 1936 roku, jeszcze za życia Niżyńskiego. Czy to znaczy, że Niżyński pisał go właśnie w celu pokazania światu? Bo przecież są ludzie uprawiający pamiętnikarstwo do szuflady...Nie wiem, więc pytam
Zastanawia mnie taka rzecz. Czy nie myślicie, że skoro żona okroiła to dzieło, to pełna wersja dzienników opublikowana w 95 roku zawiera zbyt intymne fakty? Albo jakieś rzeczy którymi Niżyńska nie chciała się dzielić z zainteresowanymi fanami - przecież mogła mieć powody... Może należałoby to uszanować? Teraz taka moda, że jeśli ktoś staje się czyimś idolem czy poprostu w jakiś sposób istnieje w życiu publicznym inni dają sobie prawo do zaglądania do jego prywatności. A przecież artystę powinniśmy oceniać poprzez jego sztukę, którą on zdecydował się nam dać. A po to by ją dobrze rozumieć często wystarczy znać jedynie kilka najważniejszych faktów o życiu twórcy...
Tyle już razy słysząc o Niżyńskim zawsze dopadały mnie informacje przede wszystkim o jego chorobie. A nadal nie wiem co było takiego wyjątkowego w jego tańcu, że zyskał miano "boga"...[/quoteb2]
M. odpowiem na twoje pytanie, chociaż przyznaję się, że nie przeczytałam jeszcze "Dziennika", gdyż jestem dopiero w trakcie pozyskiwania tej książki

Widzę, że posiadasz jakiś zasób wiedzy o schizofrenii, a z twojego poprzedniego postu wnioskuję, że prawdopodobnie czytałaś "Schizofrenię" prof. A. Kępińskiego, prawda?
Uściślę od razu, że psychologią interesuję się od niedawna i jak na razie jako hobby, także jestem laikiem i nie posiadam wiedzy medycznej ponad tą z książek itd. Ale dlatego że interesuję się też od niedawna samym Niżyńskim i z czym to jest dokładniej związane zaraz wyjaśnię, toteż pozwoliłam sobie wypowiedzieć się w tej kwestii. Zadałaś pytanie, czy Niżyński napisał "Dziennik" w celu pokazania go światu. Odpowiedź brzmi - tak. Niżyński napisał go z myślą, żeby "Dziennik" stał się opowieścią o jego życiu, żeby pozwolił zrozumieć jego samego, jako genialnego tancerza, schizofrenika, powoli popadającego w obłęd, doprowadzający go w końcu do katatonii, żeby pozwolił innym ludziom zrozumieć, co podkreślał - że jest człowiekiem z chorą duszą, nie z chorym umysłem. Jak już ktoś mówił, niezwykle wrażliwym na wszystko, co go otacza, na cały świat, przyrodę, człowiekiem, który kocha wszystkich ludzi, w tym Diagilewa, mimo że tak bardzo go skrzywdził i zdemoralizował. Napisał "Dziennik", żeby każdy, kto go przeczyta, mógł zrozumieć jego cierpienie. Dlatego w filmie Cox'a o nim tyle obrazów przyrody, spokojnej, harmonijnej, ale także wzburzonej i żywiołowej. Reżyser starał się w ten sposób zapewne oddać obraz duszy Niżyńskiego i chociaż moim zdaniem nie w pełni mu się to udało,to film mi się podobał. Szczególnie jeśli chodzi o sposób narracji, o odczytywane fragmenty "Dziennika",chociaż niektórym mógł on się pewnie wydać nudny i takie opinie też już słyszałam.
Co do tego, że jego żonie, Romoli Niżyńskiej mogło to się nie podobać - masz rację. Oprócz wstrząsającego zapisu choroby i obrazu jego duszy znaleźć musiały się tam przecież także opisy homoseksualnych stosunków z Diagilewem, jego przygodne romanse z paryskimi prostytutkami i inne 'brudy' dotyczące jego życia. Ale powiedzmy sobie szczerze - czy każdy z nas nie posiada czegoś, czego się wstydzi, o czym nie chce mówić? Schizofrenia wyzwala szczerość. Zapewne, jeśli "Dziennik" jest aż tak wstrząsający, jak mówią niektóre osoby(w co nie śmiem wątpić) z całą pewnością jest autentyczny. W stu procentach. I chyba to jest w tym wszystkim najważniejsze. Prawda o nim.
[quoteb2="M."][quoteb2="ag111111"]Rozumiem, że boisz się sięgnąc "Dziennik" ale zawsze możesz zacząc-i po kilku stronach przestać... I zawsze możesz obejrzeć 24 lipca w TVP@ film Niżyński- ilustrację dizennika...[/quoteb2]
Na razie obejrzę film a czytanie z premedytacją zostawie, bardziej interesuje mnie Niżyński-tancerz niż chory-Niżyński...[/quoteb2]
Oczywiście, że do czytania książki nikt nie powinien przymuszać. Myślę, że czytanie jej powinno odbywać się z pełną świadomością tego, z jakim materiałem mamy do czynienia. Z zapisem ciężkiej choroby, dokonanym ręką chorego człowieka.
To ważne co powiedziałaś i zwróciło moją uwagę "bardziej interesuje mnie Niżyński-tancerz niż chory-Niżyński..." W tym momencie chciałam tylko wtrącić jedną uwagę, bo dla mnie tak samo jest ona dość istotna i dlatego również mam nadzieję, że nie weźmiesz mi jej za złe, wyrażam po prostu swoje zdanie.
Widzisz, może niesłusznie, ale uważam, że jeśli kogoś interesuje Niżyński, jako osobowość, jako tancerz, jako człowiek - nie można oddzielać od siebie tych rzeczy, gdyż one wszystkie razem stanowią jedną, spójną całość. Niżyński, zarówno genialny tancerz, jak i charyzmatyczny, ale także wrażliwy człowiek, dotknięty ciężkimi przeżyciami i chorobą stanowi jedność. Nie można dzielić go na części, na kawałki, bowiem nawet choroba mogła mieć wpływ na jego taniec, na jego zaangażowanie, pasję tzw. ekspresja, która może występować w schizofrenii także mogła mieć wpływ na jego taniec, a na pewno na ostatni taniec, o którym on sam powiedział do zebranych na jego ostatni występ(przytaczam może niedosłownie):"A teraz zatańczę wam wojnę". Był to podobno taniec niezwykły i przerażający zarazem, tańczył wspaniale, jak zawsze, a jednak był w tym tańcu zupełnie inny pierwiastek, był tam Niżyński, jakiego do tej pory nie znali i nie widzieli. Dosłownie zahipnotyzował wszystkich widzów, którzy byli świadkami tego niesamowitego występu. W tym miejscu przytoczę może opis tego wydarzenia z książki T. Nasierowskiego o Niżyńskim "Gdy w mięśniach rodzi sie obłęd", który opisuje ten moment:
[ib2]"W sobotę 19 stycznia 1919 roku zebrało się tam około dwustu osób, aby obejrzeć pierwszy od powrotu do Europy w 1917 roku publiczny występ Niżyńskiego. Wydawać się mogło, że dla Niżyńskiego, mającego duże obycie sceniczne, występ ten nie będzie stanowił żadnego problemu. Stało się jednak inaczej. Tego dnia dawało się wyczuć ogarniające go napięcie i zdenerwowanie, które narastało w miarę zbliżania się godziny występu. Miał poczucie winy wobec tych wszystkich, którzy zginęli na wojnie. Żonie powiedział, że pragnie dać wyraz bólu i cierpienia, jakich doświadczał przygotowując balet, a w garderobie, w momencie największego napięcia, z drżeniem wykrzyknął: "Nie rozmawiaj! Cicho! To moje zaślubiny z Bogiem". Długo nie wychodził na scenę. Pianistka nie wiedziała co ma grać. Nagle wyszedł na scenę i skradając się, podszedł do pianistki i poprosił, by zagrała coś Chopina lub Schumanna. Rozległy się dźwięki muzyki. Mięśnie Niżyńskiego były tak napięte, że z trudem się poruszał. Wziął krzesło, usiadł przodem do widzów i patrzył na salę; zastygł w bezruchu. W pewnym momencie zapadła cisza. Publiczność była jak zahipnotyzowana. Trwało to prawie pół godziny. Żona Niżyńskiego zaczęła się niepokoić. Bojąc się kompromitacji, nie była w stanie dłużej tego znieść. Na sali znajdowała się jej siostra wraz z przyjaciółmi i wielu znajomych. Nagle Niżyński zaczął tańczyć. Jego taniec jak zawsze był wspaniały, lecz jednocześnie przerażający. Wziął kilka zwojów czarnego i białego aksamitu, ułożył z nich duży krzyż i stanął u jego szczytu, rozłożywszy ręce - jakby uosabiając ukrzyżowanie. "Teraz przedstawię państwu wojnę z wszelkimi cierpieniami, zniszczeniami i śmiercią. Wojnę, której nie zapobiegliście i za którą ponosicie odpowiedzialność" - powiedział. "To było wstrząsające - napisała we wspomnieniach Romola - wydawało się, iż [poprzez swój taniec] wypełnia salę pełnym cierpienia człowieczeństwem. Czasem jego taniec przypominał scenę z "Pietruszki", gdy kukła próbowała uniknąć swego losu."[/ib2]
Właśnie, wydaje mi się, że ten taniec mógł być utworzony pod wpływem ekspresji, pod wpływem ciężkiej i przygniatającej go choroby, ale także pod wpływem cierpienia, pod wpływem jedności, którą odczuwał, z losem ofiar wojny, który jak widać głęboko go poruszał. Co jeszcze zauważyłam - czytałam inny opis tego tańca, a mianowicie z zestawienia ich ze sobą wynika, że Nasierowski w swojej książce zaprezentował "wygładzoną" wersję wydarzeń. Przede wszystkim - Niżyński nie zwrócił się do zebranych "państwo", ale bezpośrednio i jego przemowa miała bardziej agresywny charakter. Tak samo Romola podeszła do niego później jeszcze raz i poprosiła, żeby tańczył, na co on odrzekł, że nie jest maszyną i nie może tańczyć w momencie, kiedy nie jest na to gotów. Jeśli tylko znajdę ten opis mogę go także przytoczyć, różnica zapewne będzie widoczna.
I jedno jest pewne, jak napisała Kasia G. jeśli ktoś chce mieć obraz Niżyńskiego,jako genialnego tancerza unoszącego się nad ziemią, nie powinien czytać "Dziennika". Ale patrząc na to z drugiej strony - czy jego choroba umniejsza jego geniuszowi, jego tańcu, jemu samemu jako człowiekowi? Nie, na pewno nie. Wręcz przeciwnie, myślę, że powinna poruszać niezwykła szczerość, nawet jeśli katastroficzna, okrutna i wręcz przerażająca. Żeby zrozumieć Niżyńskiego zarówno jako człowieka i jako tancerza, nie można go odciąć od jego choroby. To nie powinien być moim zdaniem jakiś temat tabu, nie powinno go to umniejszać jako tancerza i człowieka, ani nikt nie powinien robić z tego zbędnej sensacji. On był po prostu człowiekiem bardzo wrażliwym i nie można bać się powiedzieć - bardzo ciężko chorym i obłąkanym, ale to stwierdzenie nie powinno wzbudzać strachu, jakichś dziwnych fobii. W takich warunkach, w jakich on żył i doświadczenia przez jakie przeszedł nie byłoby łatwo żadnemu człowiekowi znieść bez uszczerbków. Zniósł wiele, może nawet więcej, niż normalny człowiek mógłby znieść, a połączenie takich a nie innych czynników, negatywnych wpływów środowiska i genetyki tj.skłonności do zapadania na schizofrenię w jego rodzinie doprowadziło w naturalny sposób do wywołania u niego ciężkiej postaci tej choroby. Ktoś tutaj napisał, że schizofrenia to zwykła choroba niezwykłych ludzi. Nie zawsze, ale jak widać tkwi w tym wielkie ziarnko prawdy. A najlepszym przykładem tej prawdy może być właśnie Niżyński.
Reasumując - myślę, że właśnie książka może być kluczem do poznania prawdy o nim. Ale nie waham się powiedzieć - nie książka Krasowskiej czy też Nasierowskiego. Jak widać prawda tam może być mocno nagięta, uładzona. A wtedy prawda nie jest już prawdą. Jeśli natomiast chodzi o "Dziennik" - tylko tam może być cała prawda. Ja nie czytałam do tej pory ze względu na trudną dostępność tej pozycji, nie udaję też żadnej wyroczni, a jednak nabyłam jakieś pojęcie o tym wszystkim. Skąd? Po prostu znalazłam inne źródło tej prawdy o Niżyńskim. Źródło, które właśnie zainteresowało mnie jego osobą. Myślę, że ten klucz do prawdy na początek byłby najlepszym rozwiązaniem dla osób, które boją się sięgnąć po książkę, ale nie tylko. Dla tych, którzy już przeczytali, również. Spektakl grany w Teatrze im S. Jaracza w Łodzi "Niżyński". Jest to monodram, gdzie w rolę Niżyńskiego wciela się niezwykle utalentowany 28-nio letni aktor, także absolwent Szkoły Baletowej - Kamil Maćkowiak. A dowodem tego mogą być liczne nagrody, które zdobył na wielu festiwalach min. jedną z sześciu nagród, które dostał za ten spektakl jest Główna Nagroda na VI Międzynarodowym Festiwalu Monodramów Monokle w Sankt Petersburgu za najlepszą kreację aktorską w „Niżyńskim”. Monodram ten dostał również zaproszenie na Festiwal Fringe w Edynburgu, najważniejszy i największy festiwal teatralny na świecie, ale Kamil z powodu kontuzji ostatecznie nie pojechał. I w tym miejscu muszę dodać, że w "Niżyńskim" Kamil również tańczy, jako Niżyński opowiada o swoim życiu, opowiada wszystko to, co zapisane zostało w "Dzienniku". Trudno słowami opisać ten spektakl. Właściwie, żeby być zgodna z prawdą muszę powiedzieć, że jest on niesamowicie przygnębiający, bardzo depresyjny, wręcz porażający. Jeśli ktoś oczekuje bajkowej historii życia Niżyńskiego - takiej tam nie znajdzie. Ale jest to coś naprawdę niezwykłego, przeżycie, po którym nie można się otrząsnąć i nie można zostać obojętnym na tą historię. Na historię życia niezwykle wrażliwego i nieszczęśliwego człowieka. Szczerze polecam wszystkim, którzy chcieliby poznać prawdę. Coś takiego naprawdę rzadko można zobaczyć, przeżyć, zrozumieć.... Na własnej skórze. Bo Niżyński jest. On naprawdę żyje i tańczy w tym spektaklu.