rozmowy o tańcu w Łodzi
No tak, ale to bzdurne divertissement w Dziadku (w założonej przez twórców libretta poetyce snu) dozwala jednak na sporą dowolność interpretacyjną, więc można je wypełniać za każdym razem nowymi pomysłami. Dlatego Faun i jego dziwni towarzysze w warszawskim tańcu greckim jakoś mnie nie rażą. Raczej przyjmuję ten pomysł jako wyraz poczucia humoru choreografa, skierowany przez moment do dorosłej widowni. Ale poprawiać Szekspira? To już chyba gruba przesada. Zwłaszcza, że w RiJ żadne Fatum nie ma nic do zrobienia, bo przyczyna tragedii została tam jasno zarysowana i to ona jest sprawczynią dramatu w tej banalnej w gruncie rzeczy opowiastce miłosnej. Nie wiem kto więc zasiał w Łodzi swoje "nowe przemyślenia", ale pewnie jakaś niezła mądrala.
A tańczący wciąż kierownik baletu nigdy nie wróży najlepiej, i jeszcze - jak Sagittaire i "wieści gminne niosą" - spodziewana tam jego tańcząca żona, choćby "wspaniała". Nepotyzm u nas na widelcu, więc będą kłopoty.
A tańczący wciąż kierownik baletu nigdy nie wróży najlepiej, i jeszcze - jak Sagittaire i "wieści gminne niosą" - spodziewana tam jego tańcząca żona, choćby "wspaniała". Nepotyzm u nas na widelcu, więc będą kłopoty.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
To nie do końca tak jak mówisz - w zwiazku z tym, ze na czas remontu niektórzy tancerze zarabiają po odcięciach nawet mniej niz 1.000 zł na miesiac odeszło już kilkanaście osób. tego fatum po prostu nie miał kto tańczył, bo zrobiła się nędza, jakiej tu nigdy jeszcze nie było. Nowy szef nie jest tancerzem na etacie, po prostu uratował spektakl. Z dziewczynami jeszcze gorzej - jest tragedia. Bo z chłopaków to przynajmniej Nazar, Gintautas, Piotr itd. A tutaj w taka nędzę wchodzi nagle piękny tancerz jedyny I solista z Poznania i jego żona wspaniała - w tym klimacie to nabiera innego wymiaru.
Z tego natomiast co słyszałam, to szef jest skromny i umie docenic innych tancerzy. Nie jest odbierany w taki sposób jak mówisz. Zawsze jest źle jak szefem jest jeden z tancerzy, ale w sytuacji takiej nędzy zrobienie go kierownikiem to był jedyny sposób pozyskania sensownej pary.
Z tego natomiast co słyszałam, to szef jest skromny i umie docenic innych tancerzy. Nie jest odbierany w taki sposób jak mówisz. Zawsze jest źle jak szefem jest jeden z tancerzy, ale w sytuacji takiej nędzy zrobienie go kierownikiem to był jedyny sposób pozyskania sensownej pary.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
no właśnie. rozumiem Aliego, ze taki stan budzić może niepokój co do sprawidliwości, ale skoro jest juz z zespołem zwiazny świetny tancerz, to czemu go nie wykorzystać. Mądry szef nawet jak sam tańczy, to i tak dba o zespół, a nie mądry nie dba, nawet jak zespół i tancerz enie są dla niego konkurencją. Zresztą władz a balecie łódzkim i tak jest skupiona wokół jednej osoby i nie jest to szef baletu, więc równowaga jest zapewniona.
[quote9f="Kasia G"]... ale wspomnę Nurejewa i Malakhova....[/quote9f]
Na litość Boską Kasiu G., nie porównujmy tych dwóch tytanów światowego baletu z p. Muśką. Nie uchodzi! Tamtych można by znieść i u nas jako szefów baletu, a nawet pożądać jako takich - niechby i z żonami, dziećmi, i całym innym domowym inwentarzem. Była też "wiecznie żywa na scenie" Alicia Alonso, wspierana autorytetem Fidela Castro. U nas i w naszej skali to nie przejdzie, i wcześniej czy później odbije się czkawką. W razie potrzeby służę przykładami...
A co do naszej tradycji, to masz rację Kasiu, bo (o ile mnie pamięć historyczna nie myli) ostatnim takim tańczącym szefem-tancerzem był u nas w Warszawie chyba Maurice Pion w początkach XIX wieku - Francuz zresztą, więc łatwiejszy do strawienia przez lokalną społeczność baletową. Inni, późniejsi szybko rezygnowali z tańczenia, gdy przejmowali władzę. Taka jest niestety kolej rzeczy.
Na litość Boską Kasiu G., nie porównujmy tych dwóch tytanów światowego baletu z p. Muśką. Nie uchodzi! Tamtych można by znieść i u nas jako szefów baletu, a nawet pożądać jako takich - niechby i z żonami, dziećmi, i całym innym domowym inwentarzem. Była też "wiecznie żywa na scenie" Alicia Alonso, wspierana autorytetem Fidela Castro. U nas i w naszej skali to nie przejdzie, i wcześniej czy później odbije się czkawką. W razie potrzeby służę przykładami...
A co do naszej tradycji, to masz rację Kasiu, bo (o ile mnie pamięć historyczna nie myli) ostatnim takim tańczącym szefem-tancerzem był u nas w Warszawie chyba Maurice Pion w początkach XIX wieku - Francuz zresztą, więc łatwiejszy do strawienia przez lokalną społeczność baletową. Inni, późniejsi szybko rezygnowali z tańczenia, gdy przejmowali władzę. Taka jest niestety kolej rzeczy.
[quote3a="Sagittaire"] ...ale skoro jest juz z zespołem zwiazny świetny tancerz, to czemu go nie wykorzystać...[/quote3a]
Podzielam Twoją troskę, Sagittaire, o łódzki balet, bo widzę, że ani władze miasta, ani dyrekcja teatru nie zapewniły mu szans przetrwania na czas przebudowy gmachu Teatru Wielkiego. Dlatego życzę zespołowi wszystkiego co najlepsze pod kierownictwem p. Dominika Muśki, a jemu samemu mocnego wsparcia ze strony łódzkiej opinii publicznej. Przestrzegam tylko przed błędami.
Podzielam Twoją troskę, Sagittaire, o łódzki balet, bo widzę, że ani władze miasta, ani dyrekcja teatru nie zapewniły mu szans przetrwania na czas przebudowy gmachu Teatru Wielkiego. Dlatego życzę zespołowi wszystkiego co najlepsze pod kierownictwem p. Dominika Muśki, a jemu samemu mocnego wsparcia ze strony łódzkiej opinii publicznej. Przestrzegam tylko przed błędami.
[quote5c="Ali"][quote5c="Kasia G"]... ale wspomnę Nurejewa i Malakhova....[/quote5c]
Na litość Boską Kasiu G., nie porównujmy tych dwóch tytanów światowego baletu z p. Muśką. .[/quote5c]
Nie było moim zamiarem ich porównywanie, z całym szacunkiem dla Muśki, było by to niestosowne
)) Tamci "tytani" posłużyli mi tylko w charakterze szlachetnych przykładów
Na litość Boską Kasiu G., nie porównujmy tych dwóch tytanów światowego baletu z p. Muśką. .[/quote5c]
Nie było moim zamiarem ich porównywanie, z całym szacunkiem dla Muśki, było by to niestosowne
-
Chiaranzana
- Posty: 349
- Rejestracja: czw maja 28, 2009 11:41 am
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Na grudzień planowana jest premiera - gala baletowa. Gala jeszcze w malutkim Jaraczu.
, który jest taki mały, że na 3 dni premier w sumie jest w sprzedaży 5 biletów, a zatem nie ma wcale, bo 99,9% wejsc jest na zaproszenia.
A w Łodzi tłumy walą mimo wszystko na wszysko, wiec o bilety trudno na kazdy spektakl jak nie wiem.
W dodatku w grudniu Konkurs Choreograficzny.
* żyję, żyję i jestem bardziej baletowa niż kiedykolwiek w życiu z tym, że uskuteczniam to na żywo i na Internet zupełnie nie mam czasu.
, który jest taki mały, że na 3 dni premier w sumie jest w sprzedaży 5 biletów, a zatem nie ma wcale, bo 99,9% wejsc jest na zaproszenia.
A w Łodzi tłumy walą mimo wszystko na wszysko, wiec o bilety trudno na kazdy spektakl jak nie wiem.
W dodatku w grudniu Konkurs Choreograficzny.
* żyję, żyję i jestem bardziej baletowa niż kiedykolwiek w życiu z tym, że uskuteczniam to na żywo i na Internet zupełnie nie mam czasu.