tancerz/tancerka - mąż/żona

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

tak, to prawda, że nie ma łatwych recept na życie.
I też fakt, że jeżeli na starość nie ma kto zrobić herbaty to nie myśli się -nie mam siły iść do kuchni- ale dobrze mi bo zagrałam rolę taką i taką.

ja myślę, że w życiu trzeba byłoby w pewnym momencie "wejść w siebie" i porządnie się poznać: swoje prawdziwe pragnienia, cele, marzenia.
A odpowiedż można znaleźć -trzeba tylko uważnie słuchać siebie, i podpowiedzi jakie się znajduje a które wynikają z okoliczności itd.
Jeżeli tak się podejmuje decyzje a nie na oślep to się nie żałuje - mówię to z siebie z mojego doświadczenia.
Pozdrawiam . Agnieszka
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Ag111111111111111! Nie bardzo sie z Tobą zgadzam. Wybitni ludzie są tak pochłonięci tworzeniem,że nie mają ani chwili czasu ani chęci na wsłuchiwanie sie w siebie.Całe ich jestestwo to przedmiot tworzenia. Dotyczy to zarówno wybitnego inżyniera jak i tancerza. Temu pierwszemu łatwiej bo jego dzieło chcąc niechcąc łaczy się z otrzymywaniem sporych pieniędzy(ale obciążone jest ryzykiem innych osób).Prawdziwym ich celem jest doskonałość tworzonego dzieła.Gdy przychodzi starość jednym sie poprostu udaje a drugim nie ale zarowno jedni jak i drudzy podjęli to samo ryzyko.
w historii mamy mnóstwo takich przypadków. Np:Norwidowi starość się nie udała natomiast Słowacki umarł w dobrobycie.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

a ja się nie zgodze - to nie kwestia wybitnosci czy talentu ale pewnego rodzaju inteligencji i osobowosci która decyduje czy człowiek "wsłuchuje sie w siebie" czy jest refleksyjny. Myślę też ze troche innym artysta jest twórca, a innym (bez urazy) odtwórca tak jak tancerz czy aktor. Oczywiscie on tez daje wiele z siebie i jest "twórcą: ale taki Słowacki czy Bejart to twórca dzieła od poczatku, od samych podstaw, od koncepcji - zapewne bardziej refleksyjny. Co nie znaczy że wartosciuję siłę i wagę tworzenia jednych i drugich - bo jedni bez drugich nie mogli by istnieć. Wracając do tematu mąż/zona to myślę ze jednak to po prostu kwestia "tak sie zycie ułożyło" oraz kwestia priorytetów. A ze dla kogos refleksja nad samotnoscią moze przyjsc zbyt późno... doskonale mozgę sobie wyobrazić zadowolonego z zycia i otoczonego ludzmi, przyjaciółmi i znajomymi tancerza, który dopiero na emeryturze, kiedy juz nic "nie znaczy", nie bywa i nie kreuje staje sie samotny i wtedy to zauważa.... takie sceniariusze pisze życie a trudno na "zimno" myśleć - no, tak, teraz mam wielu przyjaciół, ale musze sobie poszukac zony bo jak będe stary to kto mi poda szklankę wody... (żartuję oczywosćie)
carewna
Posty: 182
Rejestracja: wt maja 23, 2006 11:34 pm

Post autor: carewna »

Brawo Kasiu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Juz od dluzszego czasu zerkam na ten watek i szczerze odrzucal mnie jakos.
Mysle ze na bycie z kims kazdy ma swoj czas i nie o to tu chodzi by chciec miec kogos, juz tu/teraz/natychmiast, bo chce , tylko to trzeba poczuc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
No to chyba na tyle
a reszta aluzji czy ktos ma czy nie ma czasu to bzdura, jak juz to nie czuje takowej potrzeby!
A to wszytko do czasu.
Trzeba poczuc ze to cos(mowie o zwiazku) ma dalej,glebiej,szerzej,wyzej...
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quote:7abc9ab111="Kasia G"]a ja się nie zgodze - to nie kwestia wybitnosci czy talentu ale pewnego rodzaju inteligencji i osobowosci która decyduje czy człowiek "wsłuchuje sie w siebie" czy jest refleksyjny. Myślę też ze troche innym artysta jest twórca, a innym (bez urazy) odtwórca tak jak tancerz czy aktor. Oczywiscie on tez daje wiele z siebie i jest "twórcą: ale taki Słowacki czy Bejart to twórca dzieła od poczatku, od samych podstaw, od koncepcji - zapewne bardziej refleksyjny. Co nie znaczy że wartosciuję siłę i wagę tworzenia jednych i drugich - bo jedni bez drugich nie mogli by istnieć. Wracając do tematu mąż/zona to myślę ze jednak to po prostu kwestia "tak sie zycie ułożyło" oraz kwestia priorytetów. A ze dla kogos refleksja nad samotnoscią moze przyjsc zbyt późno... doskonale mozgę sobie wyobrazić zadowolonego z zycia i otoczonego ludzmi, przyjaciółmi i znajomymi tancerza, który dopiero na emeryturze, kiedy juz nic "nie znaczy", nie bywa i nie kreuje staje sie samotny i wtedy to zauważa.... takie sceniariusze pisze życie a trudno na "zimno" myśleć - no, tak, teraz mam wielu przyjaciół, ale musze sobie poszukac zony bo jak będe stary to kto mi poda szklankę wody... (żartuję oczywosćie)[/quote:7abc9ab111]

Ja sie troche nie zgodze z tym 'odtworca' w przypadku tancerza, przynajmniej jesli chodzi o np. kategorie tanca wspolczesnego, gdzie wlasnie liczy sie dojrzalosc, wsluchanie sie w siebie, znajmosc siebie i swiata, osobowosc, no i kreatywnosc - bez tego nie ma tancerza wspolczesnego.
A zarowno taki rezyser czy choreograf moze byc bardzo odtworczy, kiedy np. niby sklada jakies wyrazy z alfabetu, ale na zasadzie kalek, wykorzystywania czyichs wczesniejszych rzeczy na zasadzie 'ladnie wyglada' (mimo iz to nie jest jego wlasny, 'organiczny' jezyk, itd.).
Wiec raczej do takiego podzialu bym sie przyczepila.

I odwrotnie niz Ag1111 - mysle, ze wlasnie na starosc sie mysli "nie mam sily dojsc do kuchni", a nie "och, jak to zagralam 40 lat temu!" - po prostu to, co juz osiagnelismy n ie wydaje nam sie az takie fascynujace, a doskwiera nam to, czego nam brakuje. Zwlaszcza ze sztuka bywa troche zwodnicza. Ale tez nie kazdy na to zwroci uwage, wiec tez bylanbym daleka od generalizowania. Po prostu nie ma jednego idealnego rozwiazania w przypadku osob, ktore w jakis sposob wylamuja sie z tradycyjnego (kulturowego) modelu zycia, pracy, rodziny, itd.


[color=darkred:7abc9ab111]PS. Chyba nam sie w tym temacie zrobil offtop, ale dosc ciekawy imho. Postaram sie go wydzielic, jak bede miala chwile czasu.[/color:7abc9ab111]
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Tak sobie to wszystko czytam i dochodzę do następujących wniosków:
-szukanie partnera życia tylko dlatego aby nie zostać na stare lata samotnym ma może sens ale jest czegoś pozbawione i mało kto tak robi zwłaszcza gdy jest młody.
- ci co tak czynią są z reguły ludżmi nieciekawymi i małokreatywnymi.
-o starości należy myślec z umiarem ponieważ życie jest wielką niewiadomą i wcale nie mamy pewności, że do niej dotrwamy.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Father, ale czmeu tak to interpretujesz? Nikt nie szuka partnera zyciowego mytslac tylko o starych latach, przynajmniej nikt tu z nas o tak nie pisze?? Ja np. sobie tutaj rozwazam rozne modele zycia itd., a nie wymyslam jakies zwiazki przyczynowo-skutowe, czy nie wiadomo co jeszcze, ze np. ktos z premedytacja mysli tylko o starosci itd., przeciez nie o to chodzi!
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Twoje modele są dosyć trafne i chyba opierają się na życiu. Ja nie interpretuję tylko Twoich i innych rozważań ale staram sie obserwować życie. Nie widzę sprzeczności między Twoimi rozważaniami a moimi wnioskami które są trochę może uproszczone.
Zgadzam się z Tobą,że nie można twierdzić o odtwórczej roli tańca ponieważ o tym stanowi jego interpretacja.Ty i niektóre inne Dziewczyny zamieszczacie takie obszerne i wnikliwe rozważania,że ja się w tym czasem gubię i poprostu za Wami nie nadążam.No ale to już offtop a mi sie oczy kleją.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

jasne, zostafmy na boku offtop o twórczo - odtworczej roli TANCERZA (nie tańca) bo pamietam zę był kiedyś taki watek a poza tym w moim poście pisałam raczej o jakimś większym lub mniejszym procencie tworzenia w pracy (tańcu) tancerza. - to temat na zupełnie osobną dyskusję.
Mysle ze Father trafnie podsumował to co wynikło z naszej tu dyskusji, słusnzie też zabrała głos carewna. Nie chodzi o to czy ktoś widzi swoją drogę zyciową w małzenstwie lub nie bo jest tancerzem/tancerką, albo ze ktos wybiera przedstawiciela tego zawodu. To mozę być pierwszy impuls, ale to tylko początek drogi której celem jest zwiazek. Zależy od dobrej woli, osobowości i po prostu... miłości. Jak się chce z kimś być i druga osoba też - to wiele problemów wynikajacych np. ze specyfiki zawodu mozna pokonac o ile jak już tu stwoerdziliśmy sie je rozumie ;) (wiem, jestem niepoprawną optymistką)
carewna
Posty: 182
Rejestracja: wt maja 23, 2006 11:34 pm

Post autor: carewna »

Kasiu nie o to chodzi ze jestes niepoprawna optymistka, a moze (bo ja tez taka jestem i dla tego tak Cie rozumiem), nie chodzi tez o to ze poki tancerz/tancerka udziela sie czynnie na scenie to nie ma czasu na zwiazek. Ma!-Ma, czas zawsze mozna znalezc/zorganizowac (jezeli sie chce). Tylko zwiazek, to cos takiego gdzie nie mozna/nie ma sensu robic cos na sile. Mozna swietnie laczyc taniec i bycie w zwiazku pod jednym malym warunkiem-jezeli trafi sie osoba odpowiednia, w ten czas mozna nawet gory przewracac i nie tylko :wink:
Tak naprawde to chyba wszytko zalezy od tego kto ma jakie wymagania/oczekiwania i na ile sa realne, wtedy napewno predzej czy pozniej znajdzie sie i swa druga polowe.
Znam takie pary gdzie widuja sie rzadko (z racji tego co czynia zawodowo) i tak sa szczesliwi nawet jezeli maja dla siebie tylko pare dni w miesiacu. I znam tez takich co zyja ze soba lecz calkiem obok...
Zapedzilam sie cos w swych wywodach ufff..............
ODPOWIEDZ