Jak was postrzegają ludzie nietańczący :)) ??
-
drCoppelius
- Posty: 559
- Rejestracja: pt lut 25, 2005 9:02 pm
Ja też spotkałam się z różnymi zdaniami na ten temat, ale zazwyczaj wywiązuje sie to z jednego - ludzie dziwią się, że ktoś potrafi poświęcić swojej pasji (nie chodzi tylko o balet) całe życie, podczas gdy wszyscy bawią się w jakiś klubach - pracować ciężko na sali, czy też rezygować z ferii czy wakacji i przesiadywać całymi dniami na treningach, pokonywac ból, różne słabości, mimo młodego wieku. Więc myśle że ludzi bardziej fascynuje/zadziwia to niż to ze umiemy podnieść wysoko noge czy zrobić 3 piruety w pointach...
fascynuje? niektórych tak (np. niektórych nauczycieli w-fu, którzy lubią taniec, albo od sztuki /plastyki, muzyki/).
szybciej można się spotkać ze zdziwieniem ["chce ci się tak męczyć?"] i z zazdrością ["rozciągnęła się do szpagatu i szpanuje" albo "wszędzie musi rozwieszać swoje prace"] niż zadziwianiem w pozytywnym tego słowa znaczeniu... :roll:
szybciej można się spotkać ze zdziwieniem ["chce ci się tak męczyć?"] i z zazdrością ["rozciągnęła się do szpagatu i szpanuje" albo "wszędzie musi rozwieszać swoje prace"] niż zadziwianiem w pozytywnym tego słowa znaczeniu... :roll:
-
drCoppelius
- Posty: 559
- Rejestracja: pt lut 25, 2005 9:02 pm
tak, ale to też wszystko wiąże się z zazdrością, nie wszyscy ludzie mają na tyle silną psychikę by tańczyć czy trenować coś, myśle że prawie wszyscy ludzie chcieli by miec jakąś pasje z którą mogli by związać się na całe życie, kochać to co robią tak bardzo, by sie poświęcać, rezygnować z przyjemności na koszt treningów. A z tą fascynacją chodziło mi głównie o ludzi dojrzałych, którzy juz potrafią dostrzeć najważniejsze wartości w życiu i tych którzy więdzą ile na prawde jest warta praca w zawodzie, który sie kocha... U mnie w rodzinie np dużo jej członków uwaza że jestem głupia i że to wszystko mi nic nie da, ale wynika to z jakiś nie spełnionych ambicji w młodości....
A ja się raczej nie spotkałam z czymś takim jak zazdrość w złym tego słowa znaczeniu, czy wielkie zdziwienie. Może to dlatego, że chodzę do szkoły sportowej, gdzie każdy ma jakąś swoją pasję, mimo iż niektórzy nie do końca ją lubią.
A jeśli już ktoś był zazdrosny, to mówił mi wprost, że też chciałby tańczyć, mieć jakąś pasję, coś dodatkowego.
A tak to może po prostu mam szczęście, że spotykam się z ludźmi, którzy mnie właśnie podziwiają, mimo że nie mówią tego w oczy ("podziwiam cię, że też ci się chce itd"), a np teraz gdy byłam na kolonii i miałam wielką ochotę się porozciągać, to np stojąc przy łóżku podniosłam sobie nogę do tyłu na 180* i współlokatorki wystrzeszczyły z deczka gałki, a reakcja była mniej więcej taka " .... niee no, przecież kazdy tak umie >wstaje< drobnostka >probuje podniesc koslawa noge< i smieje sie i na wszystkie sposoby usiluje ja wyrzucic do gory").
Często chce mi się tylko śmiać z osób, które próbują powiedzieć jaknajwięcej o balecie, a nic nie wiedzą :P Np te koleżanki z kolonii zadawały pytania typu "i chodzisz w różowej sukience i różowych baletkach?", czy też widząc na ulicy panią z butami ze sznurkami zawiązanymi po kolana odzywały się do mnie "patrz, baletnica".
:lol:
A jeśli już ktoś był zazdrosny, to mówił mi wprost, że też chciałby tańczyć, mieć jakąś pasję, coś dodatkowego.
A tak to może po prostu mam szczęście, że spotykam się z ludźmi, którzy mnie właśnie podziwiają, mimo że nie mówią tego w oczy ("podziwiam cię, że też ci się chce itd"), a np teraz gdy byłam na kolonii i miałam wielką ochotę się porozciągać, to np stojąc przy łóżku podniosłam sobie nogę do tyłu na 180* i współlokatorki wystrzeszczyły z deczka gałki, a reakcja była mniej więcej taka " .... niee no, przecież kazdy tak umie >wstaje< drobnostka >probuje podniesc koslawa noge< i smieje sie i na wszystkie sposoby usiluje ja wyrzucic do gory").
Często chce mi się tylko śmiać z osób, które próbują powiedzieć jaknajwięcej o balecie, a nic nie wiedzą :P Np te koleżanki z kolonii zadawały pytania typu "i chodzisz w różowej sukience i różowych baletkach?", czy też widząc na ulicy panią z butami ze sznurkami zawiązanymi po kolana odzywały się do mnie "patrz, baletnica".
:lol:
ta szkoła jest ogólnia sportowa(mnóstwo nagród w tej dziedzinie), ale zawsze jest klasa ogólna i sportowa(a i b), a ja chodzę do mieszanej ;) Bo jest tylko jedna klasa... teraz już trzecia ;)
EDIT: i są grubsi i chudsi(patrząc chociażby na mnie xD)
cherlaki i sportowcy
biedni i bogaci
glupole i mozgi
itd
;)
EDIT: i są grubsi i chudsi(patrząc chociażby na mnie xD)
cherlaki i sportowcy
biedni i bogaci
glupole i mozgi
itd
;)
-
makova_panienka
- Posty: 1073
- Rejestracja: śr cze 29, 2005 7:20 pm
czy wasi nietańczący znajomi nie odczuwają czasami waszej miłości do baletu jako swego rodzaju fanatyzm? nie uważają że z wami to już się o niczym nie da pogadać niż tylko o balecie? nie złoszczą się że zamiast na umówione spotkanie biegniecie na próbę i nigdy nie macie dla nich czasu?
mnie samej nie tak dawno przykra sytuacja z tego powodu dała wiele do myślenia (musiałam rozstać się z chłopakiem), a jak jest u was? czy wyznajecie zasadę "chcesz mnie polubic - polub najpierw moją pasję!"?
mnie samej nie tak dawno przykra sytuacja z tego powodu dała wiele do myślenia (musiałam rozstać się z chłopakiem), a jak jest u was? czy wyznajecie zasadę "chcesz mnie polubic - polub najpierw moją pasję!"?
Ja staram się odzielać moją miłość do tańca, od codzienności. Moich znajomych nietańczących próbuje nie zanudzać opowieściami o próbach. Oczywiście czasami wywiąże się rozmowa na ten temat, ale zazwyczaj nie wynika z mojej strony. Jeśli ktoś okazuje zainteresowanie moją pasją to jest mi niezmiernie miło z tego powodu, ale jeśli nie szanuje to.
Ze spotkaniami raczej nie mam takiego problemu, bo większość moich znajomych ma swoje "zajęcia pozalekcyjne" więc każdy z nas cierpi na ciągły brak czasu ;)
Ze spotkaniami raczej nie mam takiego problemu, bo większość moich znajomych ma swoje "zajęcia pozalekcyjne" więc każdy z nas cierpi na ciągły brak czasu ;)
Wiesz, zdarzało się u mnie tak, że nia miałam czasu żeby się z kimś spotkać dlatego, iż musiałam lecieć na próbę/ lekcje. Mało to, nieraz opuszczałam lekcje w szkole dlatego że musiałam jechać na balet. Niekórzy znajomi to rozumieli oczywiście, a niektórzy trochę marudzili. No, a nauczycielom to już zupełnie nie pasowało- dawali mi przez to gorsze stopnie, noi dlatego moje świadectwo na koniec roku nie jest wzorowe. Niestety nie jestem lubianą uczennicą przez nauczycieli, z tego powodu, że poprostu nie mogą zrozumiec mojej pasji. Nie rozumieją tego, że dla baletu trzeba trochę poświęcić.
Co do rozmów o balecie, to powiem tak: nie potrafię znaleźć wspólnego języka z moimi rówieśnikami np. w szkole. Jako że nie tolerują mojej pasji, to i nie tolerują mnie. Inaczej jest oczywiście z tymi osobami, które mają cos wspólego z baletem czy tańcem.
Niektórzy poprostu uważają mnie za nienormalną osobe. Miałam z tego powodu już wiele przykrości, poprostu nikt nie może mnie zrozumieć. Myślę, że to też troche wynika z ich zazdrości (pewnie podświadomej) że mam swoją pasję, cel do którego dążę i trwam w tym.
Dlatego najlepiej dogaduję się ze starszymi ode mnie osobami, które są w stanie mnie trochę zrozumieć.
Czasami zdarza mi się za dużo mówić o balecie, ale tylko gdy rozmawiam z koleżankami ze szkoły baletowej. W sumie pilnuję się sama, noi potrafie też porozmawiać na inne tematy. Choć wiadomo, najchętniej najwięcej czasu poświęcałabym na rozmowę o tematach baletowych:)
Ale napewno nie wyznaję zasady- "Chcesz mnie polubić-polub najpierw moją pasje". Nie wymagam od ludzi tego, ażeby polubili balet , zaczeli się nim interesować... Przecież nie będę komuś wmawiać na siłę, że balet jest piękny. Jeśli tak nie uważa, to jego sprawa.
Ja chcę tylko, żeby zaakceptowali to co robię, bo wtedy zaakceptują mnie.
Co do rozmów o balecie, to powiem tak: nie potrafię znaleźć wspólnego języka z moimi rówieśnikami np. w szkole. Jako że nie tolerują mojej pasji, to i nie tolerują mnie. Inaczej jest oczywiście z tymi osobami, które mają cos wspólego z baletem czy tańcem.
Niektórzy poprostu uważają mnie za nienormalną osobe. Miałam z tego powodu już wiele przykrości, poprostu nikt nie może mnie zrozumieć. Myślę, że to też troche wynika z ich zazdrości (pewnie podświadomej) że mam swoją pasję, cel do którego dążę i trwam w tym.
Dlatego najlepiej dogaduję się ze starszymi ode mnie osobami, które są w stanie mnie trochę zrozumieć.
Czasami zdarza mi się za dużo mówić o balecie, ale tylko gdy rozmawiam z koleżankami ze szkoły baletowej. W sumie pilnuję się sama, noi potrafie też porozmawiać na inne tematy. Choć wiadomo, najchętniej najwięcej czasu poświęcałabym na rozmowę o tematach baletowych:)
Ale napewno nie wyznaję zasady- "Chcesz mnie polubić-polub najpierw moją pasje". Nie wymagam od ludzi tego, ażeby polubili balet , zaczeli się nim interesować... Przecież nie będę komuś wmawiać na siłę, że balet jest piękny. Jeśli tak nie uważa, to jego sprawa.
Ja chcę tylko, żeby zaakceptowali to co robię, bo wtedy zaakceptują mnie.
[quote:fa51eb751f="Bajaderka"] Mało to, nieraz opuszczałam lekcje w szkole dlatego że musiałam jechać na balet. Niekórzy znajomi to rozumieli oczywiście, a niektórzy trochę marudzili. No, a nauczycielom to już zupełnie nie pasowało- dawali mi przez to gorsze stopnie, noi dlatego moje świadectwo na koniec roku nie jest wzorowe. Niestety nie jestem lubianą uczennicą przez nauczycieli, z tego powodu, że poprostu nie mogą zrozumiec mojej pasji. Nie rozumieją tego, że dla baletu trzeba trochę poświęcić.
[/quote:fa51eb751f]
ja się musiałam przez pół roku zwalniać z połowy lekcji języka polskiego w piątki (wcześniej przez pół roku z połowy GDDW w piątki) i leciałam na zajęcia... na szczęście- mój wychowawca zna moją panią od baletu, a pani od polskiego ma swoją córkę w tej samej grupie w zespole co ja, więc tak jakoś uczknęło się po "znajomości"... z kolei raz wparadowałam w połowie biologiim spóźniałam się na lekcje, wychodziłam wcześniej... ale nauczyciele nie mieli o to pretensji- za każdym razem zwolnienie albo od mamy, albo zespoowe i git. czasami tylko ja narzekałam, bo było mi szkoda, musiałam nadrabiać mnóstwo lekcji... ale czego się nie robi dla baletu? :wink: z kolei balet wręcz pomaga- na wf'ie "zaszpanowałam" nauczycielowi, jak podczas lekcji, gdy się rozciągałyśmy bez oporów schyliłam się do kolan, czy wszystkie ćwiczenia były dla mnie łatwizną (a ćwiczenia były...eee... żałosne wręcz... chyba każdy na forum by potrafił je wykonać!). a co do koleżanek... i tak nie mam zwyczaju się spotykać na pogaduchach, a moje przyjaciółki rozumieją,, że czasami mam napad gadaniny i im cały koncert opowiem... wręcz wymuszały, żebym im pokazała sukienki, gdy byłam zmuszana przynieść je do szkoły (po lekcjach biegłam na zajęcia, a musiałam mieć sukienkę). tak samo z pointami- jednogłośnie zachwyciły się nimi :D[/img]
[/quote:fa51eb751f]
ja się musiałam przez pół roku zwalniać z połowy lekcji języka polskiego w piątki (wcześniej przez pół roku z połowy GDDW w piątki) i leciałam na zajęcia... na szczęście- mój wychowawca zna moją panią od baletu, a pani od polskiego ma swoją córkę w tej samej grupie w zespole co ja, więc tak jakoś uczknęło się po "znajomości"... z kolei raz wparadowałam w połowie biologiim spóźniałam się na lekcje, wychodziłam wcześniej... ale nauczyciele nie mieli o to pretensji- za każdym razem zwolnienie albo od mamy, albo zespoowe i git. czasami tylko ja narzekałam, bo było mi szkoda, musiałam nadrabiać mnóstwo lekcji... ale czego się nie robi dla baletu? :wink: z kolei balet wręcz pomaga- na wf'ie "zaszpanowałam" nauczycielowi, jak podczas lekcji, gdy się rozciągałyśmy bez oporów schyliłam się do kolan, czy wszystkie ćwiczenia były dla mnie łatwizną (a ćwiczenia były...eee... żałosne wręcz... chyba każdy na forum by potrafił je wykonać!). a co do koleżanek... i tak nie mam zwyczaju się spotykać na pogaduchach, a moje przyjaciółki rozumieją,, że czasami mam napad gadaniny i im cały koncert opowiem... wręcz wymuszały, żebym im pokazała sukienki, gdy byłam zmuszana przynieść je do szkoły (po lekcjach biegłam na zajęcia, a musiałam mieć sukienkę). tak samo z pointami- jednogłośnie zachwyciły się nimi :D[/img]