www.balet.pl Strona Główna www.balet.pl
forum miłośników tańca

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Tancerze i spektakle Opery Paryskiej
Autor Wiadomość
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Sie 01, 2011 3:31 pm   

Jeśli chodzi o Kopciuszka to jest akurat z Agnes Letestu a nie z Pujol.
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Nagash 
Adept Baletu


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 41
Posty: 131
Skąd: Shaolin Temple
Wysłany: Pon Sie 01, 2011 4:19 pm   

Ale Pujol też występuje :D
_________________
Pieniądze to nie wszystko... liczą się jeszcze obrazy, nieruchomości i diamenty.
 
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Sie 20, 2011 8:55 pm   

10 wariacji z I aktu Giselle - 2x Elizabeth Maurin, Isabelle Guerin, Elizabeth Platel, Svetlana Zakharova, Melanie Hurel, Alina Cojocaru, Sylvie Guillem, Agnes Letestu,Aurelie Dupont. I przy okazji przegląd poprzednich inscenizacji Opery:
http://www.youtube.com/wa...w&feature=feedu

Mi najbardziej podobały się Guerin, Hurel i Dupont, a z gości Cojocaru;) Wykonanie Sylvie Guilllem też mi odpowiada, ale jej pokaźny wzrost gryzie się nieco z moim wyobrażeniem kruchej chociaż energicznej wieśniaczki:)

I jeszcze:

http://www.youtube.com/wa...CNCjMhFGbw&NR=1 - Aurelie Dupont w Romeo i Julii w Maryjskim

Noella Pontois i Barysznikow w Giselle (słyszałam już o tym nagraniu aż w końcu na nie trafiłam):
http://www.youtube.com/wa...n_order&list=UL

Pontois jest chyba najbardziej elegancką, czy wręcz dystyngowaną tancerką jaką widziałam, dlatego trudno mi było wyobrazić ją sobie jako Giselle, a tu proszę, bardzo piękne wykonanie, i nie tylko to - również w Córce źle strzeżonej jest świetna.
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Sro Sie 24, 2011 9:56 pm   

Postanowiłam wkleić mimo, że jakość fatalna i ledwo widać, dzwięk trzeszczy ale i tak prawdziwe piękno przeziera przez to nagranie. Jak tańczyć Robbinsa to tylko w ten sposób. :wink: Przy okazji warto wspomnieć, że bohater tego pas de deux Laurent Hilaire został nowym naczelnym baletmistrzem BOP, a dokładnie Maitre du ballet associe a la Direction de la danse, zastępując na tym prestiżowym stanowisku Patrice’a Barta, który sprawował tę funkcję od 1990. A więc nowe rozdanie i w jakiś stopniu nowy etap rozwoju paryskiego zespołu bo przecież naczelny baletmistrz nie tylko odpowiada za poziom techniczny i jakość spektakli ale wyznacza kierunek tego rozwoju.

http://www.youtube.com/watch?v=OhlZydrscwo
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Sie 25, 2011 12:39 pm   

Pas de deux rzeczywiście piękne, ja zawsze mam niedosyt spektakli z Hilaire, jeśli się nie mylę są z nim cztery oficjalne nagrania (niestety, "Dziadek.." wydany tylko na VHS) i mimo że to nie tak źle, bo przypada na czasy kiedy Opera nie wypuszczała ich tyle na rynek, to jednak dla mnie wciąż mało:) Wydaje mi się że to zasłużony awans - może chodzi nie tyle o to, żeby był zasłużony, ale żeby nowo nominowany dobrze się przysłużył zespołowi i udźwignął zadanie. Mogę oceniać tylko na podstawie dokumentu "La dane", w którym było sporo scen z Hilaire, i wydawał się trzymać mocno w ryzach zarówno cały zespół (były zdaje się fragmenty prób do "Jeziora", "Paquity"), jak i pojedynczych solistów.. Pamiętam, że kiedy coś tłumaczył, korygował bardzo starannie zarówno w warstwie technicznej, jak i pomagał zrozumieć w warstwie ideowej (w tym wypadku np. Emilie Cozette jej rolę w "Śnie Medei"). Do mnie trafiało wszystko co mówił, myślę, że do tancerzy tym bardziej ;)

A czy może Joanno uszczknęłaś coś z minionego sezonu? Jeśli czegoś nie pomieszałam to wiem że chyba byłaś zainteresowana premierą "L'Anatomie De La Sensation" McGregora;)
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Pią Sie 26, 2011 11:30 am   

Ah Ewo nie przypominaj mi o niedosycie Hilaire'a (ale nie będę się tu zbytnio obnażać) ;) , co prawda miałam okazje, dosłownie ostatnim rzutem na taśmę zobaczyć go dwukrotnie na żywo choć paradoksalnie w dwóch męskich pas de deux (Un trait d'union Preljocaja i Chant du ... z Legris) ale i tak to ciągle mało. Co do jego kompetencji jako baletmistrza trudno oczywiście przesądzać na podstawie filmu dokumentalnego ale mnie jego sposób prowadzenia prób zachwycił szczególnie te, o których wspomniałaś z Emilie Cozette - czasem nasza zgodność mnie przeraża :wink: :lol: . Moja znajoma byla na otwartej próbie Giselle dla publiczności, prowadzonej przez niego i twierdzi, że skupia na sobie uwagę podobnie jak na scenie, a jego charyzma, autorytet, plastyczność i precyzyjność przekazywanych doświadczeń, jak również poczucie humoru są fascynujące. Własciwie to mały teatr.

Niestety nic nie uszczknęłam z tegorocznego sezonu BOP, skupiłam się na rodzimych wydarzeniach: ŁSB, premiera Święta i jeszcze Pina Bausch we wrześniu to sporo jak na polskie realia. Niestety sezon 11/12 nie zapowiada się u nas zbyt rewelacyjnie więc może czas się gdzieś wybrać. Czekam raczej na 12/13 - nie wiem czy czytałaś o planach wystawieniu "Snu...." Neumeiera w TW-ON.

PS. masz dobrą pamięć - ochotę na obejrzenie spektaklu Mcgregora zadeklarowałam kilka dobrych miesięcy temu, juz nawet z rok upłynął.
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Sie 27, 2011 9:45 pm   

A jeśli powiem, że nie tylko nie widziałam ani razu Hilaire'a na żywo, ani nawet Manu, to chyba cię Joanno pocieszy? Słowem; stracone i już nie do odrobienia. Chociaż może niekoniecznie, bo jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia :) On mi się podoba i wydaje bardzo interesujący nie tylko jako tancerz - sza, już nie rozwijam niewłaściwego wątku;) - więc moja chęć zobaczenia go czy na scenie (co już nie wchodzi w rachubę) czy podczas pracy jest bardzo silna. Tym samym masz już kogoś kto zazdrości nawet tych dwóch razów, a koleżance próby otwartej;) Co do Chant widziałam, właściwie nie ma się czym chwalić, jest (a przynajmniej na pewno było) na youtube, ale oglądanie akurat tego w internecie, w kawałkach i w takiej jakości zupełnie mija się z celem.. jak znajdę jakiegoś sensownego kompana podróży to na pewno nie będę dłużej zwlekać, do tej pory przeraża mnie mit Francuza, który nie mówi w żadnym innym ludzkim języku poza swoim własnym, no, ale może to jednak przesada.
Joanna Bednarczyk napisał/a:
Moja znajoma byla na otwartej próbie Giselle dla publiczności, prowadzonej przez niego i twierdzi, że skupia na sobie uwagę podobnie jak na scenie, a jego charyzma, autorytet, plastyczność i precyzyjność przekazywanych doświadczeń, jak również poczucie humoru są fascynujące. Własciwie to mały teatr.

To jest to, nie mówię, że mam doświadczenie ani solidne podstawy do oceny akurat jego, ale jasne że nawet jeśli tancerz jest super charyzmatyczny i fascynujący na scenie, nie znaczy to wcale że musi być taki również w życiu prywatnym (już się kiedyś nieźle poślizgnęłam i zawiodłam przeciwnie rozumując).. a Laurent nawet poza sceną przyciąga i pociąga bardzo.. mocno:)

To po tym niezwykle poruszającym temacie wracam na ziemie :) Plany wystawienia Neumeiera, jak łatwo się domyślić bardzo mnie cieszą, ale słyszę o tym od dawna (prawdę mówiąc nie wiem od kiedy dokładnie, ale dla mnie wszystko co zasłyszane a jeszcze nie zrealizowane to tyle samo co dawno), a Snu tym bardziej, bo całości nigdy nie widziałam. Ty Joanno na pewno masz wyrobione zdanie i wiesz, czy mamy tancerzy którzy się w tym sprawdzą i czy dadzą radę, bo o ile Sylwii czy Damy u nas nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co do Snu nie mam pojęcia, właśnie dlatego że nie znam całości i nie wiem jakiego potencjału ludzkiego tam trzeba. Na pewno dużego - co do wysokiego postawienia poprzeczki nie wątpię i już to wywołuje u mnie sceptyczne nastawienie, ale na pewno mierzyć się warto, inaczej zamiast rozwoju będziemy mieli gnuśność, impas i zastój;)

O McGregora zapytałam jak zawsze z ciekawości (czy z moja pamięcią jest tak dobrze to nie wiem, zazwyczaj słyszę że mam ją nie do tego co trzeba:), bardzo chętnie czytam wszelkie relacje, a już szczególnie ze spektakli o których z góry wiem, że szybko na nie trafię..
Lubię go i chciałabym wiedzieć jak wyglądają jego prace dla Opery, są na pewno inne niż te dla ROH, kiedyś nawet się zastanawiałam, czy Francuzi nie chcieliby wystawić czegoś z tej części jego dorobku, ale raz, że większy prestiż, kiedy się wystawi coś zrobionego specjalnie pod swój zespół, dwa - po przemyśleniu sprawy nie byłam pewna, czy POB czułoby się dobrze w pracach przygotowanych dla Brytyjczyków. Jestem ciekawa, co Joanno o tym myślisz? Na początku byłam pewna, że tak, a później zaczęłam się wahać.. Weźmy np. Infrę - bardzo mi się podoba wrażliwość społeczna i socjologiczna McGregora, jaka się tam odsłania, wg mnie poruszył problem bardzo na czasie (chociaż od razu powiem, ze Infra nie jest moim nr 1 z tych trzech baletów znanych mi z DVD), ale mimo wszystkich zalet tego spektaklu nie wiem czy to jest coś, w czym dobrze czuliby się etoiles z Paryża. Czasem mam wrażenie, że nie o wszystkim lubią mówić tak wprost i dosłownie - a tutaj, min ten problem samotności w tłumie, tym bardziej okrutnym, że obojętnym, jest mniej więcej w ten sposób podany i zarysowany. Nie jest to oczywiście zarzut z mojej strony, tylko wydaje mi się, że wersja dla POB być może wyglądałaby nieco inaczej.. Zdaje mi się, że oni cenią sobie dość mocno pewien rodzaj powściągliwości, ale nie wiem, może przekombinowałam w tym wszystkich wnioskach, a nawet na pewno;) Jedno jest pewne: teraz strasznie namotałam, a wniosek stąd prosty że człowiek zmęczony o nie najświeższym umyśle nie powinien siadać do komputera i się zabierać do takich wywodów, ale cóż, za późno:)

PS. Jestem ciekawa ile Laurent mógł mieć tutaj lat, ale na żadnym innym filmie nie widziałam go w tak młodym wieku jak tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=g_jsR-ea0CU
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Pon Sie 29, 2011 7:13 pm   

Film Leloucha „Przypadek lub zbiegi okoliczności” jest z 1997 roku więc Laurent rocznik 1962 ma tu lat 35. Jak widzisz raczej w kwiecie wieku, w kwiecie urody. :) Najmłodszy jest jednak w „Dziadku”.
Odnoście Mcgregora porównując choreografie stworzone dla ROH i swojego zespołu z choreografią dla BOP, którą widziałam czyli Genus to przyznam, że mam podobne wrażenie co ty pisząc o większej dosłowności, w ujęciu tematu wiodącego ale zastanawiam się czy to też nie jest kwestia wykonania. BOP nadał w moim odczuciu większej finezji, jego naukowości . W sumie to mimo, że postrzegam Mcgregora jako bardzo ciekawego twórcę to brakuje mi w całości jego spektakli dawki szaleństwa, irracjonalności , czy błyskotliwości w łączeniu pozornie niepasujących do siebie wątków tak jak u Forsythe’a. U Mcgregora na poziomie idei wszystko jest takie poukładane, uporządkowane, racjonalne -anglosaskie, a nawet nieco przewidywalne – mimo, że na poziomie formy jest "delikatniejszy" niż Forsythe. Z drugiej strony BOP dobrze się odnajduje w bardzo teatralnych, usianych szczegółami, narracyjnych baletach jak Manon MacMillana czy Dama, Dziadek Neumiera.

No i a propos N. i jego Snu w potencjalnym wykonaniu PBN to najtrudniejsza jest część fantastyczna dziejąca się w lesie miedzy Tytanią i Oberonem ich pas de deux jest bardzo trudne, gimnastyczne, śmiałe, dużo podnoszeń mało komfortowych – jak to u Neumeiera układy wymagają umiejętności ale przede wszystkim niesamowitego zestrojenia, jakiegoś wyważenia między partnerami takiej powtarzalności pracy ze sobą – trochę przeraża mnie ta cześć czy dadzą radę.

Myślę, że tak czy tak we Francji dałabyś sobie radę fakt ,że mówiąc po francusku nawet słabo sprawiasz im przyjemność. Ale we wszystkich usługach dogadasz się po angielsku natomiast generalnie to jest tak jak w Polsce też teoretycznie uczymy się w szkołach obowiązkowo dwóch obcych języków nowożytnych, a w praktyce ….. ? Niechęć do angielskiego w jakimś stopniu nie jest tylko stereotypem. Na pewno francuzowi łatwiej jest, jak już nauczyć się włoskiego ,który jest bardzo podobny, a jednocześnie mniej zawiły gramatycznie. Poza tym co im się dziwić w historii nowożytnej Europy rządziły trzy języki : łacina, francuski od XVII do końca XIX wieku i od XX wieku angielski. Utrata tej pozycji jest ciągle żywa plus długa tradycja rywalizacji o wpływy w Europie.
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
Ostatnio zmieniony przez Joanna Bednarczyk Sro Wrz 28, 2011 10:45 am, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sro Sie 31, 2011 2:24 pm   

Joanna Bednarczyk napisał/a:
Film Leloucha „Przypadki i zbiegi okoliczności” jest z 1997 roku więc Laurent rocznik 1962 ma tu lat 35. Jak widzisz raczej w kwiecie wieku, w kwiecie urody. :) Najmłodszy jest jednak w „Dziadku”.

No, zdecydowanie (oj, coś czuję że już się ze mnie Joanno śmiejesz po cichu w duchu jak z fanek Bullion'a :) ), ale chociaż rzeczywiście nagranie wyglądało mi na lata 90, nie wiem dlaczego - wydawało mi się że jest jednak dużo młodszy, może przez kontrast z Parc (wydane w 1999r.) gdzie, mam wrażenie, jest o kilka lat, nawet z górą starszy - bo poważniejszy, dojrzalszy, bardziej skupiony w sobie. Chociaż raz, to może wynikać ze specyfiki roli (ale też nie do końca, prawie zawsze kiedy go słucham lub oglądam mam wrażenie że dojrzałość, tak samo jak wrodzoną godność, ma we krwi), dwa, zazwyczaj pudłuję w trafnej ocenie czyjegoś wieku więc pewnie ten czynnik tutaj zaważył;)

I wielkie dzięki bo przy okazji dowiedziałam się czegoś nowego. Co prawda jakiegoś ogromu informacji nt tego filmu nie znalazłam, ale zaciekawiło mnie, że Laurent ma tam ponoć rolę.. niemą. Czy to prawda? Nie znam zamysłu reżysera, może to rozwiązanie ma sens dlatego nie sposób go kwestionować tym bardziej, że nie widziałam filmu i nie chcę z góry stwierdzić, że to dyskryminacja tancerza, ale strasznie szkoda, jeśli rzeczywiście odebrali mu głos. Tym bardziej, że przykuwa uwagę - już nawet wyłączając to co mówi - a biorąc pod uwagę takie aspekty jak tembr, barwa, wyrazistość; tak czy inaczej chciałabym go nie tylko zobaczyć, ale też usłyszeć.

A tutaj ostatni fragment "Dziadka.." jaki się jeszcze zachował na youtube:
http://www.youtube.com/wa...nel_video_title
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Czw Wrz 08, 2011 5:26 pm   

Ewa J. napisał/a:
Joanna Bednarczyk napisał/a:
Film Leloucha „Przypadki i zbiegi okoliczności” jest z 1997 roku więc Laurent rocznik 1962 ma tu lat 35. Jak widzisz raczej w kwiecie wieku, w kwiecie urody. :) Najmłodszy jest jednak w „Dziadku”.

No, zdecydowanie (oj, coś czuję że już się ze mnie Joanno śmiejesz po cichu w duchu jak z fanek Bullion'a :)

Ależ Ewo urodę Laurenta traktuję śmiertelnie poważnie :wink: A co do Bulliona to wiesz, też nie ma żartów :wink: :wink:

Ale do rzeczy. Zgadza się Laurent w tym filmie nie mówi, w sumie występuje tylko w kilku scenach na początku filmu, we wspomnieniach głównej bohaterki jako jej mąż i partner taneczny. Także ich związek został zredukowany w retrospekcji prawie tylko do scen tańca i nawet gdy bohaterka wspomina ich rozstanie, które ma miejsce w restauracji to Laurent odchodzi tańcząc - co jest całkiem zabawne biorąc pod uwagę otoczenie i kontekst, bowiem jednocześnie jest to scena z filmu, w którym razem grają. Podobnie jego zdrada, właściwie preludium niewierności (przyczyna rozstania)też ma miejsce w sali prób, a wiec taki chwyt ścisłego przenikania się życia i sztuki. Myślę że zarzut dyskryminacji tancerza byłby przesadą. Jakby niebyło odtwórczyni głównej roli Alessandra Martines jest byłą tancerką, jest też scena z innym znanym włoskim tancerzem niegdysiejszą gwiazdą Baletu Marsylskiego Luigi Bonino, który ma rolę mówioną, ale faktycznie głęboki głos Laurenta jest bardzo charakterystyczny i fajnie byłoby go usłyszeć :) A w ogóle Lelouch powinien tylko z nim nakręcić ten film :lol:
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Wrz 25, 2011 3:36 pm   

Było już o niezwykle zdolnych, wrażliwych i pięknych ;) ale teraz do listy zachwytów muszę dopisać kolejne nazwisko i tancerza który jak najbardziej podpada pod te kryteria - Mathieu Ganio. Od dawna go doceniałam, mimo że jest tak młody, ale w pewnym stopniu był i nadal jest dla mnie zagadką, za mało go znam. Właściwie to do pewnego czasu traktowałam go nieco jednowymiarowo - przede wszystkim jako marzyciela Jamesa z Sylfidy zakochanego w swoim wymyślonym, nieosiągalnym ideale, wizji, którą nawet próbuje w sobie zwalczyć, ale nie jest w stanie, jako ujmującego, jeszcze młodziutkiego tancerza-wrażliwca, który ani bez patosu, ani egzaltacji mówi prosto i szczerze, że swoją rolą był tak przejęty, że drżał i prawie płakał. Właściwie ten obraz jest wciąż żywy, bo Mathieu do tej pory nie oglądałam we współczesnych spektaklach (powiedzmy, że od tego co z nim widziałam wyraźniej odcina się tylko Proust, ale czekam chociażby na zobaczenie baletu jak Genus), ale rzecz w tym, że przejęło mnie to, jak szybko zaczął emocjonalnie dojrzewać. Zauważyłam to już w Giselle, ale cała pełnia tych przemian stała się dla mnie jasna po obejrzeniu "Damy kameliowej". Jestem jeszcze całkiem na świeżo, dlatego postaram się hamować żeby nie powstał tutaj jakiś dyletancki poemat na temat Mathieu albo jeszcze coś gorszego ;) ale stworzył naprawdę doskonały, przejmujący portret Armanda, syntezę wrażliwości, młodzieńczego zaangażowania, liryzmu, subtelności, dojrzałości i szczerości. Wiem że określenia młodzieńcze zaangażowanie i dojrzałość zestawione w jednej charakterystyce wydają się oksymoronicznym połączeniem, ale w przypadku Mathieu ten paradoks naprawdę się zdarzył. Był pierwszym tak zakochanym Armandem jakiego widziałam, pierwszą miłością krystalicznie czystą i niewinną - w pozostałych przypadkach, jak u Bulliona, to również była pierwsza miłość, jedyna, największa i na całe życie, ale zawsze był widoczny choćby najdrobniejszy pierwiastek pożądania, zaborczości, zachłanności, za to Mathieu był całkiem oddany ale przy tym pozbawiony tych cech. Nie znaczy to jednak, żeby to było uczucie papierowe i sentymentalne, tj. nierealne jak w Sylfidzie. Kiedy było trzeba Mathieu był niczym rozżarzone węgle i tym również zaskakiwał - a przede wszystkim pełną naturalnością, szczerością i bezpretensjonalnością, jaką również przy tej okazji demonstrował. Całkiem odmienny w tym konkretnym podejściu od innych Armandów, nie znaczy to, żeby reszta pod tym względem wg mnie spudłowała w swoich interpretacjach, ale on był po prostu doskonały.
Dodam jeszcze, że na tym tle niedostatki Bulliona zarysowały się bardzo jaskrawo - zaczęłam je dostrzegać już wcześniej, np. przy okazji porównania z Lloydem Rigginsem, który również bardzo mi się podobał, a kiedy dodałam do tego kreację Mathieu lista moich zarzutów jeszcze się powiększyła. Nikogo nie będę tutaj zamęczać tymi obserwacjami, ale chętnie wezmę pod lupę chociaż jedną scenę - za długo i nudno byłoby rozkładać którekolwiek pas de deux na czynniki pierwsze, dlatego wybrałam scenę z kokietką. Bullion był w niej dla mnie trochę nieokreślony - jak gdyby sam nie wiedział dokładnie, czy chce się zemścić tym flirtowaniem na oczach Małgorzaty, czy odreagować, Riggins zagrał tę scenę po mistrzowsku, wspaniale i w sposób niezapomniany - jak u Neumeiera mamy teatr w teatrze to tu był aktor w aktorze;) - nie mścił się, ale próbował poruszyć serce tej która go porzuciła i wzbudzić trochę żalu, zazdrości.. odegrał na jej oczach spektakl, podczas którego z werwą, nieco amerykańską wesołością zalecał się do Olimpii, jednocześnie pilnie obserwując reakcję ukochanej. Z kolei Mathieu ugryzł tę scenę od całkiem innej strony, zgodnie ze swoją osobowością (każdy z nich "wybrnął" na swój sposób świetnie). Co prawda wchodzi w grę i flirt, ale namacalnie i podskórnie wyczuwalne jest tak głębokie, utajone cierpienie, że przebija z każdego jego ruchu i gestu, nawet muśnięcia policzka Olimpii i niewyraźnego uśmiechu, który ma imitować równowagę, albo raczej maskować rozpacz. Słowem - był niezapomniany i dojrzały nie tylko jak na swoje wtedy 25 lat, ale był po prostu Armandem doskonałym. Tak czy inaczej Bullion w mojej ocenie wypadł przy nim blado i zdecydowanie mniej dojrzało nie tylko w tej scenie, ale i w całym spektaklu. Tyle wrażeń na teraz, mam nadzieję że tym razem za mocno nie trąciłam panegirykiem a nawet jeśli - nie bez powodu:)
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Pon Wrz 26, 2011 3:39 pm   

Ewo nie jesteś pierwszą osobą, którą zachwycił Ganio jako Armand sporo się nasłuchałam pochwał o jego interpretacji i przyznam, że ogromnie żałowałam, że w czasie gdy oglądałam „Damę” w Paryżu nie udało mi się trafić na obsadę z nim i z Ostą. Ale ponoć nie można mieć wszystkiego. :wink: W związku z tym nie mogę go porównać z Bullionem, którego interpretacja mi bardzo odpowiada i myślę że jego propozycja na długo będzie jedna z ulubionych, co nieznaczy, że nie jestem otwarta na inne. Ale w przypadku tej roli lubię po pierwsze jak tancerze bardziej „są” Armandem niż „grają” Armanda. Odpowiada mi ten sposób scenicznej obecności Bulliona taki prosty i szczery bo to najlepsza droga do wiarygodnego pokazania prostolinijnego chłopaka, który zupełnie gubi się w tych wszystkich salonowych gierkach, towarzyskich maskach, układach i własnych emocjach, a jego romantyczny afekt miesza się z niedojrzałością, pożadanie z wydealizowanym wyobrażeniem ukochanej. Dla mnie bardziej logiczne są takie wahania niż "krystalicznie czyste" uczucie, niedojrzałość Armanda niż dojrzałość - jak inaczej wytłumaczyć słynną scene z pieniędzmi gdyby kierowały nim tylko pozytywne uczucia. Stąd też te momenty gwałtowności czy jak to trafnie ujełaś zaborczości, one wyróżniają tę interpretacje dla mnie na plus, oddają specyfike tego związku a wspomniane „niedookreślenia” też mają dla mnie swoją logikę i są kosewkwencją postępowania Małgorzaty, którego Armand nie rozumie i swiadczą o jego bezradności i zagubieniu. Snucie przez niego jakis wytrawnych teatralnych strategii mogłoby być dla mnie nieco fałszywe . Powtarzam się trochę ale Dama to mój balet fetysz i chyba już przywykłyśmy do maglowania go na wszystkie strony :wink: . Ale ......skoro wywołałaś Lloyda Rigginsa to przyznam się, że widziałam go w trzech pas de deux na gali w Hamburgu – więc oczywiście to nie to samo co cały spektakl i biorę poprawkę, na to, że w tym zapisie, który widziałaś mógł być nieco inny ale jego interpretacja nie podobała mi się tak bardzo, że nawet spuściłam na nią zasłonę milczenia , uznając że obsadzenie go w tej roli było wielką pomyłką. Cenie go w innych kreacjach ale on ze swoją powierzchownością i osobowością jest dla mnie anty –Armandem, właśnie dlatego, że jego gra jest zbyt dosadna, tu niepotrzebnie zakcentowana i zdobiona aktorsko i w zestawieniu z Marguerite nie było między nimi różnicy, a jednak to postacie z „innych światów", dobrze to jakoś zaznaczyć. Poza tym jego Armand, a właściwie postać, którą wykreował przypominała mi bardziej Newlanda Archera – bohatera „Wieku niewinności” bądź mężczyzn portretowanych w książkach E.M Forstera, a później przeniesionych na ekran przez Jamesa Yvory’ego– Anglosasów skrępowanych gorsetem 19 - wiecznych konwenansów, urzędników średniego bądź wysokiego szczebla, nagle obudzonych z uczuciowej martwoty, ale jednocześnie gdzieś w głębi ducha ciągle kwestionujących czy mają do tego prawo – może to było nawet ciekawe ale bardzo dalekie od powieści Dumasa i w sumie baletu Neumeiera. Wówczas amerykańskiej wesołości w tych scenach nie zobaczyłam może pojawia się w tej scenie, o której piszesz ale jakoś nie bierze mnie taka wizja Armanda :wink: Liska jest już baaardzo pogodny.

Natomiast Ganio jestem bardzo ciekawa. Z tego co piszesz był bliżej interpretacji Jiriego Bubenicka ( którą zanaczam również bardzo lubię i zaliczam do tych "niezagranych" :wink: ) i tak go sobie wyobrażałam biorąc pod uwagę jego wrazliwosć i liryczny potencjał, niesamowita wypadkowa jego talentu i rodziców. :wink:
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
Ostatnio zmieniony przez Joanna Bednarczyk Sro Wrz 28, 2011 3:00 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Wrz 26, 2011 10:22 pm   

To ciekawe, co mówisz, ja się przyznam że byłam Rigginsem ogromnie zaskoczona (a trudno było inaczej skoro wcześniej widziałam go jedynie w "Śmierci w Wenecji") - myślę że najłatwiej byłoby nam skonfrontować poglądy gdybym mogła zobaczyć go w tych pas co Ty, a gdybyś z kolei Ty zobaczyła ten spektakl który ja widziałam.. teraz pewnie trudno nam będzie dojść, w jakim stopniu był w nich podobny, a w jakim to możliwe, że przeszedł kompletną metamorfozę. Jest to tym bardziej interesujące, że - niewykluczone, że to różnica punktów widzenia - ale to jak opisujesz jego Armanda, którego widziałaś i kreację zbliżoną do 19 - wiecznych Anglosasów usztywnionych gorsetem konwenansów, nie pokrywa się do końca z tym co ja zobaczyłam - albo raczej z tym co ja percypowałam oglądając go, bo teraz trudno ustalić, czy widziałyśmy z jego strony dwie zbieżne interpretacje, czy mocno się różniące. Dodam, że to nagranie, które znam jest sprzed 10 lat, trudno dostrzec mi w nim nawet cień rysów (czy to osobowości, czy powierzchowności) jakie ujawniły się w jego przedstawieniu Aschenbacha; właściwie gdybym opierała się tylko na Śmierci w Wenecji nigdy nie uwierzyłabym, że ten tancerz może stworzyć jakąkolwiek, nawet najbardziej kulawą interpretację Armanda.
Tymczasem na początku był nieco nieśmiały, później trochę obrażalski, a zaraz potem pozwalał sobie na coraz więcej co też podciągnęłabym pod młodzieńczą niekonsekwencję w zachowaniu. Był też spontaniczny i porywczy - podczas pierwszego spotkania odchodził i wracał nie wiedząc co robić, wreszcie uśmiechał się promiennie - rozanielony zajmował miejsce na krześle obok Małgorzaty, a zaraz potem, po okrutnym psikusie cały zawstydzony odbiegał i siadał jak najdalej od miejsca upokorzenia, miotał się, aż w końcu chwytał za palto i zabierał nogi za pas do ucieczki. A powierzchowność - wtedy jeszcze dosłownie anielska, rysy łagodne, słowem żadnych punktów wspólnych z rozgoryczonym i zagubionym Gustawem. Zastanawia mnie tylko, że jedno nagranie i drugie dzieli tylko kilka lat różnicy.. nie wiem, czy w tak krótkim czasie tak bardzo można się zmienić (ale z drugiej strony, żeby to były tylko maski zmieniane odpowiednio do roli? do tak różnych ról?) Odebrałam go jako pogodnego, ale zarazem wrażliwego i uczuciowego - szczególnie w II pas de deux. No nic, jak na razie pozostają domysły, chyba że jakoś telepatycznie uzgodnimy między sobą to co było nam dane zobaczyć:)
Nie wiem, czy to rozjaśni sprawę - ale o ile Bubenicek zachwycał mnie w jednym pas de deux z Heather Jurgensen (znam w całości tylko pierwsze pas i jakieś śmiesznie małe fragmenty z ostatniego), to kiedy oglądałam Damę z nim i z Aurelie miałam cały czas wrażenie dziwnego niezgrania tej pary. Aurelie uwielbiam i Bubenicka tak samo darzę ogromną sympatią, ale nie dało się ukryć, że coś między nimi mocno zgrzytało i miało się wrażenie, jakby jedno działało usztywniająco na drugie, zakładało pewną blokadę. Zdaje mi się, że gdybym widziała go w duecie z Jurgensen, albo jakąś inną tancerką, skala moich wrażeń byłaby całkiem inna. Mimo to Bubenicka cenię bardzo wysoko w tej roli, tylko chciałabym teraz zobaczyć go z inną partnerką. A Ganio - trudno mi go porównywać do któregokolwiek z nich - szczery, uczuciowy i bez wątpienia (używając twoich słów) - niezagrany. Tutaj wracam jeszcze do tego na co wielokrotnie kładłaś nacisk; czyli że lubisz Armandów, którzy bardziej są, niż grają i że takim właśnie Armandem jest Bullion. Oczywiście zgadzam się z tym, a gdybym miała porównać dwóch tancerzy: Stephane'a i Mathieu to bez wątpienia ten pierwszy bardziej jest, niż gra, za to Mathieu (rzecz jasna wg moich obserwacji) ma częściej tendencję do kreowania (ale to bardzo subtelne i wyrafinowane aktorstwo), a zatem bardziej gra, niż jest ;) Uf, mam nadzieję że nie ugrzęzłam w tych abstrakcyjnych porównaniach po uszy.. w każdym razie, jeśli to możliwe, że Joanno masz podobne spostrzeżenia, czego nie wiem, to wtedy tym bardziej powinnam zaznaczyć wcześniej, że Mathieu w Damie z tej tendencji do kreowania wg mnie się wyzwolił i otrząsnął, co w tym spektaklu wyszło tylko na dobre. Żeby nie było wątpliwości - może niezbyt precyzyjnie ujęłam to, co pokazał, albo raczej spłaszczyłam przez skupianie się na wybranych aspektach jego roli. Chyba używając słowa "dojrzałość" chciałam podkreślić znaczącą i jednocześnie subtelną różnicę między nim a Bullionem, ale nie wyszło mi to najlepiej - cały czas się waham, jak to lepiej oddać. Skupiłam się rzeczywiście na pozytywnych uczuciach, ale Armand Mathieu tak samo jest brutalny wobec Małgorzaty na ostatnim balu, szarpie nią, nachalnie całuje, wreszcie oddaje kopertę z pieniędzmi. I jest w tym wszystkim autentyczny i przekonywający od stóp do głów. Od Bulliona również się nie odwracam, bo w końcu wyjdzie tak, że wylałam na niego trochę jadu, ale co tu dużo mówić.. Mathieu podbił mnie tą rolą, bez reszty, tak bardzo że z tego wszystkiego zapomniałam o Clairemarie. A jej Małgorzata jest jedną z lepszych, które widziałam. Filigranowa, ale nawet w partiach solowych nie brakuje jej charyzmy, czego z początku się obawiałam.
A co do rodziców Mathieu to fakt, rodzina gwiazd:) Bardzo chciałabym zobaczyć dokument Marlene Ionesco "Comme un reve", którego bohaterami są matka i syn: Dominique Khalfouni i Mathieu Ganio (nie wiem tylko, czemu taty brak ;) ). Ale tutaj znowu złośliwa przeszkoda: na japońskich amazonach dokument jest w sprzedaży, w Europie - oczywiście nie. A zapowiada się interesująco, wnioskując po opisie i trailerze:
http://www.marleneionesco...xt_english.html
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Joanna Bednarczyk
Corps de Ballet


Związek z tańcem:
historyk, krytyk
Posty: 549
Wysłany: Wto Wrz 27, 2011 4:56 pm   

Ewa J. napisał/a:
Mathieu podbił mnie tą rolą, bez reszty


Pamiętam jak kiedyś napisałas, że szukasz "idealnego " Armanda ( jakkolwiek to dwuznacznie brzmi) :wink: mając w pamieci peany i opisy jego interpretacji utrzymane absolutnie w duchu twojego postu, a przekazane mi przez paryskich znajomych, to pomyślałam czy przypadkiem Mathieu nie spełniłby twoich oczekiwań no i voila :)

Lloyda Rigginsa widziałam w 2002 więc wówczas faktycznie wyglądał młodziej, delikatniej i jeszcze miał pełniejszą czupryną niż w Śmierci w Wenecji ale mimo wszystko nie pasował mi do tej roli. Co do recepcji jego tańca, można założyć, że trzy pas de deux wyjęte z kontekstu całego spektaklu mogły mu podyktować inne rozwiązania interpretacyjne, może eksperymentował albo coś lub ktoś (tańczył z Azzoni) go usztywnił, jeszcze jest wariant, że po Bubenicku, którego widziałam wcześniej w całym przedstawieniu wydawał mi się za mało młodzieńczy, spontaniczny albo jak to już się przyjęło za bardzo ” grał”. :wink: (wybacz tę skomplikowana teorię scenicznej obecności choć czuję, że i tak wiesz o co mi chodzi ale też nie chce żeby to brzmiało jak jakaś ortodoksja, śmiem przypuszczać, że Ganio mógłby zrobić na mnie niemniejsze wrażenie, czy zdyskontowałby Bulliona ?.....no może się kiedyś przekonam)

Co do dokumentu to wydaje mi się że gdzies go jeszcze widziałam, poszukam i dam znać.
_________________
Nic nie powinno ukazywać ciała, tylko ono samo
O.Wilde
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Wrz 29, 2011 9:27 pm   

Joanna Bednarczyk napisał/a:
śmiem przypuszczać, że Ganio mógłby zrobić na mnie niemniejsze wrażenie, czy zdyskontowałby Bulliona ?.....no może się kiedyś przekonam)

Jeśli Joanno będziesz chciała sobie odpowiedzieć na to pytanie sama wiesz ;) A więc interpretację Rigginsa znamy mniej więcej z tego samego okresu, reszta ewentualnych czynników, które mogły wpłynąć na jej modyfikację poza inną partnerką (ja go widziałam z Polikarpovą) i tym, że wchodził w grę odbiór całego spektaklu i trzech pas de deux, pewnie na razie nie wyjdzie na wierzch.. z tą amerykańską wesołością może nieco przesadziłam, Liska to fakt, też jest jednym z pogodniejszych Armandów chociaż pewnie sama nie umiałabym ich osadzić na skali wg tego, który był bardziej, a który mniej pogodny, bo u każdego z nich wyglądało tu zupełnie inaczej. Może rzeczywiście Riggins jest jednym z tych Armandów, którzy więcej grają, ale gdybym miała wytłumaczyć czym mnie dokładnie ujął to pewnie powtórzyłabym to o czym pisałam wcześniej;) Co do Azzoni to widziałam z nią ostatnie pas de deux i wydaje mi się że jestem w stanie sobie wyobrazić tę parę w ujęciu mniej oddającym realia powieści Dumasa, a bardziej odzwierciedlającym wspomniane przez ciebie konwencje.. ale to znowu tylko domysły;)

A ja na razie postanowiłam lepiej poznać Mathieu (na ile to możliwe i na ile uda się coś nowego zobaczyć), a skoro pisałam już trochę o walorach artystycznych jego tańca to teraz dodam, że z elementów technicznych zawsze duże wrażenie robią na mnie jego skoki - jest w nich niesłychanie czarujący i elegancki.
I niezależnie od tego jak się przedstawia jako całość spektakl "Enfants du paradis" zależy mi bardzo na tym, żeby go w tym zobaczyć - właściwie to przez sentyment do filmu ale nie tylko. Kiedy patrzę na Mathieu łatwo mi w nim dostrzec wiecznego marzyciela i romantyka Baptiste'a, niezmiennie zakochanego po uszy w swojej Garance. Pas de deux z Ciaravolą z tego baletu jest chyba jednym z fragmentów w których Mathieu zdaje mi się najmniej grać, a najwięcej być (sobą). To subiektywne odczucie i może być nawet bardzo dalekie od rzeczywistości, ale mam nadzieję że z czasem też jeszcze się przekonam:)
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lis 12, 2011 1:20 pm   

Trudno w to uwierzyć, że balet, który niedawno miał premierę w Operze Paryskiej pojawia się - a właściwie, że w ogóle się pojawia - w internecie i to w jakości profesjonalnej.
Na osłodę dla tych, którzy żałują że baletów z POB nie można oglądać w kinach w Polsce, w tym sezonie można odbić sobie przynajmniej La Source Jean'a-Guillaume'a Barta:

http://www.youtube.com/watch?v=fI6EbkNlJb4

W obsadzie Isabelle Ciaravola, Karl Paquette, Christophe Duquenne, Ludmila Pagliero i Mathias Heymann.

Materiałów filmowych zresztą dostatek, kto jest szczęśliwym posiadaczem France 3 mógł sobie obejrzeć nawet dokument: http://www.youtube.com/wa...feature=related

Jeszcze tylko niech dodadzą do tego w przyszłości "Romeo i Julię" Waltz i wszystko będzie odrobione (chociaż racja, że obraz kinowy to inna rzecz, ale koniec końców - w tym wypadku nagranie można posiąść na własność :)
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
kaarolinka 
Nowicjusz

Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 20
Skąd: Katowice
Wysłany: Czw Mar 08, 2012 1:31 pm   

Wczoraj po Bajaderze Josua Hoffalt został mianowany Danseur Etoile
http://www.youtube.com/wa...eature=youtu.be
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Mar 26, 2012 3:01 pm   

I nie tylko on, bo jeden z kolejnych marcowych spektakli przyniósł nominację Ludmily Pagliero ;)

Być może bardziej zdziwiła mnie ta druga nominacja, chociaż Hofflata widziałam wcześniej tylko jako Leńskiego w Onieginie i w L'anatomie de la sensation, to zwróciło moją uwagę, że McGregor wypowiadał się o nim (i Alice Renevand) jako swoich ulubionych tancerzach. Ale wszystkiego nie można mierzyć jedną miarą, bo wiadomo, że jego styl wiąże się ze specyficznymi wymaganiami i specyficzną estetyką, chociaż Hoffalt faktycznie jest dobry technicznie. W Bajaderze podobał mi się również aktorsko, stworzył oddanego Solora, ale niezdolnego do podjęcia właściwej decyzji. O aktorstwie Pagliero również nie mogę powiedzieć nic złego, bo była bardzo przekonująca - a jej scena konfrontacji z Nikiją (Aurelie Dupont) była najlepszą, jaką widziałam, niesłychanie prawdziwa.
Jedyny problem polega na tym, że obojgu czegoś brakuje - to "coś", albo raczej ta jakość, jeśli chodzi o ruch, sposób bycia, osobowość sceniczną właściwe pokoleniu etoiles, które powoli odchodzi w cień i którego stopniowe usuwanie się ja datuję od zniknięcia ze sceny POB niezapomnianego Manuela Legris.
Może podchodzę do tego zbyt sentymentalnie, ale z racji na mój wiek przeżywam pierwszą taką "zmianę warty", która mnie dotyka, w najbliższych 3 latach odejdą Nicolas le Riche, Agnes Letestu, Clairamarie Osta i w końcu w 2015 Aurelie Dupont. Oczywiście nie tylko oni, ale wymieniłam nazwiska tych, których utrata będzie dla mnie taką (subiektywną, rzecz jasna) linią graniczną pomiędzy pewną starą, a nową erą w operze. Chyba nie przesadzam, bo chodzą pogłoski, że w 2015 roku ma odejść również Brigitte Lefevre... po Lifarze byłaby drugą, najdłużej kierującą tym zespołem osobą, właśnie za 3 lata upłynie równo 20 lat. Trudno mi sobie wyobrazić ten zespół bez niej, biorąc pod uwagę to, ile jej zawdzięcza i ile wysiłku włożyła w jego rozwój i wzrastanie do tego punktu, w którym znajduje się teraz.
Trudno mi to sobie wszystko wyobrazić, no ale cóż, trzeba się będzie z tym kiedyś pogodzić :wink: Chociaż wcześniej takie nostalgiczne nastroje związane ze zmianą pokoleniową na deskach POB były mi znane tylko z filmów, np. Tout près des étoiles, gdzie zarejestrowano pożegnanie Elisabeth Platel i jej refleksje związane z całokształtem kariery, wówczas to co mówiła również dało mi sporo do myślenia. Ale wtedy wokół niej widziałam tancerzy, którzy ciągle byli przyszłością POB, a teraz sami się "rozpłynęli", albo znikną w najbliższym czasie.
No, kończę już z tym roztkliwaniem się, jakoś nie mogłam się powstrzymać.
A wracając do Bajadery, zamieszczę może kilka fragmentów:
I akt:
http://www.youtube.com/wa...feature=channel - pojawienie się Nikii
http://www.youtube.com/wa...feature=channel - pas de deux przed światynią
II akt:
http://www.youtube.com/wa...feature=channel - spotkanie Nikii z Gamzatti
http://www.youtube.com/wa...feature=channel - grand pas de deux
http://www.youtube.com/wa...feature=channel - wariacja z koszykiem kwiatów

III akt:
http://www.youtube.com/wa...feature=channel
http://www.youtube.com/wa...feature=channel

W porównaniu do wersji zarejestrowanej w 1994r. widać trochę zmian - chociażby oświetlenie w III akcie, kostiumy (chociaż są to najczęściej drobiazgi, jak np. zmiana szala, koloru gorsetu w kostiumie, inny wzór na stroju Solora - w zasadzie nie wiem, czy ten "dół" nazywać trykotami, czy szarawarami, bo nie jest ani obcisły jak klasyczne trykoty, ani tak luźny jak szarawary). I na pewno rzuca się w oczy nie tylko cyfrowa jakość obrazu, ale tez inny, o niebo lepszy i bardziej przemyślany sposób filmowania - chociaż to wersja kręcona na żywo i przeznaczona do emitowania w kinach.
Warto dodać, że ukaże się także na DVD, ale z Dorothee Gilbert jako Gamzatti co mnie bardzo cieszy.
I najważniejsze ze zmian - wydaje mi się, że pantomima wysubtelniała, to znowu niuanse, drobiazgi, zwał jak zwał, ale bardzo ważne. Poza tym nie chce tworzyć jakichś zbyt ogólnych teorii, ale estetyka ruchu (jeśli chodzi o choreografię) również została dopieszczona, POB idzie teraz, tak jak dawniej, ale coraz bardziej świadomie, w wyznaczonym sobie kierunku.
Mogę powiedzieć, że chyba dopiero po obejrzeniu tego spektaklu naprawdę pokochałam Bajaderę - to było wreszcie coś, co chciałam zobaczyć. I ostatni punkt, czyli Aurelie. Mam wrażenie, że znajduje się teraz u szczytu, to co teraz można zaobserwować w jej tańcu to apogeum jej artystycznych i aktorskich zdolności. Jako Nikija jest wspaniała - może daruję już sobie próby opisu, żeby nie rzucać byle jakimi frazesami, ale napiszę tylko, że zauważyłam w niej pewną zmianę. I na pewno po raz pierwszy wyraźnie odczułam ją w Onieginie, gdzie tańczyła z McKie, bo właśnie tam w pełni dała upust swojej wrażliwości artystycznej (to prawda, że nie po raz pierwszy), ale wtedy, i teraz w Bajaderze - mam wrażenie - że całkiem się otworzyła, pokazała swoje pełne, bardziej osobiste ja, tzn. że jej osoba była ponad konwencją ruchu i to ona nadawała mu formę, a nie na odwrót.
Tak czy inaczej wszyscy wielbiciele Aurelie (ale nie tylko) powinni ten spektakl obejrzeć ;)

Zapomniałam jeszcze dodać, że orkiestra zagrała fantastycznie - i chociaż ta partytura, i w ogóle muzyka Minkusa spływają po mnie jak woda po kaczce :wink: w tym wypadku było inaczej.
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
kaarolinka 
Nowicjusz

Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 20
Skąd: Katowice
Wysłany: Wto Cze 19, 2012 10:20 am   

I mamy kolejną Gwiazdę!
Myriam Ould-Braham została mianowana Etoile 18 czerwca po Córce źle strzeżonej.
https://lh3.googleusercontent.com/-jrXfM_K2tjU/T9-vhI7794I/AAAAAAAAHKo/nZ2rMZKmcUA/s640/nomination_ob_1.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-dp0svJz3Xy8/T9-vhau7eWI/AAAAAAAAHKs/JXbkb2tOSgs/s800/nomination_ob_2.jpg
 
     
Ewa J. 
Koryfej


Związek z tańcem:
miłośnik
Wiek: 27
Posty: 683
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Mar 29, 2013 6:13 pm   

Dobra wiadomość - tancerką etoile została Eleonora Abbagnato! O ile ostatnie nominacje mogły budzić różne reakcje, co do tej trudno mieć wątpliwości, że jest w pełni zasłużona. Nagrania z wieczoru nominacji pokazują, że Abbagnato wróciła już do formy po urodzeniu dziecka:
https://www.youtube.com/watch?v=GApE4jiKQc0 - pas de deux z Carmen (partneruje jej Nicolas Le Riche)
https://www.youtube.com/w...ature=endscreen
https://www.youtube.com/watch?v=iKM8PBEHXtw
http://www.operadeparis.f...danseuse-etoile
_________________
"Tańczcie głową." A. Pawłowa
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu Dodaj do serwisow: Bookmark and Share
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,55 sekundy. Zapytań do SQL: 12