www.balet.pl Strona Główna www.balet.pl
forum miłośników tańca

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Boris Ejfman (Rosyjski Hamlet i inne jego balety)
Autor Wiadomość
M. 
Koryfej


Wiek: 33
Posty: 737
Skąd: znad morza :)
Wysłany: Sob Wrz 20, 2008 2:03 am   

Słuchajcie, nie mogę się doszukać w sieci żadnych informacji o czwartkowym carewiczu Iljii Osipovie. Właściwie interesuje mnie tylko tyle ile jest w programie nt pozostałych solistów Ejfmana - ile ma lat, kiedy i którą szkołę skończył, od kiedy tańczy u Ejfmana i czy tańczył gdzieś wcześniej (pewnie nie bo wygląda na młodziutką "bestię" :wink: ). Z góry dzięki za wszelkie info.
_________________
"Kochamy wciąż za mało i stale za późno..."
J. Twardowski
 
 
     
milton 
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
uczeń-ekstern w osb
Wiek: 30
Posty: 408
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Wrz 20, 2008 10:33 am   

A milton znalazł więc już odpisuje.

Ilja Osipow urodził się w Sierdobskie (Pielzienskaja oblast). W 2004 roku ukończył Akadamię Waganowej (ma więc teraz 22 lata). Od razu po ukończeniu szkoły dołączył do zespołu Ejfmana. Role: Syn (Requiem), Książe, Młodzieniec, Joker (Czajkowski), Alieksiej (Karamazow), Następca tronu (Rosyjski Hamlet).

A tu link do informacji o nim z oficjalnej strony zespołu

http://www.eifmanballet.ru/osipov.htm
_________________
Bycie TANCERZEM nie jest kwestią posiadanych w danej chwili umiejętności, lecz STANEM UMYSŁU i gotowości poświęcenia życia dla tańca.....
 
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 41
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Wrz 22, 2008 10:22 am   

No to teraz może parę słów ode mnie. Czterodniowy maraton z Ejfmanem był jednym z przyjemniejszych okresów w tym roku. Mam swoją hierarchię „lubienia” prezentowanych w Warszawie spektakli, ale jakos przy tej okazji wszystkie podobały mi się jednakowo, mogłabym co najwyzej zastanawiać się który wywołał więcej wzruszeń, bo wiązał się z konkretnymi wspomnieniami, ale wykonanie i przyjęcie wszystkich bylo jednakowe. Każdy spektakl mial jedną nieco slabszą osobę w obsadzie, ale przy TAKIM poziomie tańczenia, jaki prezentują wszyscy solisci z Petersburga grzechem byloby zbyt dlugo na te „nieco gorsze” występy narzekać. Bardzo pieknie zaprezentowali się solisci młodego pokolenia, z wolna zastępujący stare gwiazdy zespołu, szczególnie podobali mi się Oleg Gabyszew i Sergiej Wołobujew. Już dawniej rozpoznane talenty Dimitrija Fiszera a zwłaszcza Aleksieja Turko i tym razem potwierdziły swoją klase i sprawiły widzom wiele przyjemności: Fiszer jako Alosza w Braciach Karamazow, Turko jako faworyt (Rosyjski Hamlet) i czekista (Czerwona Giselle). Z pań podobały mi się Anastasija Sitnikowa (Bracia Karamazow) i Natalia Poworozniuk (Rosyjski Hamlet). Zresztą – atmosfera byla tak naelektryzowana że wszystkie spektakle zostały przyjęte owacyjnie, owacją na stojąco i okrzykami pod adresem wyróżniających się solistów. Gala jubileuszowa to temat odrebny – fragmety które Ejfman wybral na ten wieczór układaly sie w pewien sposob w portret artysty – od walki choreografa z materią w solo z Mewy, przez taniec żydowski z Who is who, dramatyczne duety z Rosyjskiego Hamleta i innych spektakli po wesoły a jednoczesnie smutny taniec hiszpański zespolu i szalonego Don Kichota. W drugiej części był Ejfman bardziej awangardowy, współczesny, mimo ze niektóre z zaprezentowanych choreografii powstały bardzo dawno temu, jak „Dwugłos” do muzyki Pink Floyd. Na zakończenie zobaczyliśmy obszerne fragmenty Mojej Jerozolimy – choreografii obrazującej wymarzone przez Ejfmana współistnienie 3 religii w Ziemi Świętej. Po ukłonach zespolu przyszedł czas na smaczek wieczoru - ucztę u Don Juana z Don Juana i Moliera, gdzie na miejscu Uwodziciela zasiadł sam Ejfman a tancerki z zespołu brawurowo zagrały siedzace przy stole i obżerające się pięknisie. Zawsze ta scena byla prześmieszna, ale z Mistrzem w roli Don Juana była doslownie „boki zrywać”
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
Torin 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
miłośnik baletu :)
Wiek: 51
Posty: 1577
Skąd: ja się tu wziąłem ??
Wysłany: Pon Wrz 22, 2008 11:19 am   

Czy ja już wspominałem, że mnię szlag trafia iż nie byłem ?? ;)

Torin
_________________
Statler - Świetny jest ten spektakl. Leczy moje dolegliwości.
Waldorf - A co ci dolega ?
Statler - Bezsenność !!!
 
 
     
Nikiya 
Nowicjusz


Związek z tańcem:
uczeń/miłośnik
Posty: 26
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Wrz 22, 2008 2:18 pm   

Nie wiecie przypadkiem, czy spektakle Ejfmana można gdzieś kupić na DVD? Na stronie zespołu nie ma informacji na ten temat, Google też milczą, a chętnie dołączyłabym kilka tytułów do mojego zbioru.
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 41
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Wrz 22, 2008 2:44 pm   

nie mozna - zostay jedynie wyemitowane przez naszą (i pewnie nie tylko naszą TV) jak ktoś mial szczeście to sobie nagrał. Były w TVP Czajkowski, Don Kichot, Rosyjski Hamlet, Bracia Karamazow i Czerwona Giselle
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
M. 
Koryfej


Wiek: 33
Posty: 737
Skąd: znad morza :)
Wysłany: Pon Wrz 22, 2008 3:10 pm   

A jaki mnie szlag trafił gdy będąc na miejscu pokręciłam godziny przez co zobaczyłam jedynie połowę Braci Karamazow...ale być może uda się to wszystko naprawić...zamiast o wrażeniach z 4-ech ostatnich dni (chociaż o nich też planuje napisać jak tylko znajdę chwilę) napiszę Wam o trzech telefonicznych rozmowach jakie dziś mi się zdarzyły...

To, że M. często wychodząc z Teatru ma wariackie pomysły na baletowe podróże zaczęło już być normalne. Zazwyczaj jednak, po przespanej nocy przypomina sobie jednak o tym, że musi wrócić do normalnego życia i godzi się z tym, że nie zawsze można kierować się jedynie spontanicznymi impulsami i z uśmiechem na twarzy daje zwyciężyć racjonalnemu myśleniu.

Poniedziałkowy poranek, po czterech dniach z Ejfmanem:
- Sanocki Dom Kultury, słucham...
- Dzień dobry, czy są jeszcze bilety na piątek?
- Niestety już dawno wszystkie zostały wyprzedane...
- I pewnie nie było żadnych zwrotów?
- Niestety nie...
- To wielka szkoda. Do widzenia :sad:

15 minut później...telefon pod ten sam numer:
- Wie Pani, bo może gdyby jednak jakimś cudem zwolniło się jakieś miejsce na widowni mogłabym Panią poprosić o zarezerwowanie tego biletu i nie sprzedawanie go nikomu...
- Dobrze, natomiast nie sądzę... nie mogę nic obiecać.

Pora obiadowa, tym razem to M. odbiera telefon:
- Mam jeden wolny bilet...

No to wygląda na to, że JADĘ!!! :) :) :) Trzymajcie kciuki aby się udało, bo na razie sama w możliwość realizacji pomysłu nie mogę uwierzyć...

A teraz migiem do biblioteki - co by obejrzeć dzieło w końcu jak należy :)

Rany, no trzymajcie kciuki, bo nie wierze...ale muszę tam być!
_________________
"Kochamy wciąż za mało i stale za późno..."
J. Twardowski
 
 
     
milton 
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
uczeń-ekstern w osb
Wiek: 30
Posty: 408
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 12:22 pm   

A miltonu do Poznania jedzie za godzinę pociąg;D Gala w sumie....ale na taką galę warto. Oczywiście w warszawie byłem na wszystkich 5 spektaklach. Ale to uzależnia i ciąglę mało. może po powrocie z poznania opiszę szczegółowo wrażenia, bo to czas wielkich, wręcz wstrząsających emocji dla miltona. Powiem tylko tyle że mam od tamtego festiwalu idola absolutnego i wzór do naśladowania pod każdym względem......mówię o Gabyszewie. A resztę napiszę jak pozbieram emocje....
_________________
Bycie TANCERZEM nie jest kwestią posiadanych w danej chwili umiejętności, lecz STANEM UMYSŁU i gotowości poświęcenia życia dla tańca.....
 
 
     
M. 
Koryfej


Wiek: 33
Posty: 737
Skąd: znad morza :)
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 10:45 pm   

Ja też muszę "troszkę" napisać. Zacznę od tego, że Teatr Wielki podczas Festiwalu Ejfmanowskiego jest zupełnie inny niż na codzień (heh - powiedziała M. jedynie po kilku tygodniach przebywania w Wwie ;) - ale cośtam już sobie zaobserwować zdążyłam :) ). Z jednej strony Borys Ejfman nie ukrywa w publicznych wypowiedziach swojej sympatii do tego miasta a z drugiej warszawska publiczność z sercem na ramieniu wyczekuje każdej jego wizyty.

Aż 4 dni pod rząd, każdy z innym przedstawieniem i innymi, wielkimi emocjami to było prawdziwe święto dla baletomanów. Zgadza się, że każdego dnia Ejfman był przyjmowany przez publiczność z wielkim entuzjazmem i że trudno jest roztrzygać, które przedstawienie najpiękniejsze. Czwartkowy "Hamlet" to przede wszystkim radość z tego, że Festiwal się już rozpoczął, zdawało się, że wszystkie oklaski mówiły "jak dobrze Was tu widzieć". Już od pierwszych taktów muzyki wiadomo było, że będzie naprawdę pięknie i że nie obejdzie się bez wzruszeń. Dla mnie (i z tego co czytam i słuchałam po przedstawieniu - nie jestem w tej opinii sama) momentem najbardziej poruszającym był fragment do Sonaty Księżycowej. Chociaż rzeczywiście tak samo jak chodzi o wybór najpiękniejszego przedstawienia również z wyborem najpiękniejszych scen sprawa wydaje się strasznie trudna. Miałam wrażenie, że Ejfman podczas przedstawienia umiejętnie owinął sobie mnie i publiczność wokół palca. Po pierwsze już od samego początku trudno jest przestać myśleć "o rany jacy oni piękni", a po drugie nie wiem jak choreograf to robi, że tak umiejętnie może sprawić, że w jednej chwili zapominamy kompletnie o wszystkim i jesteśmy gotowi wraz ze zmieniającymi się co chwila pięknymi obrazami i światłem, no i oczywiście odpowiednio dobraną muzyką na zmianę śmiać się i płakać zgodnie z nastrojem zmieniających się kolejno scen. Już teraz, po tygodniu chciałabym wrócić nie tylko do Hamleta ale do wszystkich tych przedstawień i odtwarzać sobie w pamięci po kolei każdą minutę festiwalu. Okazuje się, że gdy w grę wchodzi tak intensywne obcowanie z tańcem, pamięć okazuję się niestety strasznie zawodna - już teraz mam wrażenie, że zdecydowanie zbyt mało pamiętam, zwłaszcza, że chciałabym wspominać każdą chwilę... ale pamiętam, że w Hamlecie, podczas pierwszego aktu oba główne duety (Abaszowa-Ananian i Osipow-Poworożniuk) podobały mi się tak samo, natomiast po drugim akcie wiem, że największą moją sympatię wzbudziła trójka tancerzy. Właśnie Abaszowa jako zimna Caryca, Osipow świetnie pasujący urodą młodego chłopca do roli carewicza, no i oczywiście Duch Wołobujew.

Właściwie to dziwna sprawa, bo choć całego Hamleta oglądałam poruszona, to z chwilą przekroczenia drzwi Teatru od razu zaczęłam myśleć o czymś innym. Potem nawet przez moment byłam zła na Ejfmana, bo pomyślałam sobie, że facet trochę nas oszukuje - "narkotyzuje" nas pięknym efektem pracy całego zespołu przez co siedzimy na widowni wryci w fotele raz to zapłakani raz zauroczeni, ale dlaczego kurna cały czar pryska od razu po opuszczeniu kurtyny?? Dlaczego nie pozostaje nic w środku? Nie chce się tańczyć w drodze do tramwaju, przesłuchać jeszcze raz niektórych utworów? Czegoś doczytać?? ... No ale dzięki temu mogłam spokojnie zacząć się przygotowywać do dnia następnego i "Czerwonej Giselle". Tym razem okazało się, że dostałam w nadmiarze to czego zdawało się, że brakowało mi w Hamlecie. Po obejrzeniu Giselle wracałam do siebie przez dwa kolejne dni. Ale napiszę od początku. Giselle jest wyjątkowa ze względu na to, że dotyka ważnego, trudnego tematu/tematów - Olgi Spiesiwcewej, jej choroby psychicznej no rewolucji październikowej. Przy okazji tego baletu udało mi się o dziwo trafić na ładną recenzję, która mi się spodobała (http://www.teatry.art.pl/!inne/balet/teatrba.htm) - rzeczywiście tak jak napisał Krzysztof Górski to przedstawienie jest bardzo subtelne-a to akurat bardzo sobie cenię. Dotyczy to nie tylko sposobu pokazania choroby psychicznej ale (tu byłam nawet zaskoczona, że można aż tak czytelnie, ale nie tendencyjnie i nawet nie krwawo) również zmian politycznych w Rosji - wystarczyło powiesić czerwoną płachtę w "Maryjce"... Z resztą tutaj wszystko co działo się na scenie wydawało mi się przez cały czas bardzo zrozumiałe i czytelne - chciałam już napisać proste w odbiorze, ale te emocje wcale takie nie były. Znów trudno mówić o najbardziej wyjątkowych scenach i tancerzach, bo Giselle wprowadzając nas właśnie w tak poruszający i trudny świat przeżyć tancerki jest wyjątkowym baletem. Do tej pory zdawało mi się, że o ile taniec zachwyca i oczywiście na różne sposoby porusza to jednak nie da się nim wywołać aż takiej głębokiej reakcji jak w teatrze, kinie czy po lekturze... a jednak. Zostawiając już to, jak długo pozostał i pozostanie we mnie ten temat, wrócę do konkretów. Najlepiej zapamiętałam sceny wtargnięcia czekistów do teatru - ze względu na ich kontrast z ujarzmianymi tancerkami w białych paczkach, oraz cudnie pokazany wyjazd i powrót(?) bohaterki do Rosji. Niesamowite wrażenie też zrobiły na mnie fragmenty oryginalnej Giselle. I tutaj, kij z tym, że chciałoby się oglądać ten balet w takiej obsadzie (choć oczywiście to naprawdę piękna wizja :) ), mam troszkę wrażenie, że tą sceną Ejfman dokonał maleńkiego cudu - naprawdę można się było przenieść w świat tancerki i poczuć się jakby to ona rzeczywiście była na scenie i tańczyła swoją ulubioną rolę. No i tutaj myślę też, że prosty zabieg z muzyką jest genialny (chociaż bez wykształcenia muzycznego, trochę trudno jest mi opisać co mam na myśli). Chodzi mi o to, że zmieniona muzyka i jedynie takie drobne wstawki przypominają nam o tym, że nie oglądamy fragmentu klasycznego przedstawienia, a właśnie naszą bohaterkę, niby podczas tańca jest wszystko ok, ale dzięki tym króciutkim "zaburzeniom" w tym co słyszymy wiemy, że nie wszystko jest w porządku. Taki prościutki zabieg a efekt wspaniały. Przy okazji Giselle, wywiązała się też ciekawa dyskusja nt. charlestonów - jestem ciekawa czy uważacie, że są kiczowate dlatego, że są zbyt radosne i frywolne na tle całej pozostałej treści przedstawienia? Moim zdaniem są tam potrzebne, choc wcale nie budzą mojej radości - pomimo tego, że scena trwa dość długo, nie jest ona w stanie wyciągnąć mnie z całej "deprechy" spowodowanej przedstawieniem. Dzięki nim możemy zobaczyć znów kontrast - tym razem pomiędzy światem wewnętrznym bohaterki a tym co działo się w tym samym czasie w Paryżu, i idąc być może nawet trochę zbyt daleko pomiędzy owym frywolnym i rozbawionym w tamtym czasie zachodem a bolszewicką Rosją. Chyba nie dałabym tej sceny wyciąć z dzieła Ejfmana ;) . Acha, jeszcze o tancerzach. Oczywiście podobal mi się Markow jako pedagog, najlepiej zapamiętałam Czekistę-Turko, no i choć wiem, że zdania na ten temat są podzielone w mojej opinii Nina Żmijewiec bardzo dobrze pasowała do roli Spiesiwcewej. Na pewno w tej roli, nie wiem czy tylko z powodu koloru włosów, czy być może czegoś jeszcze w roli Giselle zdecydowanie lepiej mi się ją oglądało niż Anastasię Sitnikową. Ta druga zdecydowanie przypadła mi do gustu dopiero w Braciach.

No właśnie Bracia Karamazow - niech będzie nie pokolei. Z nimi miałam największe zamieszanie, ale dzięki temu moje spotkanie z tym baletem okazało się najdłuższe :) . Najpierw, gdy szykując się spokojnie na przedstawienie gdzieś pomiędzy suszarką a make-upem odkryłam, że jestem spóźnona pomyślałam zdenerwowana, że już wogle nie mam po co iść do Teatru. Gdy jednak zdałam sobie sprawę z tego, że nawet jeśli uda się obejrzeć balet gdzieś indziej, być może kiedyś w przyszłości, to już nigdzie indziej nie będzie to to samo co pożegnanie Ejfmana po 4-ech dniach tak intensywnych wrażeń. W Wwie podczas tych dni panuje naprawdę niesamowita atmosfera, i nawet gdybym miała nie zdążyć na przerwę, byłam gotowa wbić się szturmem do Teatru jedynie dla pożegnalnych oklasków - na szczęście z tej ewentualności nie musiałam korzystać i razem z dużą częścią spóźnialskich widzów, spokojnie obejrzałam drugą połowę. Jako, że zdecydowanie takim byle jakim i wyrwanym z kontekstu dotknięciem przedstawienia święto zakończone być nie mogło musiałam dopełnić festiwal podróżą za zespołem. W Sanoku było ładnie, miło i tym razem spokojnie. Bardzo dobrze oglądało się tam przedstawienie i właściwie wszyscy tancerze równo mi się podobali. Obsada w programie była niezbyt dokładnie opisana więc z tym kogo dokładnie widzę na scenie musiałam radzić sobie dość intuicyjnie. Bez problemu rozpoznałam obsadzonych w głównych rolach tak samo jak w Wwie Dmitrija Fiszera w roli Aloszy i Sitnikową w roli Katarzyny - już tutaj widać, że ogólnie po tylu wrażeniach i po dodatkowych, kulminacyjnych nie związanych już z Ejmfanem środowych emocjach tym razem już "zwyczajniej" oglądałam balet, znów działał mój rozum i uwaga, także elegancko mogłam się przyglądać temu jaką mięciutką pointe ma Sitnikowa ;) . Obsada z tego jak porównuje moje typy z programem z Wwy była taka sama. Mam jedynie wątpliwości co do jednego tancerza, ale to jak nie uda mi się sprawdzić samej to jeszcze się Was dopytam na forum lub w realu ;) . Zastanawia mnie tylko jedno. Drugi akt powstał zainspirowany notatkami i pamiętnikami Dostojewskiego, który planował, że dopiero druga część Braci, traktująca głównie o Aloszy będzie najważniejsza. Czy owe cuda były gdzieś publikowane po polsku? Właściwie to pytanie na odległą przyszłość, bo M. niemądrze Braci zaczęła czytać dopiero w podróży za Ejfmanem ;) i jest jeszcze daleko w polu... ale jestem ciekawa :)

Po całym przedłużonym (nie tylko w moim przypadku ;) ) Festiwalu, tak sobie myślę, że choć można znaleźć kilka tekstów (no a w tym oczywiście wprowadzający tekst Kasi na pierwszej stronie programu) traktujących ogólnie o twórczości choregrafa to mam wrażenie, że nie do końca można (lub być może nie jest to proste) tak całościowo o jego dziełach pisać. Tutaj oczywiście to nie jest żaden zarzut, bo w żadnym wypadku nie znalazłam tam niczego z czym mogłabym polemizować. Oczywiście wszystko się zgadza - charakterystyczny styl, stop-klatki, akrobatyczne lub czasem podobne w niektórych przedstawieniach rozwiązania ("potwora" z Mewy widziałam chyba też w "Hamlecie", a potem np. - no właśnie zapomniałam napisać o przecudnej scenie, w której śmierć bardzo chłodno i seksualnie zabiera carycę do swojego świata, ta scena zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i no właśnie podobne rozwiązanie można było zobaczyć już chyba następnego dnia) dużo można by powtarzać, że wszystko się zgadza, ale po co? Mam natomiast takie wrażenie, że choć ten styl, poruszane przez Ejmana tematy, rosyjska dusza, trójkąty miłosne wciąż przewijają się przez przedstawienia - to zwłaszcza gdy dochodzą do tego wrażenia z gali - każdy jego balet jest zupełnie inny. Zdaje mi się, że nie można powiedzieć, np. "nie lubię Ejmana ze względu na przepych i kiczowatość" jego dzieł, bo "Musagete" i "Mewa" są zupełnie inne, sama po Hamlecie za skromną Mewą zatęskniłam. Nawet przedstawienia, w których widać owy przepych Hamlet, Giselle i Bracia poruszają na zupełnie innych poziomach i z zupełnie innych powodów. Wogle Hamlet jest jakoś tak specyficznie skonstruowany...No a gdy dochodzi do tego jeszcze inne musikalowe "Who is Who" albo z religijna Jerozolima, z tą cudowną arią Mozarta...zdecydowanie zaskoczyło mnie to, że trafiając wcześniej właśnie na takie ogólne informacje o samym zespole, że piękny i o Ejfmanie, że styl charakterystyczny okazuje się, że teraz w moim odczuciu jego twórczość wydaje mi się bardzo różnorodna. Chciałabym zobaczyć wszystko :) I tu na koniec tej wprowadzającej nieco prywaty na forum relacji takie marzenie na przyszłość - ile jest utworów Ejfana? 40? To może na 40 lecie zespołu, wpadłby do Wwy na dwa miesiące i pokazał wszystko za jednym zamachem? :P :D :D :D - a co mi szkodzi rzucić takie hardcore-owe hasło, skoro ostatnio wszytsko się spełnia ;)

Milton pozbierałeś już emocje? ;) A jak wrażenia pozostałych forumowiczów?
_________________
"Kochamy wciąż za mało i stale za późno..."
J. Twardowski
 
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 41
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sro Paź 01, 2008 8:53 am   

a propos "opisu" stylu Ejfmana i jego twórczości - w Polsce powstalo co najmniej kilka prac magisterskich o nim i jego dziele, mozna sie pokusić o ich odnalezienie i przeczytanie (choć wiadom jak niechetnie nasze uczelnie pozwalają zajrzeć do prac mgr). Byl też film dokumentalny o nim czesto powtarzany w TVP "Wieczny wędrowiec", pokazujący jego sylwetke bardzo osobiście, mistyczne i religijnie, zanurzoną w specyficzną atmosfere i duchowość dawnej Rosji - też warto zobaczyć.
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
Scarpia 
Adept Baletu


Posty: 208
Wysłany: Sob Paź 04, 2008 11:49 pm   

M. napisał/a:
Potem nawet przez moment byłam zła na Ejfmana, bo pomyślałam sobie, że facet trochę nas oszukuje - "narkotyzuje" nas pięknym efektem pracy całego zespołu przez co siedzimy na widowni wryci w fotele raz to zapłakani raz zauroczeni, ale dlaczego kurna cały czar pryska od razu po opuszczeniu kurtyny?? Dlaczego nie pozostaje nic w środku?


Pewnego październikowego wieczoru w 2005 roku odurzony "Anną Kareninią", wracając w deszczowy wieczór z Umiłowanego Teatru Wielkiego w Poznaniu zadałem sobie dokładnie to samo pytanie co Ty. No cóż-można mnie za odpowiedź którą znalazłem w sobie znienawidzieć... ale doszedłem do wniosku, że ta "pustka" którą po Ejfmanie zawsze czuję w sercu wynika z tego że niestety nie mogę się pogodzić z tym że tak cudna technika i uroda wykonawców nie przekłada się na PRAWDZIWE emocje.

Trudno mi to w tej chwili opisać - ale DLA MNIE ogladać balety Ejfmana to tak samo jakby patrzeć na najpiękniejsza twarz jaką się widziało w życiu - ale ta twarz nie miałaby oczu.

I dlatego na Ejfmanie bywam zwykle raz w roku - może kiedyś do mnie dotrze.

Wolę ułomny technicznie balet, który coś mi opowiada, niż najpiękniej wykonany technicznie ale pozostawiający u mnie pustkę.

Jesli ktoś w balecie Ejfmana przykuwa moja uwagę i jakoś do mnie ze swoja opowieścia trafia - to rzecz muszę że najbardziej lubię Ninę Zmijewiec. Ot rosyjska dusza... cud baljetnej krasy... :wink:
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 41
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Paź 05, 2008 9:48 am   

ciekawe, dla mnie zawsze najwazniejsze u Ejfmana sa emoje ktre powodują ze po wyjściu z teatru mam niemal "gorzączkę" i emocje az mna "trzęsą" a w trakcie spektaklu nie raz zadra mi się uronic łzę.. :) technika i uroda tanca i tancerzy owszem, zachwyca, ale jest dla mnie u niego tak oczywista jak narzedzie służace celowi - przekazaniu emocji, ze niemal nie zwracam na nia uwagi ;)
jak widac to samo dzieło sztuki (zgodnie z twierdzeniem Umberto Eko) zupełnie inaczej moze wpływac na dwie osoby - i to jest własnie niezbywalna cecha charakterystyczna szuki ;)
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
M. 
Koryfej


Wiek: 33
Posty: 737
Skąd: znad morza :)
Wysłany: Nie Paź 05, 2008 11:59 am   

Scarpio, jakto zawsze?? A same tematy poruszane przez Ejmana Cię nie "ruszają"?

Bo ja już czytając libretta przed oglądaniem wiedziałam po co idę na każde przedstawienie. I teraz nawet jak wracam do treści i niektórych obrazów Hamleta, to również pustki nie czuje. Chociaż rzeczywiście przy oglądaniu przedstawień Ejfmana w moim odczuciu jest kilka takich rzeczy przez które balety odrobinę w moich oczach tracą, lub może inaczej, nie zyskują więcej - już bez kilku "chwytów pod publiczkę" i akrobacji to co widziałam do tej pory miałoby dla mnie wystarczającą wartość.

Teraz wogle mam frajdę z czytania Braci-choć dużo rzeczy mnie od nich odciąga i wkurzam się na siebie, że to nie Dostojewskiego a jakąś słabiznę czytałam na chwilę przed przyjazdem Ejfmana. Ale teraz, świeżo po festiwalu też czyta się fajnie - główne wątki powieści mam zarysowane tanecznie, Alosza ma w mojej wyobraźni twarz Fiszera, Katarzyna Sitnikowej a Gruszeńka właśnie Niny Żmijewiec. Jedynie Fiodor jest w powieści zupełnie inny - u Ejfmana zdaje się być zwykłym pijaczyną, natomiast u Dostojewskiego to kawał zepsutego Karamazowa...
_________________
"Kochamy wciąż za mało i stale za późno..."
J. Twardowski
 
 
     
Scarpia 
Adept Baletu


Posty: 208
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 1:34 pm   

Oczywiście że "same tematy" mnie "ruszają". Ale to poruszenie występuje u mnie zawsze podczas każdej wizyty w Teatrze Wielkim i potrafię je odróżnić od tego, wywołanego - przepraszam za techniczne ujęcie - aparatem wykonawczym. Myślę, że to po prostu kwestia indywidualna każdego człowieka (widza, odpbiorcy),a ściślej mówiąc akceptacji pewnej konwencji (stylu) w ogóle wykonawców wywodzących się z kręgu St.Petersburga. U mnie akurat jest tak a nie inaczej. No cóż...

Jeśli wkrótce obejrzycie/przypomnicie sobie w WaWie Annę Kareninę, to może powiem tak: Po spektaklu Ejfmana mój stan ducha jest taki, że zobrazować by to można dokładnie tak jak w finale tego spektaklu przed przerwą: Po intensywnej akcji główna protagonistka po prawej stronie sceny, w snopie światła z góry, reszta sceny ginie w kompletnym zaciemnieniu. Stoi jakoś samotnie w środku koła zbudowanego z torów kolejki - zabawki, jeżdżącej wokół niej i naśladującej dzwięki prawdziwej lokomotywy... A przecież tyle się przed chwilą wydarzyło. :wink:
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 41
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 1:57 pm   

sprostowanie: nie przypomnimy sobie w Warszawie Anny Kareniny Ejfmana bo premiera listopadowa to będzie ZUPEŁNIE inna Karenina i zupelnie inaczej może byc pokazana zarówno główna bohaterka, jak i caly temat baletu
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
mysha
Adept Baletu


Posty: 107
Wysłany: Pią Wrz 18, 2009 10:35 pm   

kto był na "Onieginie"? jak wrażenia? Moje dość pozytywnie, oczywiście jeśli nie oczekujemy od Ejfmana że przestanie być Ejfmanem.

I pytanko: czy ten zespół ma jakąś oficjalną stronę internetową?
_________________
W carskim pałacu na Kremlu carówna Ksienia oddaje się tęsknym marzeniom nad portretem swego zmarłego narzeczonego, zaś jej braciszek, Fiodor, z uwagą studiuje wielką mapę Rosji.
 
     
Sagittaire 
Pierwszy Solista

Wiek: 35
Posty: 2809
Wysłany: Sob Wrz 19, 2009 1:23 pm   

tak, w temacie sezon 2009/2010 na stronie 1 jest link, z którego możesz przejść na oficjalną stronę.
 
     
mysha
Adept Baletu


Posty: 107
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 2:08 pm   

racja, dzięki ag111111. wszystko przez to, że przez google nie można ich znaleźć, chyba, że się wpisze cyrylicą...
_________________
W carskim pałacu na Kremlu carówna Ksienia oddaje się tęsknym marzeniom nad portretem swego zmarłego narzeczonego, zaś jej braciszek, Fiodor, z uwagą studiuje wielką mapę Rosji.
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 3:13 pm   

Ja byłam i również mam pozytywne wrażenia, chociaż jak na razie trudno mi je pozbierać w całość.. wiem na pewno, że większe wrażenie wywarł na mnie zdecydowanie II akt, jednak porównując z tymi największymi choreografiami Ejfmana, typu "Czerwona Giselle", "Rosyjski Hamlet" właśnie, to mogłabym powiedzieć, że czuję pewien niedosyt ;)
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Paź 08, 2009 8:56 pm   

Mam nadzieję, że wybaczycie mi tym razem mój post pod postem, bo w przeciwnym razie całkiem możliwe, ze musiałabym czekać z rok na pojawienie się nowych wrażeń po kolejnym przyjeździe Sanktpetersburskiego teatru baletu do Polski;)
Przede wszystkim, to zapomniałam bardzo pogratulować Kasi G. jej bardzo udanego opisania i może nawet próby podsumowania sztuki Ejfmana, które znalazło się w programie "Oniegina" ;) Naprawdę czytałam z przyjemnością, bardzo merytoryczne i świetnie wybrane zagadnienia, które rozpatrywałaś i dużo ciekawych niby to drobiazgów, a jednak bardzo ważnych rzeczy, które tworzą właśnie takie swoiste smaczki, jakie każdy lubi czytać :) I poza tym bardzo się ucieszyłam, że zajęłaś się również omówieniem symbolicznej strony elementów jego spektakli, naprawdę świetna sprawa.

Poza tym cóż - mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do grona zagorzałych wielbicieli Ejfmana i choć na razie miałam kontakt tylko z jego największymi dziełami (ale za to ile do odkrycia dzięki temu jeszcze przede mną!), oraz z "Onieginem" to wciągnął mnie dopiero wtedy, kiedy poznałam jego spektakl na żywo.. Przyznaję, że wcześniej z różnych powodów ociągałam się z pójściem do teatru na jakiś jego spektakl - chyba miałam wrażenie, że nawet jak zagraniczny choreograf, ale przyjeżdża do Polski, to nie ma on prawdopodobnie nic ciekawego do zaoferowania, a tu nagle bach.. i takie zaskoczenie. Cieszę się, że udało mi się nareszcie zerwać z tym smętnym stereotypem ;)

Zresztą proces mojego stopniowego odwracania się od typowej klasyki, właśnie bardziej w stronę neoklasyki i baletu współczesnego rozpoczął się już dawniej, a przypieczętował go właśnie Ejfman z "Rosyjskim hamletem" na czele. Tym fantastycznym dziełem zachwyca się niepomiernie nawet moja polonistka (pani profesor przyznała nawet, ze właśnie dzięki Ejfmanowi marzy o wybraniu się na reżyserię światła!). Spóźniona ze mnie wielbicielka co prawda w stosunku do was, aczkolwiek zapewniam, że na pewno wierna i wytrwała, bo jeśli tylko coś wryje mi się w pamięć i w serce; jako wiekopomne, nadzwyczajne, przełomowe, niezapomniane, żadnego odwrotu już nie ma.

PS. Swoją drogą, bardzo chętnie poczytałabym wspomniane prace magisterskie dotyczące jego twórczości.. miał je ktoś może w ręku, może chociaż przeglądał? ;)
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Sagittaire 
Pierwszy Solista

Wiek: 35
Posty: 2809
Wysłany: Czw Paź 15, 2009 4:06 pm   

Znam ten ból Ewo, jak się czeka rok ze zniecierpliwieniem, a nikt nie przejmuje pałeczki. Ja czekam od 3 lat (czyli od pierwszego postu na tym forum) na jakąś rozmowę o łódkich tancerzach i kompletne zero odzewu...
Szkoda okropna, że w tym roku nie było baletu Ejfmana w Łodzi. Może za rok... Ale porównując ostatnie pomysły Ejfmana p.w. Mewę, to mam wrażenie, że to co nowe nie dorównuje rzeczom starszym. Ale to taka moja subiektywna opinia. Ciekawe czy bym zmieniła zdanie po zobaczeniu Oniegina?
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Paź 15, 2009 4:22 pm   

W zasadzie to wątpię, czy zmieniłabyś zdanie widząc "Oniegina" - nie znam dokładnie Twoich upodobań, ale jeśli tym bardziej hołdujesz tym starszym choreografiom, to wydaje mi się, że nie. Zresztą ja sama wolę te starsze spektakle ;) Ale tak to już jest, każdy choreograf ma bardziej płodne okresy swojej twórczości, jak również te gorsze, a poza tym przy takim ogromnie nowatorskiego i na najwyższym poziomie dorobku artystycznego Ejfmana nie wypada chyba narzekać.. może za rok znowu będzie nam dane zobaczyć te najbliższe nam i ulubione jego dzieła ;)
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Sagittaire 
Pierwszy Solista

Wiek: 35
Posty: 2809
Wysłany: Czw Paź 15, 2009 4:56 pm   

ale jednak szkoda, że w tym roku nie było dane mi zobaczyć Oniegina. Lepsze czy gorsze jego choreografie zawsze warte sa moim zdaniem zobaczenia
 
     
Sagittaire 
Pierwszy Solista

Wiek: 35
Posty: 2809
Wysłany: Czw Maj 27, 2010 7:17 pm   

a ja jestem dzis szczesliwy posiadacz biletow na Ejfmana na spektakl we wrzesniu 2010 :) .
Na Don Kichota!!! (ktorego zawsze chcialam zobaczyc ale jakos do tej pory mi sie to nie udawalo).

Jej, niech juz szybko bedzie ten wrzesien.
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 41
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Maj 28, 2010 11:09 am   

Tak, we wrzesniu Ejfman będzie jeździł po Polsce z Don KIchotem, w ponoć nowej, nieco "podrasowanej" wersji
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu Dodaj do serwisow: Bookmark and Share
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,36 sekundy. Zapytań do SQL: 12