www.balet.pl Strona Główna www.balet.pl
forum miłośników tańca

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Teatr mój widzę ogromny...
Autor Wiadomość
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
  Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 2:46 pm   Teatr mój widzę ogromny...

Irena Turska, w bardzo poręcznej, portreptycznej książeczce (w serii małych książeczek PWM-u) „Co to jest balet” stawia u początku swojego dziełka taką oto definicję: Balet to w pierwszym rzędzie dramatyczne widowisko muzyczno-choreograficzne, dzieło sztuki teatralnej. Skoro ów myśliciel baletowy na tym buduje swoje rozważania, to musi chyba być coś na rzeczy. Przyznam się, że niezwykle mnie ta kwestia interesuje i ciekaw jestem co Wy sądzicie na temat relacji między pracą tancerza, a pracą aktora, między działalnością choreografa a tym, co robi reżyser. Co w takim razie odpowiadałoby dramaturgowi? W jakiej mierze kompozytor, w jakiej librecista?

Wiem o przypadkach tancerzy, którzy grywali. Barysznikow to chyba najlepszy przykład. Zrobił on na mnie niezwykłe wrażenie nie tylko w „Białych nocach”, ale i w widzianych przeze mnie fragmentach „Don Kichota”, gdzie zaprezentował solidny warsztat aktorski. Czytałem też w wywiadzie z Olgą Sawicką o jej przygodach w filmie i teatrze dramatycznym.
Czy to jest jednak konieczne? Może da się wszystko wytańczyć i aktorem tancerzowi być nie trzeba?

Czy balet jest teatrem? Jak myślicie?
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
Ostatnio zmieniony przez Sagittaire Wto Kwi 05, 2011 7:00 pm, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 3:46 pm   

Odpowiedź Sagittaire na post powyżej (wiem, ze to dziwne ale trochę nakręciłam, tak, że długo by tłumaczyć. W każdym razie post Wukaesiaka to mój post :D ):


Chyba Ci przyznam jakąś honorową nagrodę za ożywianie tablicy teoria. Może tytuł jakiś czy coś?
A w temacie powiem tak:
Odnośnie relacji choreograf - reżyser, to jest w miarę podobnie, tyle, że jest inny język: tak język mowy + inne środki, tu język ruchu i inne środki.
Odnośnie zaś tancerzy, to są dwie rzeczy, które mnie ujmują ogromnie w tancerzach: 1) geniusz ruchu, który mają Pronk i Nazar Botsiy, wyrażający się w umiejętności wzruszania ruchem - nie grą aktorską tylko ruchem. Chodzi mi o umiejętność budowania uczuć tańcem. Hmm jakby to powiedzieć... Są np choreografie, zwłaszcza współczesne Antona Ovchinnikova, czy Forsytha, które bazują na pięknie ruchu. Umiejętności aktorskie odchodzą w dal, a na pierwszy plan wysuwa się to, aby tancerz zaczarowywał tańcem. Nie chodzi przy tym o to, żeby robić raz po raz 20 przewrotów na jednym ręku czy kręcić 30 piruetów, ale o to, żeby ruszyć łokciem, nogą czy czymś tam tak, że widz zamrze ze wzruszenia. To jest taki geniusz ruchu, właściwy głównie tancerzon zrodzonym dla współczesnego, którzy czasem umieją zatańczyć perfekcyjnie klasykę ale tańcząc współczesny szeroko pojęty tańczą tak, że ruch przedziera się przez klasyczną formę i wznosi na wyżyny artystyczne. To są tancerze, którzy potrafią przy odrobinie swobody wyzwalać ruch zakorzeniony w klasyce i wynosić go na wyższe poziomy. Niektórzy mówią: współczesny zawsze jest gorszy niż klasyka. Ja odpowiadam, czasem jest ale czasem pozwala klasykom -geniuszom ruchu wznieść się na inny poziom.

Co innego w baletach z librettem jak Giselle, Jezioro czy w wariacjach jak Contact. Tam sam geniusz ruchu to za mało i balet w tych spektaklach musi być połączony z rzemiosłem aktorskim. Jakoże nigdzie nie czuję się tak swobodnie jak na łódzkim podwórku, to powiem, że np jest u nas Beata Brożek-Grabarczyk, która ma już swoje lata ale jest chyba najlepszą aktorką. Powierza się jej role zgwałconych dziewczyn, samotnych żon czujących pustkę egzystencji itd, bo ona umie zagrać je na poziomie dobrej czy bardzo dobrej aktorki dramatycznej. Sama jak ją pierwszy raz w życiu widziałąm w roli mówionej, dramatycznej, to mi szczęka opadła, bo na moje oko to nie widziałąm różnicy między nią, a dobrym aktorem dramatycznym.
Z innej działki, weźmy np Ulianę Lopatkinę i jej Odettę, która jest ideałem. Poza genialną techniką (perfekcja w 110%) każda mina jest na miejscu, tak, że wiarygodne staje się jej nieszczęscie jako zaklętej w łabędzia. Porównując np z Somovą w Jeziorze - bez porównania. Niby obie mają te samą rancgę w tym samym teatrze a równica jest wielka. Pomijając technikę, brak jest w tym drugim przypadku zdolności aktorskich uwiarygadniających postać.

PS Baryshnikov to na moje oko typ zahaczający o tę pierszą grupę tancerzy... Wiem, ze niejednemu stanie teraz włos na głowie ale na mój gust on ma talent do współczesnego, zwłąszcza do współczesnego na wesoło. :sad: :sad: :D
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
Ostatnio zmieniony przez Sagittaire Pon Kwi 04, 2011 4:00 pm, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 3:55 pm   

Od razu pozwolę sobie odpowiedzieć.

To, o czym piszesz jest wszystkim, czego brakuje mi w baletach wrocławskich. Oglądałem niedawno nagranie Anny Kareniny. Widząc genialny taniec Maji Plisieckiej (i świetną inscenizację - ale to już w takim sensie teatralnej organizacji i plastyki przestrzeni scenicznej) zupełnie nie interesowało mnie, jaką jest aktorką. Jeżeli natomiast tancerz, zaiwania po całej scenie, co nie ma żadnego znaczenia dla dramaturgii spektaklu, albo stoi w miejscu i nic nie robi, to zmusza mnie, żebym go traktował jako kogoś, kto ma mnie ująć ze sceny w jakiś inny, niż taniec, sposób, czyli biorę go za aktora dramatycznego. A jeśli tej funkcji spełnić nie potrafi (co się zdarza często gęsto), to jest to dla mnie wielka przykrość. Wychodzę wtedy z opery smutny - o taki o: :( .
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
 
     
Sagittaire 
Pierwszy Solista

Wiek: 35
Posty: 2809
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 4:08 pm   

Szczerze mówiąc, to pisałam o czymś innym :) . Słabość baletu wrocławskiego to akurat chyba głównie kwestia koszmarnych choreografii. Tancerz robi, co ma robić: powiedzą stać, to stoi jak ciele na targu, bo jakby zaczął coś robić wbrew nakazowi choreografa, to by dostał naganę , że za kogo się uważa - za lepszego od Boga czy co?. Każdy niemal zespół ma dobrych tancerzy, z którymi COS można zrobić, jeżeli jest dobry choreograf i szef znający swoich tancerzy, to zawsze zrobią coś ciekawego. Tak jest np chociażby w balecie bydgoskim, który nie jest najlepszy, jest powiedziałabym przeciętny na tle innych zespołów w Polsce patrząc na tancerzy i finansowanie ale jest warty obejrzenia dzięki temu, ze pozyskuje jakiś wartościowych choreografów i miał jakiegos szefa z wyczuciem.

Ja mówiłam o czymś nieco innym, to znaczy o tym, ze we współczesnym aktorstwo nieco czasem traci na znaczeniu, bo istotą ruchu jest wzruszanie ruchem - wyższa szkoła abstrakcji. W spektaklach jednak klasycznych czy neoklasycznych czy jakiś innych spektaklach ale mówiąc ogólnie w przedstawieniach z akcją, talent aktorski jest ważny.

Z tym, ze jak jest zła choreografia, która ma dziury na 5 minut, gdzie nie ma nic, to nawet zdobywaca oskara by nie zachwycił, i jakby mu wszechwiedząca szefowa baletu wrocławskiego nakazała "stój jak ciele" to by stał i nic by się nie działo.
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 4:21 pm   

Ok, a nie można repretuaru klasycznego tańczyć tak, żeby aktorstwo nie było pierwszą potrzebą tak, jak wspominasz o takiej możliwości w balecie współczesnym?
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
 
     
Sagittaire 
Pierwszy Solista

Wiek: 35
Posty: 2809
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 4:51 pm   

Klasycznego? Klasyczny to balet bazujący jednak na wariacjach popisowych, więc taniec jednak jest ważniejszy od aktorstwa. Żeby chociaż tancerz tworzył postać w miarę wiarygodną, to będzie OK. Oczywiście zawsze dobrze, jak jest dobrym aktorem ale to nie zawsze możliwe. Tak więc w klasyce jak Jezioro, czy Dziadek aktorstwo jest ważne, choć nie najważniejsze. W neoklasyce też jest ważne, chyba nawet ważniejsze niż w klasyce. Bo np zgodzimy się, że w Annie Kareninie czy Ziemi Obiecanej ważniejsze jest aktorstwo niz w Dziadku do orzechów, w PDD, gdzie jest niemal tylko sam taniec.
Zatem z zasady myślę, ze jest jak mówisz ale nie ma reguł. Wszystko zależy od tego, jaki to balet.
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 5:29 pm   

No dobra, to niech mi w takim razie ktoś powie czy w szkołach baletowych uczy się rzemiosła aktorskiego tak, jak ma to miejsce na akademiach muzycznych na studiach wokalno-aktorskich?
A czy na studiach choreograficznych uczy sę podstaw teatru?
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 42
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 6:32 pm   

właściwie to szalenie wielopłaszczyznowy i trudny do ogarnięcia jednym postem temat. Jak wiadomo twórcy każdej ze sztuk sceniczych (dramatu, opery, baletu) stawiali sobie za cel pełną harmonie wszystkich sztuk wchodzących w jej skład oraz naśladownictwo bądź syntetyczny obraz życia. Nie jest to mozliwe bez dobrego aktorstwa (choc dobre aktorstwo w każdej epoce znaczy co innego bo inne są mody, techniki i oczekiwania ubliczności). Potem każda z tych sztuk welokrotnie się wyradzała zgodnie z gustami publiczności: arystokratycznej, dworskiej, mieszczańskiej czy plebejskiej. I tak opera z czasów Monteverdiego wydaje nam się sztuczna ze swymi niekończącymi się melorecytacjami na wzniosłym tonie, ale porusza, podczas gdy wczesne popularne opery Verdiego gdzie w rytm walców tenor wyspiewuje ze ginie - smieszne i nienaturalne. Wagner chciał stworzyć idealny teatr muzyczny a jego opery i sposób ich wystawiania po jego smierci a nawet za życia wydaje nam się dzis totalnym anachronizmem - przysłowiowe grube aby odziane w pancerze z mealowymi skrzydełkami wyspiewują stojąc nieruchomo przez 40 minut lub łapia się za serce. Wtedy jednak było o dobre oddanie idei i tematu opery - odpowiednie dla widowni srodki wyrazu. Dziś na zasadzie zgody na konwecje przyjmujemy i oglądamy tradycyjne spektale operowe gdzie śpiewak przede wszystkim spiewa poruszajac się co nieco po scenie, ale takze mamy coraz więcej bardzo naturalistycznych sektakli gdzie młoda piękna bohaterka jst młoda piekną dziwczyną która turla sie po odłodze, lezy na łózku gdy spiewa że lezy na łózku, a na zbliżeniach pokazanych za pomoca kamery video widzimy każdy niuans jej aktorstwa.
Z baletem jest podobny problem z tym ze o ile w operze srodkiem wyrazu jest głos wydobywany z ciała ale w jakims sensie nie angazujący go całego, o tyle w balecie bo chyba głównie chodzi nam tu o balet klasyczny i neoklasyczny posługujący sie dość skodyfikowaną technką i układami ciała - srodkiem przekazu jest ruch tego wasnie ciała. Ponadto balet klasyczny ewoluował m.in. z opracowac rzeźb antycznych czyli czegos nieruchomego o wystudiowanych pozach, a takze z wyszukanych figur tańców dworskich gdzie nie chodziło o emocje i ich pzekaz ale o eleganje formy, ewentualnie o popis. Mimo licznych reorm postulujących powrót do naturalnego tanca, czytelnego akorstwa etc. gorset techniki tańca klasycznego do pewnego stopnia krepuje tancerza. czyi: w balecie klasycznym w momencie gdy tanczy moze grać jedynie twarza i to wtedy gdy absolutnie sam taniec nie sprawia mu rudności, nie musi się skupiac na jego trudności (np. trzymaniu równowagi, wybiciu, utrzymaniu partnerki). Na to moga sobie pozwolic tancerze wybitni, gdy trudnośc techniczna tanca jest dla nich nieistotna - z lekościa np. podnosza patnerke i jeszcze zdąża "zagrac twarzą" miłośc, zachwyt i uwielbienie. No i do tego trzeba miec po prostu talent, bo jednemu wyjdzie to naturalnie, a inny bedzie sie przsłowiowo "szczrzył jak..."
W balecie klasycznym nie mozna zagrac rekoma ani układem ciała (do pewnego stopnia) bo ułożenie wszystkuch czesci ciała jest przypisane kazdej niemal sekundzie tanca. Zostają sceny pantomimiczne czyli tzw. "gadanie rekami" i tu otwiera się miejsce dla akturstwa - czy będzie konwencjonalne, umowne czy tez nazaczone iskra bożą i naturalne... Oczywiście zawsze pozostaje to co jeden z mych ulubionych tanerzy nazywał małym marginesem dowolności, czymś co sprawia że jednego tancerza w danej roli lubimy badziej od drugiego i nie zalezy to od jakosci samego tanca. Ba, bywa nawet tak, ze starsi czy dojrzalsi artyści baletu bardziej oruszaja i sa prawdziwsi w pewnych rolach bo mając doświadceznie, charyzme sceniczna i pewnośc siebie na scenie mogą skupić sie na grze aktorskiej która tez nie jest dla nich nowością. Do tego własnie niezbędna jest dojrzałośc artystyczna (nie zawsze mierzona metrykalnie). Tu tez balet ma trudniej bo nim tancerzrka osiagnie pożądana dojrzałośc artystyczną (jesli nie ma tego danego od Boga od poczatku), to staje sie już zbyt "stary", by kreowac wiele partii, by długo cieszyć nasze oczy pełnią artyzmu.
Oczywiście balety neoklasyczne fabularne, w zalezności od wykorzystanego ruchu (języka tanca - bo nawet czerpiąc z tej samej klasyki mozna różnie ja traktować) daja tez większa swobodę. Np. rece sa rowadzone swobodnie i naturalnie, nie zawsze musza się znajdowac w okreslonej pozycji a co za tym idzie wyraz aktorski jest pełniejszy - np. gdy choreograf postanowi lub wypróbuje w trakie prób ze w miłosnym pas de deux tanerka ma czule pogładzić tancerza po policzku (przykład). A wtedy od jej talentu aktorskiego i aktorskiej reakcji na to jej partnera zalezy czy uznamy to za pusy gest zawary w choreografii czy po prostu wycisnie nam to łzy z oczu. Można jdak bez konca wymieniac skrajne przykłady pzejawów aktorstwa lub jego braku w róznych choeografiach> jedne choreografie balanchine'a są aktorskie - tancerz musi budowac postac, chocby nakresloną grubą kreską (np. wesoły matros, ulotna nimfa, primabalerina) a w innych totalnie nie - neoklasyczne balety abstrakcyjne. Generalnie oczywiście akcja i abuła bardziej słuzy aktorstwu i go potrzebuje ale geeralnie to tancerz-artysta wypełnia role swoja charyzmą. Sa tancerze którzy wykonujac abstrakcyjny balet przyciagaja wzrok "żywą osobowością", a inni wykonując to samo z takim samym zaangazowaniem i jaością techiki sa po rostu "przezroczyści" jak dobrze naoliwiona lalka.
Jesli zas porównywac balet do teatru dramatyczneo i role poszczególych realizatorów to ie da sie tego prosto zestawić. W teatrze dramatycznym moze nie być muzyki, tworzywem jest tekst, w balecie zwykle tworzywem jest muzyka i do niej ułozony ruch (w dziełach współczesnych i awangardowych bywa już róznie ale mówimy tu o tradycyjnym balecie). Nie da sie powiedziec czy w balecie wazniejsza jest muzyka - nie, bo Jezioro łabędzie Czajkowskiego nie było by nim gdyby muzyke do opowiadaniu o królewnie zamienionej w łabędzia napisał inny kompozytor. Ale tez nie stanowi o sukcesie bo Jezioro łabędzie Czajkowksiego wystawiono poczatkowo w innej choreografii i było klapą, dopiero petipa wespół z Iwanowem uczynił z niego arcydzieło. Choeograf zwykle tez wybiera temat baletu i jego treść - dzis opracowuje ją sam, z pomoca librecisty, inneo "człowieka pióra" lub dramaturga, kiedys sam, wespół z kompozytorem i / lub librecista. Wynikało to z wiekszej specjalizacji - dzis mamy zarys treści i jej streszczeie w programie, kiedyś libretto była to mała książeczka z dokładnym opowiedzeniem scena po scenie co sie będzie działo, a nawet z dialogami napisanymi wg sztuki i tradycji pisania librett. ziś współczsni choreografowie coraz czesciej wspomagają sie współpracą z dramaturgiem własnie po to by balet był nie tylko taneczny, ale także "dramatyczny", "teatralny", "sceniczny i czytelny, nie skupiajacy się na samym tylko ruchu, jego pieknie czy trudnosci.
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
Father 
Solista Baletu


Wiek: 69
Posty: 1604
Skąd: ze Szczecina
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 7:11 pm   

wukaesiak napisał/a:
Może da się wszystko wytańczyć i aktorem tancerzowi być nie trzeba?

Moim skromnym zdaniem trzeba a kwintesencja odpowiedzi jest tutaj (zresztą dość obszernie uzasadniona powyżej)
Kasia G napisał/a:
współczsni choreografowie coraz czesciej wspomagają sie współpracą z dramaturgiem własnie po to by balet był nie tylko taneczny, ale także "dramatyczny", "teatralny", "sceniczny i czytelny, nie skupiajacy się na samym tylko ruchu, jego pieknie czy trudnosci.
.
_________________
To mnie przerasta!
Ale da sie udżwignąć
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Wto Kwi 05, 2011 12:19 pm   

Czytając rzetelne rozważania Kasi G. nachodzi mnie pewne pytanie, które ośmielę się zadać, mimo, iż może wydać się ono dla kogoś zbyt podstawowe, czy wręcz infantylne. Sądzę jednak, że bez niego trudno będzie ruszyć dalej w tej dyskusji.

Mianowicie, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy balet? Do tej pory myślałem, że wyznacznikiem tejże sztuki jest oparcie się o taniec klasyczny. Widać, tego pojęcia też nie rozumiem, bo okazuje się, że balet współczesny (którego 'baletowość' nie stanowi dla mnie intuicyjnie wątpliwości) z owej formy tańca świadomie rezygnuje, co mu nie przeszkadza być baletem nadal.

Balet jest ciekawy (i ważny, ale to już inny temat) jako pewien język (nieściśle, jako forma komunikacji) z rodziny rozmaitych języków, które stanowią poszczególne sztuki. Okazuje się, że ma on wiele róznych "dialektów". Co jednak wyznacza język baletu jako takiego, niezależnie od ewolucji historycznej?
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 42
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Kwi 05, 2011 12:48 pm   

chyba mylisz pojęcia "balet współczesny" i"taniec współczesny" ew. "spektakl taneczny z wykorzystaniem tańca współczesnego". balet współczesny jako pojedynczy spektakl (dzieło teatralne) i nazwijmy to "gatunek" - rodzaj przedstawienia baletowego to zwykle przedstawienie z akcją, najczęsciej tez tradycyjnie pełnospektaklowe, zwykle np. 2częsciowe (aktowe), wypełniajace cały wieczór. Oczywiście będa od tego odstepstwa czyli miniatury choreograficzne w tym stylu i mniejsze choreografie ale ja uzywam tego pojęcia np. w odniesieniu do baletów Borisa Ejfmana które są: pełnospektaklowe, fabularne, dwuczęsciowe, a w języku tańca jednak w dużej mierze oparte na KLASYCE i NEOKLASYCE. co w raktyce oznacza bazowanie na technice klasycznej, m.in. tańcu na pointach u pań, ale mieszaniu go z innymi technikami, stylami, a nawet elementami np. akrobatyki. najprościej tez takie balety współczesne określić jako te spektakle w których widac spore wpływy baletu klasyczneo (baza a nie np. element) oraz które tworzone sa dziś - rozszerzajac to na druga połowę XXwieku. Czyli np. Dama kameliowa Neumeiera.

taniec klasyczny to ten który z baletowości (techniki klasycznej z jej usztywnionym kręgosłupem, wyprostowaną sylwetką, wyznaczonymi ścisle połozeniami ciała w każdej fazie ruchu) zrywa. Wydaje mi się ze to miałes na mysli - jesli sie mylę - sprostuj. Dtatego tez mamy dzis spektakle baletowe i taneczne i intuicyjnie oddzielamy jedne od drugich. Trudniej jeszcze czasem oddzielic spektakle taneczne od pantomimiczno-ruchowych lub po prostu performance'ów ruchowych, bo w takich działaniach czasem znajduje się takze miejsce na słowo, czyli nawet eleent odrózniajacy zasadniczo balet i taniec od teatru dramatycznego upada. W spektaklach baletowych i anecznych wszak - jak zawsze tłumacze dzieciom - taniec zastepuje slowo, zamiast nam o czyms opowiedziec słowami, tancerze robia to tańcem. We współczesnym teatrze tańca ... niekoniecznie.
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Wto Kwi 05, 2011 6:37 pm   

wukaesiak napisał/a:

Co jednak wyznacza język baletu jako takiego, niezależnie od ewolucji historycznej?


raczej powinno być kto. Jak w każdej sztuce konkretni twórcy, autorzy, czyli tutaj choreografowie. To oni wyznaczają rózne konwencje, kształtują techniki, sposoby kompozycji spektaklu, własny styl i forme ekspresji. Przecież tzw "ewolucja historyczna" to nie jest jakaś bezosobowa pneuma, na zasadzie czary mary zmieniaj się balecie. :wink:
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Wto Kwi 05, 2011 7:14 pm   

Chyba niepostrzerzenie wkradł się tu mały błąd, który jednak jest rozstrzegający:

Kasia G napisał/a:
taniec klasyczny to ten który z baletowości (techniki klasycznej z jej usztywnionym kręgosłupem, wyprostowaną sylwetką, wyznaczonymi ścisle połozeniami ciała w każdej fazie ruchu) zrywa


Chodzi o to, że nie zrywa, tak? Jeśli tak, to już rozumiem, o co chodzi.

Kobiecą swoją intuicją wyczułaś co było jeszcze jednym moim tematem w tym temacie. Balet współczesny a współczesny teatr tańca.
Czy można powiedzieć, że to, co robi Krzysztof Pastor jest współczesnym baletem, a to, co tworzy się w teatrach tańca już nie? Dlaczego zatem PTT nazywa się baletem poznańskim?

Żeby dookreślić tą kwestię, niech mi ktoś powie co należy zabrać spektaklowie baletowemu, żeby przestałbyć baletem, oprócz tego, że grającym tam należy zdjąć pointy, a włożyć np. tenisówki?
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 42
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Kwi 05, 2011 7:22 pm   

Tak, można powiedzieć, ze Krzysztof Pastor tworzy współczesny balet, a teatry tańca spektakle tańca współczesnego. A PTT nazywa się baletem poznańskim bo gdy powstawał w 1973 roku wszystkie zespoły tworzące spektakle taneczne nazywano baletami - bylismy wtedy w zasiegu wyłacznie baletu radzieckiego a tam istniał tylko balet klasyczny. No i zespoły tańca ludowego ale my nie o tym ;)
I tak: trzeba baletowi zabrac technike klasyczną lub neoklasyczną, sposób myslenia o przedstawieniu. Zapewne mozna by znaleść wyjatki od reguły... czy ja wiem - nigdy sie nie zastanawiam czy cos jest baletem współczesnym czy spektaklem tanecznym - to sie czuje. Emanacja tradycji nawet poprzez zmieszane srodki wyrazu, no ale generalnie emanacja techniki klasycznej. No bo np. od teatru tańca łatwo odróznić, natomiast np. od współczesnych wersji Świeta wiosny już niekoniecznie. Można by się zawachac wogóle w przypadku Świeta wiosny, nawet w tradycyjnej wersji NIżyńskiego, bo tam tez nie ma żadnej klasyki, no ale... ale wtedy tak jak i przez jeszcze długi czas jedyną nazwą dla spektaklu tanecznego (oprócz rewii :) ) był balet
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Wto Kwi 05, 2011 7:38 pm   

wukaesiak napisał/a:


Żeby dookreślić tą kwestię, niech mi ktoś powie co należy zabrać spektaklowie baletowemu, żeby przestałbyć baletem, oprócz tego, że grającym tam należy zdjąć pointy, a włożyć np. tenisówki?


nie no niekoniecznie jest wiele spektakli z nurtu baletu współczesnego gdzie tancerze tańczą w baletkach, na boso czy w rzeczonych tenisówkach czy butach na obcasie vide Bejart, Neumeier, Van Manen trudno jest teoretyzować na sucho, dlatego zachęcam do oglądnia róznych spektakli.
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
Ostatnio zmieniony przez Joanna Bednarczyk Wto Kwi 05, 2011 7:47 pm, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Sagittaire 
Pierwszy Solista

Wiek: 35
Posty: 2809
Wysłany: Wto Kwi 05, 2011 7:45 pm   

Kasia G napisał/a:
A PTT nazywa się baletem poznańskim bo gdy powstawał w 1973 roku wszystkie zespoły tworzące spektakle taneczne nazywano baletami

Dodam, że ten balet Drzewieckiego, był nieco inny niz dzisiejszy PTT i dlatego mógł sie nazywac baletem. Były tam m.in. popisy solistów, zakorzenione w ruchu klasycznym. Teraz PTT baletem poznańskim pozostaje tylko z nazwy, bo dzis sie tam coraz mniej liczy technika, popisy solistów itd tylko przesypywanie piasku, czucie ruchu itd. Troche to zgryźliwe, co napisałam i przerysowane ale tak troszke niestety jest. Świadczy o tym m.in fakt, że w audycjach przyjmowani są tancerze zaczynający dopiero przygodę z tańcem. W balecie jako balecie to by wiadomo nie przeszło. No ale i w PTT czasem zdarzają sie ciekawe rzeczy Przybyłowicza czy Naharina więc dlatego go cenię, choc wady zauważam...
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 12:01 am   

Dobrze, żeście mi to, duszyczki, wszystko wyjaśniły. Wróćmy teraz do pytań o język baletu, a konkretniej: język tańca klasycznego. Na ile można powiedzieć, że język baletu ów jest ścisły?

W logice, której formalny język jest sztucznie stworzony, ścisłość ta jest absolutna: 1 do 1. Jeżeli piszę: ~(p ^ ~p) to nie mam najmniejszej wątpliwości co to znaczy – nie jest nigdy prawdą, że dowolne zdanie jest prawdziwe i fałszywe jednocześnie.

W języku bardziej złożonym semantycznie, np. w języku polskim, którego używamy pisząc na tym forum sprawa już jest bardziej skomplikowana. Kiedy bowiem napiszę „Już prawie dochodzę” mogłyby (a ufam ciągle, że nie jest to konieczność) pojawić się inne jego znaczenia, niż to które mam na myśli owo zdanie wypowiadając. Mnie bowiem zależy na wyrażeniu, że w swoim studium nad baletem już prawie dochodzę do tego, w jakim sensie jest on gatunkiem teatralnym, a ktoś mógłby to zrozumieć inaczej i ja nie chcę wnikać jak.
Problemy uwidaczniają się też, jak tego pewnie wszyscy doświadczamy, w przekładach z jednego języka na drugi, który, w sensie zupełnie ścisłym, jest niemożliwy. Kto chce więc odnieść pożytek z lektury Eurypidesa, Herodota czy Platona powinien zacząć naukę klasycznej greki.

Ścisłość języków sztuki to już większy problem. Język teatru i jego ścisłość jest zależna od ścisłości języka, którym napisany jest tekst dramatu, o czym mowa wyżej. Nie wiem czy macie podobne wrażenie, ale zdaje się, że polityka jest dla współczesnego nam teatru dramatycznego tematem dominującym, niemalże monopolowym. Współczesny teatr zrobił się kolejnym magazynem społeczno-politycznym, tylko, że wydawanym w formie scenicznej. Wynika to pewnie i z tego, że wystawić spektakl dramatyczny można na dowolny temat, na który da się porozmawiać. Rozmowy można przecież ułożyć w pewną fabularną kompozycję i osadzić w pewnych „realiach” dźwiękowo-wizualnych. Równie dobrze można nakręcić film, który w sposób coraz mnie bardziej irytującym, stara się imitować życie.

A balet? Skoro i on jest językiem, to w jak on działa? Jaka jest jego „składnia”? Nie ulega raczej wątpliwości kto tu mówi do kogo. Ale jak i co mówi? Czy owa treść da się sprowadzić do wypowiedzi? Koleżanki recenzentki, powiedzcie, da się opowiedzieć balet? A jeśli nie opowiedzieć, to co :?:

Znacie z pewnością takie powiedzonko: Rozmawiać o muzyce, to jak tańczyć o architekturze (swoją drogą, gdybym był choreografem, to bym się uparł i zrobił dla przekory balet o architekturze, np. o Pałacu kultury, żeby było śmiesznie). A o balecie co można „robić” :?:
Jak wyrazić ten specyficzny taneczny język? Jak zrozumieć posługujących się nim zaczarowanych mówców? Jaki on właściwie jest :?:
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
 
     
Chiaranzana 
Corps de Ballet

Posty: 348
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 1:44 pm   

A dlaczego balet, sprowadzac do "opowiadania"? To system znaczen, symboli. Symbole sie zmieniaja wraz z czasem. To sa pewne kody, jesli ktos chce je poznac musi sie ich nauczyc rozczytywac, tak jak ludize ucza sie jezykow. Kogos to pociaga a kogos nie.

Poza tym co rozumiesz ze jezyk baletu jest scisly? Balet trudno jest nagiac do dzisiejszych czasow, wiec " scislosc " tutaj nijak mi nie lezy. Dzisiejsze czasy wszytsko chcca kodyfikowac, spisywac, zapisywac, opowiadac. Musi byc tak i tak. Dzis modnie jest mowic ze zle sie zylo w PRLu - bo taka jest moda.

W balecie kody ktore sie rozczytuje moga byc dowolne, czyli to jak odbierasz balet i co dla ciebie on wnosci jest Twoja intymna chwila obcowania z baletem. Kody pomagaja rozczytywac umownie pewne gesty a to jak Ty to odbierasz zalezy od ciebie co poszukujesz w balecie klasycznym ktory opiera sie na estetyce pieknaa nie rzeczywistosci.

Ja osobiscie nie znosze teatru , baletu, sztuki ktora mowi mi jak mam zyc i co robic albo mowi o tym jacy sa ludzie, w Polsce zazwyczaj jest to podejscie pesymistyczne i tak odbieram jezyk polskiego teatru, Jest brzydki, turpistyczny, nieciekawy, powtarzajacy sie i w koncu robi sie nudny.
Brakuje tu poczucia zwyklego piekna, estytki, dobra i harmonii a nautralizm i realizm ja mam za oknem. Scena teatralna nie temu sluzy. Dzis scena jest raczej tuba polityki, reklamy i kasy.
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 2:30 pm   

Proponuję zajrzeć do książek „Spotkanie ze sztuka tańca” str. 91 Turskiej i Filozofia baletu Magdaleny Malskiej, które w bardzo przystępny sposób omawiają zagadnienia formalne tańca klasycznego – obie panie wyłuszczają różnice miedzy pojęciem języka, a "językiem" tańca klasycznego, który również różni się od innych skodyfikowanych systemów tańca jak np. w Indiach gdzie wszystkie pozy, gesty same w sobie mają konkretne znaczenie .

Natomiast rozważania typu, nie lubię sztuki mimetycznej, naturalistycznej albo społecznie i politycznie zaangażowanej poruszającej współczesne problemy i odwrotnie lubię uniwersum fantazji , klasycznej kategorii piękna choć właśnie dla starożytnych greków była ona odbiciem rzeczywistości to już są bardzo indywidualne upodobania i powinny prowokować inna dyskusji w oparciu o konkretne spektakle bo dla mnie to mieszanie wątków.
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
Ostatnio zmieniony przez Joanna Bednarczyk Sro Kwi 06, 2011 2:39 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Sagittaire 
Pierwszy Solista

Wiek: 35
Posty: 2809
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 2:38 pm   

Na marginesie - są oczywiście gesty w klasyce, które należy znac typu - "jaka ona piekna", "kocham ją", "przyrzekam jej byc z nia do konca życia i dłużej" i takie tam. Są to generalnie ściśle określone ruchy rąk i wywodza sie z czasów, gdy do baletów były pisane libretta na kilka stron z dialogami. Takie gesty miały "mówic" pewne ważniejsze fragmenty z dialogów libretta.
A co do jezyka tańca, to Ch napisała cos fajnego, co mi sie podoba. Dzisiejszy odbiór nie musi byc taki jak dawniej, w sensie, jak w libretcie napisano, ze on teraz mówi "jaka ona piękna" to zrozumiec to inaczej wstyd. Teraz zostsawia sie balet widzom i niech myslą, co im się układa. nie ma, ze ktos źle zrozumiał język tańca. Dlatego chyba np Pastor nie przemycił do programu jakiegos opisu I przejdą, zostawiając każdemu wolna rękę w odbiorze, choc jak rozmawiałam z Kasią, to wiele scen było tak czytelnych, ze chyba większosc je odebrała jednoznacznie....
Tancerka wspolczesna Joanna kiedys mnie przestrzegala , zeby przed spektaklem nie czytac o nim , zeby nie mącic odbioru i odbierac po swojemu. Cos w tym jest...
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 2:46 pm   

Sagittaire napisał/a:
Na marginesie - są oczywiście gesty w klasyce, które należy znac typu - "jaka ona piekna", "kocham ją", "przyrzekam jej byc z nia do konca życia i dłużej" i takie tam.

no tak ale obecnie w inscenizacjach klasycznych sa one i tak mocno zredukowane w porównaniu z XIX wiekiem, że ich nieznajomość nie wpływa znacząco na "zrozumienie "całości.
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 42
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 8:53 pm   

dokładnie, albo znaczenie pewnych ruchów rak, póz a nawet kierunek ustawienia tancerki i jej oczu zostały zatracone albo przestały byc wykorzystywane jako "opowiaające" wypełnione znaczeniem. pamietam, jak kiedys przy okzji premiery Bajadery w TW-ON pewna moja nauczycielka z Teorii Tanca zzymała się ze zupełnie nie zachowano w choreografii znaczenia poszczególnych póż, a przeciez ją podczas studiów w Rosji nauczono co jaki gest i poza miała w załozeniu Petipy wyrażac i skad się wzieła - np. że Nikija wskazuje w pozach w akcie cieni na niebo - krainę gdzie się spotkają z Solorem, albo że wskazuje mu w pozach kierunek - "Solorze, idź tą drgą", albo że wykonuje ruchy jakby odpędzała mysl, pokazujac ze o niej zapomniał. Tak jak w Giselle gdzie są gestu głownej bohaterki skierowane do podłogi i arabeski tak ustawione - chodziło ponoc o podkreslenie że przychodzi stamtąd, jest "niezywa". Dziś po prostu zachwycają nas piekne pozy charakterystyczne dla każdego baletu choc już ich nie "czytamy" i nie wiemy jaka była ich inspiracja i wymowa.
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 9:12 pm   

Chiaranzana napisał/a:
A dlaczego balet, sprowadzac do "opowiadania"?


Kto powiedział, że chcę sprowadzać. Tylko pytam, prowokuję do dyskusji. To, co sam uważam, to inna sprawa.

Piszesz, że „język” o który pytam

Chiaranzana napisał/a:
To system znaczen, symboli.


a jest to, jak myślę, jakąś odpowiedzią na pytanie:

Chiaranzana napisał/a:
co rozumiesz ze jezyk baletu jest scisly?


Spójrzcie. Jeżeli mówimy o znaczeniu, to prócz tego, że ktoś je musi nadawać i ktoś odbierać, musi ono (w tym wypadku jest to taniec) reprezentować coś innego. Słowo „kubek” reprezentuje coś, co stoi teraz na moim biurku. Podskok tancerza z szerokim uśmiechem na twarzy znaczy bez wątpienia jakąś niebywałą radość. Rozumiem, że na tym poziomie klasycznego, skonceptualizowanego baletu można mówić o ścisłości w sensie poszczególnych znaków mających swoje odniesienie do pewnych zdarzeń pozascenicznych. To jednak nie wyczerpuje pojęcia znaczenia w balecie (nawet tym klasycznym). Wydaje mi się, że tym, co w balecie zachwyca jest coś więcej aniżeli suma odczytanych gestów symbolicznych. Gdyby spytać widzów wychodzących w pełni zachwytu z klasycznego spektaklu, skąd dostali ową estetyczną moc, sądzę, że wskazali by na coś, na co składa się (prócz piękna zatańczonej fabuły) piękno muzyki (z którym estetyka ma od wieków wielki problem) i piękno tańca, np. piruetów czy ensemble’i (które same w sobie nie mają znaczenia, odzwierciedlenia w rzeczywistości). Albo inaczej: ktoś wychodzi zachwycony z „Jeziora...” ale nie znał libretta i dopisał je sobie sam. Dla niego więc to była opowieść o autobusach wyjeżdżających z zajezdni. No i co mu zrobić? Tak mu to podpasowało i był zachwycony spójnością tej narracji. Czy to godzi w „język tańca”? Nie, to pokazuje tak, jak to sugerujecie, że to pojęcie trzeba rozszerzyć (czy może inaczej: uściścilć?).

Joanna odsyła do lektury (chwała jej za to!). Cóż więc mówi Turska:

„Pod wpływem powstałego w 2. połowie XIX w. prądu artystycznego, zwanego symbolizmem, zrodziło się przekonanie o istnieniu „symbolicznego języka”, jakim posługuje się taniec. Czyżby oznaczało to, że składa się on ze stałych jednostek ruchowych, które jako „słowa” łączone są według ustalonych reguł w sekwencje-zdania?”

Rozwiewa jednak te wątpliwości pisząc w te słowa:

„Organizowanie ruchów w tańcu nie podlega powszechnie zrozumiałym regułom „gramatycznym”, gdyż prawa rządzące ruchem są w nim rozmaicie wykorzystane i funkcjonują zawsze w czasie teraźniejszym. W takim „języku” nie ma więc odniesień do przeszłości i przyszłości, nie ma trybu przypuszczającego, nie może on pełnić takich funkcji lingwistycznych, jak opowiadanie, wyjaśnianie, przekonywanie, porównywanie itp. w tańcu nawet interakcja dwóch osób, rozumiana jako „rozmowa”, nie rozrasta się w obszerny tok argumentacji i kontrargumentacji. Są to „wywody” cząstkowe, gdyż ruchowa kondensacja stanów emocjonalnych nie może ujawnić całej treści „dialogu”

i żeby postawić kropkę nad i zacytuję sowa z poprzedniej strony, gdzie mowa jest, że taniec to:

„działania proste, łatwo rozpoznawalne, zwłaszcza gdy nie zawierają odniesień do spraw czy osób nie ukazanych naocznie. (...) Bogactwo uczuciowego życia człowieka nie da się jednak wyrazić tak prostymi schematami”

Piszesz przecież, Chiaranzano, że

Chiaranzana napisał/a:
W balecie kody ktore sie rozczytuje moga byc dowolne, czyli to jak odbierasz balet i co dla ciebie on wnosci jest Twoja intymna chwila obcowania z baletem.


Czyli może doniosłością baletu jest to, że przekazuje nam „znaczenia” czegoś, co niedostępne jest obiektywizacji w słowa w ogóle. Może jego znaczenie ma bardziej charakter kontemplacyjny. Może chodzi o czytanie znaczeń w sposób zupełnie inny, niż tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Levinas czytał człowieka w jego twarzy. Twarz jest w jego myśli bardzo specyficznie pojętym „językiem”. W takim też sensie wspominam o „języku” tu, gdzie mówi się o balecie. Kiedy rodzic wykryje, że dziecko coś knuje, to tak na nie spojrzy, że ono już wszystko wie. Taki język (w tym wypadku jest to „mowa” twarzy wykorzystywana w teatrze dramatycznym) jest zupełnie ścisły. Jest idealnie zrozumiały, pomimo tego, że nie trzeba zastanawiać się, co dane wyrażenie znaczy. To jest błysk, fenomen. Może w balecie jest to samo, tylko, że odbywa się przez ruch, ciało? O to tutaj pytam. Proszę powiedzcie, jak to odczuwacie? Może wypowie się ktoś kto tańczy? A jak to wygląda po latach „baletomaniactwa”?
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
 
     
Kasia G 
ADMINISTRATOR


Związek z tańcem:
krytyk
Wiek: 42
Posty: 4412
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Kwi 07, 2011 9:16 am   

wukaesiak napisał/a:
Może jego znaczenie ma bardziej charakter kontemplacyjny. Może chodzi o czytanie znaczeń w sposób zupełnie inny, niż tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Levinas czytał człowieka w jego twarzy. Twarz jest w jego myśli bardzo specyficznie pojętym „językiem”. W takim też sensie wspominam o „języku” tu, gdzie mówi się o balecie. Kiedy rodzic wykryje, że dziecko coś knuje, to tak na nie spojrzy, że ono już wszystko wie. Taki język (w tym wypadku jest to „mowa” twarzy wykorzystywana w teatrze dramatycznym) jest zupełnie ścisły. Jest idealnie zrozumiały, pomimo tego, że nie trzeba zastanawiać się, co dane wyrażenie znaczy. To jest błysk, fenomen. Może w balecie jest to samo, tylko, że odbywa się przez ruch, ciało? O to tutaj pytam. Proszę powiedzcie, jak to odczuwacie? Może wypowie się ktoś kto tańczy? A jak to wygląda po latach „baletomaniactwa”?



Oj, tu trafiłeś w sedno, szczególnie w moim odczuciu jako baletomaniaka. Znająs większośc oglądanych baletów na pamięć tych oglądanych po wieloktroć) już dawno przeciez nie zastanawiam sie co ten lub ów gest, poza, podskok znaczy bo poruszam się w znanym mi systemie znaczeń - znanym troche z teori, książek, wykładów, gdzie pogłębiama zdobytą samodzielnie wiedze na temat tego czym jest i jak odbierać balet, na co zwracać uwagę, a czesciowo w systemie który sama sobie wokół niego zbudowałam. I tak mnie np. może do łez rozczulac jakies pas bowiem poznałam je i pierwszy raz zakonotowałam w pamięci jako dziecko wzruszone i poruszone czyimś wyrazistym wykonaniem - dajmy na to Ewy Głowackiej. I tak juz zostanie - podświadomie będzie mi sie kojarzyć ze wzruszeniem i osobą ktora na to pas zwróciła moją uwagę. Wykonanie a co za tym idzie wznaczenie (poruszenie mnie) poprzez inne elementy tanca będe już zawsze porównywac do wykonania przez moich idoli z dzieciństwa i wieku nastoletniego i wzdychac "moze i delikatniej, ale nikt nie zrobi teo tak energicznie jak Kama Akucewicz", "nikt nie będzie takim Merkucjem jak Andrzej Stasiewicz", "nikt nie umie rak umierac jak Muchamiedow w Meyerlingu"... To kwestia łacznosci ze wspomnieniami, które siłą rzeczy tez idealizujemy.
Ponadto chyba własnie kontemplacja, przyjemnośc czerpana z olądania piekna jakim jest balet ma główne znaczenie. W starych baletach klasycznych przeciez dla baletomana treśc dawno nie ma znaczenia - sprowadza sie zwykle do nieszczęśliwej lub szczesliwej miłości, a ewentualne perypetie sa tylko pretekstem do szeregu tanców zespołowych, solowych i oczekiwanego z zapartym tchem pas de deux które jest wyrazem krańcowym radosci (grand pas "ślubne" wszystkich szczęsliwych par jak Śpiąca królewna i ksiaże, Basilio i Kitri, Dziadek do orzechów i Klara) oraz nieszczęsliwych - wyraz niesmiertelnej miłosci która jednak zaraz za chwile połączy kochankow po śmierci - Romeo i Julia, Odetta i ksiaże, etc. I to jest clou przezycia czyli odbioru, czyli zrozumienia idei, rzesłania abletu.

Słowa język uzywamy tu wszyscy troche umownie, bo wiadomo i zdajemy sobie z tego sprawe, ze w tancu żadnemu z ruchów nie jest pzypisane jedno znaczenie raz na zawsze. W połaczeniu z innymi moze dac inny efekt, a poza baletowa pantomimą w technice klasycznej mało jest pas które dziś znacza to samo co kiedyś. Cóz z tego że mamy pas de chat czy pas de poisson - dziś nie chodzi w nich o to, ze tanerz/rka udaje kota lub rybe ;)
_________________
Niech pamięta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.
Lec
 
 
     
wukaesiak 
Adept Baletu


Posty: 53
Skąd: z Sudetów Zachodnich
Wysłany: Pon Lis 11, 2013 9:34 pm   

Pytanie techniczne (proszę, nie gryźcie, jeśli gdzieś już tu padło): czym się różni praca choreografa i reżysera w teatrze tańca?
_________________
"Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze
tańczyłaby nam wiersze i pozwy, krzyk, płacz i śmiech?
Czemu nie ma, tańczącej nam nasze życie i śmierć"
Rafał Wojaczek
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu Dodaj do serwisow: Bookmark and Share
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,45 sekundy. Zapytań do SQL: 14